To nie będzie typowa relacja ze spotkania z Agnieszką Bielecką - himalaistką, to będą luźne uwagi, opis wrażeń i dygresje wykraczające poza wydarzenie, które miało miejsce 7 kwietnia 2018 roku, a zostało zorganizowane przez Gminną Bibliotekę Publiczną w Czernicy w filii placówki w Nadolicach Wielkich.

Pierwsze skojarzenie z "#Agnieszka Bielecka" to… siostra Adama Bieleckiego, znakomitego polskiego alpinisty, himalaisty, pierwszego zimowego zdobywcy ośmiotysięczników Gaszerbrum I (9 marca 2012) i Broad Peak (5 marca 2013) oraz K2 (31 lipca 2012) i Makalu (30 września 2011). A przecież Agnieszka Bielecka w górach wysokich osiągnęła bardzo dużo, na pewno więcej niż niejeden mężczyzna… Wystarczy wspomnieć, że w 2012 roku uczestniczyła w polskiej wyprawie na Gasherbrum I, która zakończyła się pierwszym w historii zimowym wejściem.

Podczas jesiennej wyprawy na Lhotse w 2012 roku, dotarła do wysokości około 8100 m. Brała także udział w wyprawie unifikacyjnej PHZ na Dhaulagiri w 2013, udało się jej wówczas osiągnąć wysokość ponad 8100 m. Tak wysoko nie dotarł żaden z uczestników wyprawy. W lipcu 2014 roku zdobyła Broad Peak.

Główna bohaterka nadolickiego wydarzenia jest również jedną z bohaterek książki pt.: „Himalaistki. Opowieść o kobietach, które pokonują każdą górę” autorstwa Mariusza Sepioło. W książce znajdziemy następujące wyznanie Bieleckiej: „Część z nas, alpinistów, jest trochę niedostosowana. Ewolucyjnie przystosowaliśmy się do trochę innego życia niż mieszkanie w blokach i jeżdżenie samochodami. Nie pasujemy do systemu społecznego, w którym musimy funkcjonować (…)”. I właśnie to przyznanie się do częściowego społecznego wyalienowania wywołało chęć bezpośredniego kontaktu z himalaistką…

Góry wysokie

W trakcie spotkania w Nadolicach Wielkich miłośnicy górskich wspinaczek wysłuchali prelekcji, przygotowanej przez himalaistkę, pod tytułem: „Do trzech razy sztuka - droga przez stoki Lhotse i Dhaulagiri na szczyt Broad Peak".

Top Videos of the Day

Agnieszka Bielecka zaprezentowała również krótkie filmiki i zdjęcia, uzupełniające jej wypowiedzi.

Przygoda z górami wysokimi zaczęła się dla Bieleckiej od wyprawy na Gasherbrum I w 2012 roku, gdzie pełniła funkcję kierowniczki bazy. Do jej obowiązków należało organizowanie życia codziennego, komunikacja, śledzenie prognozy pogody. Krótko mówiąc była odpowiedzialna za wszystkie kwestie logistyczne. Tam również przyszło jej zetknąć się ze śmiercią. Podczas ataku szczytowego zginęło troje himalaistów, należących wprawdzie do innej wyprawy, ale dzielących z polską ekipą bazę i to przez ponad dwa miesiące. Jak przyznała Bielecka - było to dla niej ogromnie traumatyczne przeżycie.

Himalaistka nie może zaliczyć do w pełni udanych również kolejnych swoich wypraw w #góry wysokie.

Na Lhotse w 2012 roku doszło do tragicznej śmierci Temba Szerpy - kolejne wstrząsające przeżycie. Wspinaczom przyszło zmierzyć się z jesiennymi, trudnymi warunkami, które bardziej przypominały zimowe. Jak stwierdziła Bielecka: „w ekipie był jednak duch walki, wszyscy zakasali rękawy i parli do góry”.

Niestety okoliczności zewnętrzne uniemożliwiły dotarcie do szczytu.

W podobnych okolicznościach trzeba było zrezygnować ze zdobycia Dhaulagiri. W trakcie tej wyprawy Bielecką prześladował pech. Najpierw uczestnicy nie mogli odszukać sprzętu, pozostawionego w drugim obozie. Po załamaniu pogody i bez oznaczenia na GPS okazało się to niemożliwe. Później himalaistka weszła na grań szczytową niewłaściwym kuluarem i zatrzymała się na wysokości 8100 m. Z powodu późnej pory i sporej odległości do wierzchołka - zawróciła.

24 lipca 2014 roku Agnieszka Bielecka, Marek Chmielarski i Piotr Tomala zdobywają szczyt Broad Peak Main (8051 m) Jak do tej pory, to największe osiągnięcie Himalaistki.

Agnieszka Bielecka przez trzy godziny bardzo szczegółowo relacjonowała opisane powyżej wyprawy. Przybliżyła publiczności dzień po dniu swoją obecność w górach. Przekazała przy tym informacje, których nie zawierają oficjalne komunikaty. Opowiadała na przykład o panującej w obozach nudzie podczas czekania na okienka pogodowe. Co robią w tym czasie wspinacze? Wypełniają czas grą w karty, szachy, czytaniem książek, a także … robieniem prania.

Życie w górach nie jest prostą sprawą, zwłaszcza w małych namiotach. Agnieszka Bielecka przyznała, iż zdarza jej się oddawać mocz w obecności innych uczestników wyprawy. Prosi tylko, żeby się odwrócili. Nie ma z tą sytuacją żadnych problemów.

Pytania i odpowiedzi

Niewiele czasu mieli słuchacze na zadawanie pytań, ale udało mi się „dopchać” do głosu. Poprosiłam himalaistkę o skomentowanie wypowiedzi Aleksandra Lwowa, który w swojej książce pod tytułem: „Zwyciężyć znaczy przeżyć” napisał: „Każdy himalaista musi się w końcu zabić w górach, jeśli konsekwentnie będzie rzucał wyzwanie śmierci przez udział w kolejnych wyprawach”. W odpowiedzi usłyszałam, że nie jest sztuką zdobycie szczytu, sztuką jest zejście z niego o własnych siłach. Aktem odwagi i rozsądku jest z kolei rezygnacja z ataku szczytowego w odległości kilkudziesięciu metrów od celu, jeżeli wspinacz czuje, że będzie miał problemy z powrotem do bazy. Trudno się z takim punktem widzenia nie zgodzić.

Zwyczajna/niezwyczajna dziewczyna

Agnieszka Bielecka z zawodu jest pilotką wycieczek, autorką artykułów podróżniczych. Pochodzi z Tychów, mieszka we Wrocławiu.

Podobnie jak jej brat (uczestniczyłam również w spotkaniu z Adamem Bieleckim, także zorganizowane przez czernicką bibliotekę) ma wyjątkową łatwość nawiązywania kontaktu z publicznością. O takich ludziach jak oni mówi się, że potrafią uwodzić tłumy. Himalaistka jest bardzo bezpośrednią osobą, z dużym wdziękiem opowiadała o swoich przeżyciach. Często się śmiała. Potrafiła skupić na sobie uwagę słuchaczy… Nietuzinkowa kobieta.

Ze względu na szybko płynący czas, pozostał wielki niedosyt dalszego kontaktu z himalaistką i chęć zadania jeszcze tyle pytań…

źródło: własne Autora

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.