4

Adam Sęczkowski: Czy siatkówka była dla Ciebie oczywistym wyborem?

Izabela Kowalińska: Zawsze ciągnęło mnie do sportu, ale siatkówka była chyba ostatnią dyscypliną, którą chciałam trenować. Na początku był taniec towarzyski, potem koszykówka, piłka ręczna, pływanie. Każda z wymienionych dyscyplin jednak mi do końca nie pasowała. W tańcu miałam problem ze znalezieniem wyższego od siebie partnera. Pływanie wysiłkowe za bardzo mnie męczyło. Piłka ręczna i koszykówka były dla mnie sportami zbyt kontaktowymi. Nie lubiłam nigdy, gdy ktoś mnie szturchał czy przewracał na boisku. Kiedy trafiłam na trening siatkówki to stwierdziłam, że to jest właśnie ta dyscyplina, którą chcę trenować.

Jakimi słowami zachęciłabyś kogoś do gry w siatkówkę?

- Warto zachęcić przede wszystkim rodziców, aby wyrabiali w dzieciach nawyk sportowego trybu życia. Nie ma znaczenia, jaką dyscypliną sportu chciałyby się zająć. Najważniejsze, aby ruszać się i ćwiczyć. Życie sportowca nie jest łatwe, ale jednocześnie jest wspaniałe. Buduje charakter, uczy radzenia sobie w różnych sytuacjach. Ostatnio nawet myślałam sobie, że nie zamieniłabym swojego życia na żadne inne.

Przez cztery lata grałaś w drużynie KPS Chemik Police. Co spowodowało, że podjęłaś decyzję o podpisaniu umowy z ŁKS-em?

- Wiele czynników miało wpływ na tę decyzję. Po każdym rozegranym sezonie lub w momencie kiedy kończy się mój kontrakt, mam swoje pewne założenia na przyszłość, które zna jedynie mój manager. Nie chciałabym dokładnie mówić o pobudkach mojego wyboru.

Top Videos of the Day

KPS Chemik Police to i tak jest zespół, w którym spędziłam najwięcej czasu, bo aż cztery sezony. Teraz staram się jak najlepiej grać w ŁKS Commercecon Łódź.

Czy w czasie swojej kariery miałaś jakieś momenty zwątpienia?

- Myślałam o rezygnacji z siatkówki, ale było to spowodowane problemami finansowymi klubów. W moim życiu były takie momenty, że ciężko było mi się samej utrzymać. Przez to, że kluby nie płaciły, miałam nawet wizyty komornika w domu. Wtedy zastanawiałam się, czy nie przerwać gry w siatkówkę i nie wrócić do rodziców. Moja siła walki na szczęście sprawiła, że nie zrobiłam tego i dalej jestem czynną zawodniczką.

Atakująca to taka specyficzna pozycja na boisku. Czy jesteś już przywiązana do tej pozycji? Wiem, że nie była to Twoja nominalna pozycja.

- Jak większość wysokich dziewcząt, zaczynałam na środku siatki i grałam na tej pozycji podczas moich występów w Szkole Mistrzostwa Sportowego, w kadrze kadetek, kadrze juniorek i w moim pierwszym klubie w Poznaniu. Właśnie w drużynie AZS AWF Poznań, bodajże w trzecim sezonie przyszedł moment, że kontuzjowana była jedna ze skrzydłowych.

Zostałam przestawiona przez trenera na tą pozycję. Gdy przeszłam do drużyny Winiary Kalisz, to już jako atakująca i w tej roli czuję się chyba najlepiej.

W drużynie ŁKS gra Brazylijka Regiane Bidias, Amerykanka Deja McClendon, Czeszka Lucie Mühlsteinová. Uważasz, że liga polska robi się dla zagranicznych siatkarek coraz atrakcyjniejsza?

- Myślę, że nasza liga zawsze była atrakcyjna dla siatkarek spoza Polski. W polskiej lidze są limity zagranicznych zawodniczek w drużynie. Gdyby nie one, to na pewno byłoby ich o wiele więcej. Polska jest ciekawym kierunkiem dla siatkarek. Oczywiście, że te najlepsze zawodniczki trafiają od razu do Rosji czy Włoch, ale myślę, że polska liga pod względem sportowym prezentuje naprawdę dobry poziom.

Od sezonu 2016/2017 występujesz w drużynie ŁKS Commercecon Łódź. Jak bardzo zmieniła się ta drużyna na przestrzeni tych lat?

- Gdy rozpoczynałam przygodę z ŁKS-em to drużyna ta była beniaminkiem, więc wiadomym było, że jej organizacja odbiegała od klubów ekstraklasy. Ja akurat miałam dość duże zderzenie tych poziomów organizacji bo przeszłam z drużyny, która była najlepszą drużyną w lidze. W KPS Chemik Police, gdy opuszczałam ten klub, organizacja stała na bardzo wysokim poziomie. ŁKS Commercecon Łódź bardzo szybko dostosował się do poziomu ekstraklasy. Prezes, Zarząd i wszyscy członkowie klubu szybko nauczyli się, jak powinna funkcjonować drużyna w ekstraklasie. My jako zawodniczki mamy wszystko, czego nam potrzeba do treningów. Jeśli chodzi o sam zespół to myślę, że pierwszy sezon pozwolił nam zbudować fajną atmosferę. W tym roku dołączyły dziewczyny, które świetnie wkomponowały się w skład drużyny i myślę, że to ma przełożenie na naszą grę na boisku. Tworzymy ekipę, która nie tylko dobrze dogaduje się na boisku, ale także prywatnie - poza nim. Nie ma żadnych podziałów w drużynie. Cieszymy się kiedy mamy możliwość spędzić ze sobą trochę czasu, a po wyjściu z hali po treningu czy meczu dalej się kontaktujemy ze sobą - czy to telefonicznie, czy poprzez internet (śmiech). Nigdy wcześniej nie grałam w zespole, który byłby tak rozśpiewany (śmiech). Ja muzykę kocham, jest to jedna z tych rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie życia, ciągle coś śpiewam. Zdarza się, że tańczę podczas treningów. Jedną z naszych ulubionych zabaw w zespole jest znajdowanie piosenek z jakimś słowem, które ktoś przypadkiem usłyszy, jesteśmy w tym mistrzyniami.

Za nami 15. kolejka rozgrywek. W tym momencie ŁKS Commercecon Łódź zajmuje pozycję lidera tabeli z tylko jedną porażką – to dodaje zespołowi motywacji, czy zwiększa tylko presję?

- Mamy w składzie kilka młodych zawodniczek, ale uważam, że starsze stażem zawodniczki nie wytwarzają w sobie presji. Staramy się nie myśleć o miejscu drużyny w tabeli, nie wybiegamy w dalszą przyszłość, tylko skupiamy się na treningach i najbliższym spotkaniu. Nie myślałyśmy o tym, że mamy serię wygranych spotkań. Zarząd, trenerzy mogą wiedzieć co dzieje się wokół drużyny, mogą obserwować tabele ligowe, grę rywalek, statystyki. Zawodniczki powinny mieć od tego wolną głowę i w każdym meczu grać o zwycięstwo. Myślę, że tak będziemy grały do końca sezonu.

Jako, że miałaś już okazję zaklimatyzować się w Łodzi, chciałbym zapytać jakie są Twoje ulubione miejsca w naszym mieście?

- Przyznam, że będąc w Łodzi przejazdem nie czułam tego miasta. Od kiedy mieszkam w nim i miałam okazję spędzić tu więcej czasu mogę powiedzieć, że Łódź mnie urzekła. Myślę, że to miasto ma wiele do zaoferowania. Uwielbiam naturę, a więc szczególnie bliskie są mi wszelkie tereny zielone. Lubię spędzać czas, spacerując po łódzkich parkach.

Drużyny, w których występowałaś się zmieniały, ale numer 12 na Twojej koszulce pozostawał bez zmian. Czy wierzysz w numerologię? Dla "dwunastki" najważniejsze jest bycie w harmonii z otoczeniem. Czy tak jest u Ciebie?

- (śmiech) Myślę, że coś jest w numerologii. Jestem zodiakalną rybą i osoby spod tego znaku mają siódmy zmysł. Często potrafię przewidzieć pewne rzeczy. Niektórzy śmieją się, że jestem wróżką, wiedźmą, czarownicą (śmiech). Na pewno wierzę w pozytywną energię ludzi i w to, że myśli, które wysyłamy do wszechświata po pewnym czasie wracają. Nie raz miałam tego przykłady w swoim życiu. Negatywnych myśli nie wysyłam, pewnie z obawy, że mogłyby do mnie prędzej czy później wrócić. Wierzę w to, że sami kreujemy swoje życie. To, czy jesteśmy szczęśliwi czy nie, zależy od nas, od tego jakie myśli i emocje krążą w naszych głowach. Nauczyłam się, że droga do bycia szczęśliwym człowiekiem wcale nie jest trudna. Wystarczą pozytywne myśli, rozwiązanie problemów, które są, zamiast się zamartwiać i przede wszystkim nietworzenie problemów tam, gdzie ich nie ma.

Twój siatkarski autorytet to...?

- Kiedyś byłam na zgrupowaniu reprezentacji w Cannes. W przerwie między treningami pojechałyśmy na mecz, podczas którego na środku siatki grała Victoria Ravva. Wtedy ja też grałam na tej pozycji. Pamiętam, że byłam wpatrzona w grę tej zawodniczki jak w obrazek i w zasadzie z tego meczu pamiętam tylko jej postać. W tamtym czasie była to dla mnie postać numer jeden.

Jakie momenty sportowe wspominasz najmilej?

- Mam to szczęście, że na każdym etapie mojego rozwoju siatkarskiego były jakieś sukcesy. Były sukcesy reprezentacyjne, jak np. medale podczas Mistrzostw Europy Kadetek, Mistrzostw Świata Kadetek, Mistrzostw Europy Juniorek, Mistrzostw Świata Juniorek. Były także sukcesy klubowe, jak medale Mistrzostw Polski, zdobycie Pucharu Polski czy Superpucharu Polski. Każdy z tych sukcesów bardzo miło wspominam.

Ciężko jest Ci pogodzić życie zawodowe z życiem osobistym?

- Życie zawodowego sportowca nie jest łatwe. Kiedy znajdzie się osobę, która jest w stanie się trochę poświęcić i dopasować do nas, to będzie dobrze. W innym przypadku ciężko jest stworzyć coś trwałego. W życiu osobistym miałam wzloty i upadki, ale dziś jestem szczęśliwą osobą.

Czy marzą Ci się występy z ŁKS-em w europejskich pucharach? Chyba to już czas, by pokazać się w Europie.

- Na pewno byłoby miło zagrać z ŁKS-em w takich rozgrywkach, ale trzeba tu powiedzieć, że gra w europejskich pucharach to jest tylko i wyłącznie prestiż. Dla każdej siatkarki gra na szczeblu międzynarodowym to jest wielkie przeżycie. Miałam okazję zagrać nawet w Final Four z drużyną KPS Chemik Police i dobrze to wspominam. Z drugiej strony, aby drużyna grała w europejskich pucharach, potrzebne są do tego bardzo duże nakłady finansowe. Pierwszy krok czyli wywalczenie miejsca, które zapewnia możliwość gry w pucharach, będziemy chciały zrobić. Drugi krok zależy od Zarządu oraz ewentualnych sponsorów. Niestety rzeczywistość jest taka, że poza prestiżem i rozpoznawalnością w Europie drużyna więcej pieniędzy wydaje na możliwość gry w pucharach niż może zarobić.

ŁKS ma jedynie punkt przewagi nad wiceliderem, mistrzem kraju - Chemikiem Police. Jedyna porażka, jakiej doznałyście, była w meczu właśnie przeciwko drużynie z województwa zachodniopomorskiego. Co zrobić, aby na koniec sezonu tytuł Mistrza Polski trafił do Łodzi?

- (śmiech) Do zakończenia rozgrywek jest jeszcze bardzo długa droga. Skupiamy się na każdym kolejnym meczu bo wiemy, że wygrywając go przybliżamy się do wygranej w rozgrywkach polskiej ligi. W tygodniu meczowym mamy przysłowiowe klapki na oczach i oprócz naszej formy, zgrania drużyny i najbliższego przeciwnika naprawdę niewiele nas interesuje.

Czy masz jeszcze jakieś pasje oprócz siatkówki?

- W trakcie trwania sezonu zawsze mam w głowie to, że nie mogę robić w ciągu dnia nic, co mnie bardzo zmęczy, gdyż muszę być w pełni gotowa na wieczorny trening. Pewnych rzeczy nie możemy robić także ze względu na niebezpieczeństwa. Lubię czytać książki, zapewne jak wiele osób spędzających godziny w podróży. Bardzo lubię układać puzzle, ostatnio naszło mnie na dzierganie na drutach. Noszę się także z zamiarem nauki szycia na maszynie. Poza sezonem robię wszystko to, czego w sezonie nie mogę.

Ale jesteś samoukiem, czy chodzisz na jakieś kursy?

- (śmiech) Jestem samoukiem. Internet jest moim nauczycielem.

Jakie masz siatkarskie marzenie na przyszłość?

- Chciałabym mieć tyle zdrowia, żebym mogła skończyć grę w siatkówkę wtedy, kiedy będę chciała, a nie wtedy, kiedy mój organizm powie "stop".

Czy myślałaś o tym, aby po zakończeniu kariery zawodniczej zostać np. trenerką żeńskiej siatkówki?

- Mam w planach skończenie kursu trenera siatkówki. Czy jednak zostanę w tym sporcie? Naprawdę ciężko mi powiedzieć. Staram się nie robić długich planów na przyszłość, bo często życie pokazywało mi, że ma dla mnie zupełnie inny plan niż sobie zakładałam. Zobaczymy co los przyniesie.

Życzę zatem kolejnych wygranych z drużyną ŁKS Commercecon Łódź, tytułu Mistrza Polski, zdobycia Pucharu Polski i sukcesów w europejskich pucharach, a także wielu lat jako zawodniczki ŁKS Commercecon Łódź oraz spełnienia marzeń na gruncie osobistym.

- Bardzo dziękuję i do zobaczenia na meczu!

źródlo: własne Autora

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.