Swoje kolejne pięć minut mieli działacze związków homoseksualnych w Polsce. W niedzielę 31 maja odbył się marsz homoseksualistów w Gdańsku, gdzie nie mogło zabraknąć również przeciwników promowania zboczeń. Wśród nich znalazła się m.in. pewna nauczycielka historii, która wraz z rodziną demonstrowała swój sprzeciw wobec sodomitów. W nagrodę została ona poddana represjom.

"Gazeta Wyborcza" ustala reguły

Całe zajście blokowania "Marszu równości" oraz sprzeciwu wobec tego typu akcji, w jakie angażowała się Anna Kołakowska- wyżej wymieniona nauczycielka - nagłośniła "Gazeta Wyborcza", znany z poglądów lewicowych i walki z konserwatyzmem dziennik.

Dziennikarze tego tytułu starali się za wszelką cenę wymusić reakcję władz. Początkowo udali się do dyrektorki szkoły, gdzie uczy pani Anna lecz w odpowiedzi usłyszeli: "W pracy mam dużo obowiązków i nie będę na zawołanie rzucać wszystkiego i zajmować się mniejszościami seksualnymi zamiast uczniami.". Trudno nie zgodzić się ze słowami Jolanty Kwiatkowskiej-Reichel, dyrektorki szkoły podstawowej nr 65. Wsparcie "Gazeta Wyborcza" znalazła nie gdzie indziej, jak u polityka partii rządzącej, wojewody Ryszarda Stachurskiego. Gazeta chwali się, że to w konsekwencji opublikowanego przez nią artykułu zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające wobec nauczycielki. Na wniosek wojewody zostały także podjęte czynności wyjaśniające postawę… dyrektorki SP 65.

Walka z PiS?

Historyczka z gdańskiej podstawówki jest także, co było bardzo mocno akcentowane w artykule "Wyborczej", radną z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, czyli partii której kandydat wygrał w ostatnich wyborach prezydenckich z Bronisławem Komorowskim wspieranym przez Platformę Obywatelską, ulubienicę "Gazety Wyborczej".

Top Videos of the Day

Tego typu zdarzenia mogą stwarzać świetny pretekst do jeszcze większej nagonki na PiS, do której media, wspólnie z PO, od dawna się uciekają.

W całym tym zamieszaniu najbardziej niepokojące jest, że jeżeli nie podąża się za promowanymi nurtami i stoi się w obronie tradycji i normalności, nie można czuć się bezpiecznym, gdyż "Gazeta Wyborcza" i obecne władze skutecznie za to ukarzą.

Zdrowym rozsądkiem w tym wypadku wykazała się Anna Kołakowska, represjonowana nauczycielka, która o homoseksualnej propagandzie mówi tak: "Najpierw homoseksualiści chcieli być zauważeni, że w ogóle są. Później chcieli związków, potem adopcji dzieci… Bóg jeden wie, czego będą chcieli jeszcze". Dlatego właśnie warto stać na straży normalności wbrew "Wyborczej" i rządzącym politykom.

źródło: kufel.pl, polskaniepodlegla.pl