Adam Sęczkowski: Kiedy po raz pierwszy uświadomiłaś sobie, że aktorstwo jest tym, co chcesz robić w życiu?

Marta Nieradkiewicz: Było to bardzo wcześnie i konsekwentnie realizowałam swoje marzenie. W szkole podstawowej chciałam dostać się do klasy o poszerzonym profilu teatralno-filmowym. Po skończeniu liceum chciałam iść do Szkoły Filmowej, a gdy to się udało - to chciałam grać w dobrym teatrze. To wszystko tak krok po kroku było realizowane.

Wychowałaś się w Łodzi, tu skończyłaś liceum i studia, ale teraz mieszkasz poza Łodzią. Czy pozostał sentyment do naszego miasta?

- Zdecydowanie tak. Jestem lokalną patriotką choć przyznam, że jak wyjechałam z Łodzi to przeżywałam wielką fascynację innymi miastami.

Jednak potem wracałam myślami do mego miasta z sentymentem i wdzięcznością do tego, co się tutaj przeżyło.

A jakbyś mogła wymienić swoje trzy ulubione miejsca w Łodzi, to co by to było?

- Na pewno Cmentarz Żydowski, cmentarz przy ul. Ogrodowej i ul. Piotrkowską, bo pamiętam dobrze swoje pierwsze wyprawy na "Pietrynę".

W 2007 r. dostałaś rolę Julki w serialu "Barwy szczęścia", co dla aktorki młodego pokolenia mogło oznaczać stabilność finansową. Z czasem zdecydowałaś się odejść z popularnego serialu. Twoi bliscy popierali Twoją decyzję?

- Jestem dość autonomicznym człowiekiem, który sam o sobie decyduje. Dosyć szybko stałam się niezależna. Powiedziałam swoim bliskim o planach na przyszłość, a oni to uszanowali. Kiedyś po latach usłyszałam, że bardzo dobrze wtedy zrobiłam. Zdarza się, że młodzi aktorzy podkreślają, że grają w filmach czy sztukach, aby zaistnieć, ale nie do końca są to produkcje, które ich interesują.

Top Videos of the Day

Czy jesteś już na etapie, w którym możesz selekcjonować propozycje ról? Jakim kryterium się kierujesz przy tym wyborze?

- Od zakończenia przeze mnie szkoły minęło 10 lat i czuję, że jestem w takim momencie, że na jakąś tam selekcję mogę sobie pozwolić. Nie oznacza to jednak, że nie chodzę na castingi i nie walczę o role, na których mi bardzo zależy. To jest wpisane w mój zawód i nie wiem, czy kiedyś zdarzy się w moim życiu, że będę mogła siedzieć w domu i przebierać w scenariuszach. Ważny jest dla mnie także człowiek, z którym pracuję. Mam pewne marzenia jeśli chodzi o spotkania z reżyserami czy scenarzystami. Może kiedyś się one spełnią. Najważniejsze kryteria to: scenariusz i osoba reżysera.

To może wymienimy nazwiska reżyserów z listy Twoich marzeń.

- Bardzo chciałabym się spotkać w pracy m.in. z Magnusem von Hornem, Małgorzatą Szumowską, Agnieszką Holland, Wojtkiem Smarzowskim, Bartoszem Kowalskim, Agnieszką Smoczyńską

Życzę zatem, aby zapis naszej dzisiejszej rozmowy dotarł do wspomnianych osób, od których otrzymasz zaproszenie do współpracy.

- (śmiech) Dziękuję bardzo.

W serialu pt. "Pakt" jako informatyczka CBŚ pomagałaś w prowadzeniu dziennikarskiego śledztwa, w serialu "Ultrafiolet" wcielasz się w detektywa-amatora. Czy prywatnie masz zacięcie do działalności operacyjno-rozpoznawczej, czy dochodzeniowo-śledczej?

- Zdecydowanie nie (śmiech). Nie angażuję się w taką działalność, chociaż podejrzewam, że może być to wciągające.

Dziś jesteś gościem FKE Cinergia, w ramach którego swój pokaz przedpremierowy ma #film z Twoim udziałem pt. "Dzikie róże" w reż. Anny Jadowskiej. W jednym z wywiadów powiedziałaś, że jest to przykład kobiecego kina. Co kryje się pod tym sformułowaniem?

- Użyłam wtedy błędnego określenia. To jest #kino robione przez kobiety i to dokładnie miałam na myśli. Ja sama nie wiem, co kryje się pod określeniem "kino kobiece". Film pt. "Dzikie róże" na pewno jest robiony przez kobiety, czyli z pewną kobiecą czułością, wrażliwością.

Wspomniany film będzie mieć swoją premierę kinową w dniu 29-go grudnia. Jak byś zachęciła widzów do obejrzenia tego obrazu?

- Uważam, że jest to film o uwolnieniu, o wyrywaniu się schematom i potrzebie zwrócenia uwagi na własne emocje i potrzeby, a to w dzisiejszych czasach wydaje mi się bardzo ważne.

W 2014 r. otrzymałaś Nagrodę „Złotą Maskę” za żeńską rolę w spektaklu pt. "Bracia i siostry" w reż. Mai Kleczewskiej, w 2015 r. Nagrodę im. S. Wyspiańskiego oraz wyróżnienie aktorskie za role w przedstawieniu "nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU!" w reż. M. Strzępka podczas podczas 54. Rzeszowskich Spotkań Teatralnych. Czym dla Ciebie są te wyróżnienia?

- Miło jest otrzymywać nagrody. Pokazują, że ktoś zwraca uwagę na twoją pracę, że ona może coś znaczyć. Jednak mam takie wewnętrzne przekonanie, że z tymi nagrodami nie można pozostawać za długo. Przyznam, że nie mam żadnej na półce poza jedną, czyli nagrodą im. Zbyszka Cybulskiego za role w "Kamperze" i "Zjednoczonych stanach miłości", która to była moim wielkim marzeniem. Nie chcę otaczać się nagrodami. Co mi to da? Chcę pracować i iść dalej.

Czy kiedy tak intensywnie pracowałaś na planach filmowych czy serialowych, nie było dla Ciebie trudne łączenie tych obowiązków z pracą w Teatrze Starym w Krakowie?

- Na razie sytuacja w Teatrze Starym w Krakowie nie wygląda ciekawie. Nie biorę udziału w próbach i zobaczymy, co będzie dalej. Poza tym mam taką sytuację rodzinną, że niedługo będę mamą, więc też te obowiązki będą inne.

Serdeczne gratulacje.

- Dziękuję. Przyznam jednak, że na co dzień łączenie pracy w filmie czy serialu i teatrze nie jest proste. Żyłam na walizkach i byłam gościem w swoim własnym domu, ale jak to się mówi: coś za coś.

Teatr a kamera to dwa różne światy. Gdzie czujesz się lepiej? W teatrze, czy przed kamerą?

- Mam wrażenie, że kamera jest mi bliższa. Nie wiem dlaczego. Teatr jest dla mnie wielkim wyzwaniem. Pracy zarówno w teatrze, jak i przed kamerą ja się ciągle uczę, ale kino jest bliższe mojej wrażliwości i przez to jest mi też łatwiej pracować. Z pewnością jednak mogę powiedzieć, że lubię wyzwania, a więc reasumując: praca przed kamerą jest dla mnie łatwiejsza, ale nie wyobrażam sobie życia bez teatru.

Czytasz opinie o sobie w internecie?

- Opinii nie czytam, ale czytam recenzje spektakli i filmów z moim udziałem. Gdybym sprawdzała co ktoś o mnie może napisać to chyba bym oszalała (śmiech).

Serce i rozum, niby mają wspólny cel, czyli pomoc w wyborze dobrej decyzji, ale serce często postrzega to dobro zgoła inaczej niż rozum. Czym częściej się kierujesz przy podejmowaniu ważnych, życiowych decyzji?

- Intuicją. Uważam, że jest to nasz skarb i nie powinniśmy jej ignorować. To jest największy dar. jakim zostaliśmy obdarowani.

Dziś wiele osób z pokolenia trzydziestolatków nadal mieszka z rodzicami. Ty dążyłaś do samodzielnego życia i aby się utrzymać pracowałaś m.in. w call center, na kasie w hipermarkecie. czy prowadząc imprezy dla dzieci. Jak sądzisz - czy to zachowanie młodych ludzi spowodowane jest ucieczką od odpowiedzialności? Lękiem przed zobowiązaniami? Obawą o konieczność rezygnacji ze swoich osobistych celów?

- Wydaje mi się, że tym młodym ludziom jest dzisiaj ciężko. Ten dobrobyt, który mają sprawia, że nie spieszą się do odejścia z rodzinnego domu. Ja czułam, że świat jest dla mnie wyzwaniem i mam do czego dążyć. Pokolenie lat 80-tych ma jednak coś takiego, że chce czegoś, ale się boi. Na szczęście znam też młodych ludzi, którzy wiedzą, że świat stoi przed nimi otworem i mają co zdobywać. Nie boją się każdego dnia sięgać po coś więcej. Warto marzyć i spełniać swoje pragnienia.

Wystąpiłaś w teledysku do piosenki Dawida Podsiadło „No”, a także w teledysku do utworu "Co jest ze mną nie tak" Pezeta i Czarnego HIFI. Jaką drogą przyszły do Ciebie propozycje współpracy?

- Dostałam taką propozycję od reżysera teledysku i od Dawida. Odnośnie teledysku do utworu "Co jest ze mną nie tak" to trochę inna historia. Propozycji tutaj nie było, gdyż po prostu są w nim zawarte kadry z filmu "Kamper".

Jak zapowiadają się Twoje najbliższe miesiące?

- Zdecydowanie skupię się na odpoczynku.

Dziękuję za miłą rozmowę i życzę Ci wszystkiego najlepszego.

- Także dziękuję Panu za miłą rozmowę i pozdrawiam czytelników.

źródło: własne Autora

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#aktorka