Tomasz Lis w ciągu ostatnich lat stracił całkowicie reputację profesjonalisty. Kompromitacji z udziałem pochodzącego z Zielonej Góry dziennikarza było wiele. Największą i zarazem spektakularną wpadką Lisa był jeden z majowych odcinków jego autorskiego programu w TVP2, w którym powołał się na tweet Kingi Dudy. Jak się okazało wpis ten pochodził z nieprawdziwego konta córki obecnego Prezydenta, ale jego treść miała posłużyć Lisowi do obrzydliwej manipulacji, której nie powstydziłby się sam Jerzy Urban. 

"Śledztwo" Newsweeka przejdzie do historii jako jedno z największych kuriozów w historii III RP. To, że Lis pała nienawiścią do Prezydenta Dudy było wiadome od dawna.

Order otrzymany z rąk Komorowskiego do czegoś zobowiązuje. Lisowi trzeba przyznać, że wiernie służył politykowi PO, aż do samego końca. Prawdopodobnie też i swojego końca, bo po takich wyczynach, jakie zaprezentował społeczeństwu, Tomasz Lis powinien dostać dożywotni zakaz wykonywania zawodu dziennikarza. Razem z Lisem, który zapowiadał wynik tego śledztwa jako "bombę atomową", skompromitowali się też autorzy tego żenującego tekstu, czyli Michał Krzymowski i Wojciech Cieśla. Nie ulega wątpliwości, że byli oni jednak narzędziami w rękach swojego naczelnego. 

Miała być bomba atomowa, wyszedł kapiszon

Swoje śledztwo osoby wykonujące zawód dziennikarza w redakcji Newsweeka rozpoczęły zaraz po I turze wyborów prezydenckich. Przegrana Komorowskiego w I turze była dla całego establishmentu ogromnym szokiem.

Top Videos of the Day

Być może spowodowane to było głównie oderwaniem od rzeczywistości, być może pychą, ale opinie publicystów Newsweeka, Polityki, czy Gazety Wyborczej, o Bronisławie Komorowskim, miały się tak, jak spłuczka klozetowa do Niagary, gdzie dorobek byłego prezydenta był oczywiście spłuczką klozetową. "Rzetelne śledztwo" miało znaleźć haki na Andrzeja Dudę.

W swoim wstępniaku i tekście opublikowanym na portalu naTemat.pl, Tomasz Lis buńczucznie oskarżał, a jak się okazuje, pomawiał Andrzeja Dudę. Prezydent, będąc jeszcze posłem, łączył swoje obowiązki z pracą na jednej z poznańskich szkół wyższych. W kampanii prezydenckiej nieudolnie argument o "blokowaniu etatu" podnosił Komorowski. Argument upadł, ale nikt za to nie przeprosił. "Śledczy" z Newsweeka poszli jednak tropem Komorowskiego i prześwietlili wszystkie faktury za podróże i noclegi Andrzeja Dudy w latach 2012-2014. Zarzuty był poważne. Wyłudzanie publicznych pieniędzy w celach prywatnych, lewe faktury itd. Z 11 tys. złotych, które przez wspomniany wyżej okres wyłudzić miał Duda, niecałe 1800 złotych to ceny za pobyt w poznańskich hotelach, a dokładnie 6 takich wizyt.

Pozostałe pieniądze to koszty przelotów na linii Poznań-Warszawa. 

Podwładni Lisa tak zmanipulowali swój tekst i nadali mu taki ton, że postronni obserwatorzy życia politycznego w kraju mogli rzeczywiście potraktować Dudę jako oszusta. W tej sprawie oszustem jest jednak Lis i jego ludzie. Zgodnie z ustawą o wykonywaniu mandatu posła i senatora, parlamentarzyści mają prawo do bezpłatnego korzystania z usług PL LOT i grupy PKP. Natomiast w dniach, w których Duda miał pracować na uczelni, polityk spotykał się z przedstawicielami Prawa i Sprawiedliwości w celach konsultacji zmian w prawie karnym. Duda pełnił wówczas funkcję koordynatora prac legislacyjnych w klubie parlamentarnym PiS. Ponadto Duda spotykał się w tych dniach z przedstawicielami Akademickiego Klubu Obywatelskiego w Poznaniu. Wszystko jest potwierdzone i udokumentowane, w dodatku potwierdzają wersję Prezydenta uczestnicy spotkań z jego udziałem. 

Panie Lis, kończ Pan i wstydu oszczędź.  #Andrzej Duda