2

Bezdomny czarnoskóry mieszkaniec Los Angeles został zastrzelony przez grupę sześciu policjantów, których wezwano przez telefon, aby udzielili pomocy podczas próby rabunku sklepu. W XXI wieku już nie dziwi, że znalazł się ktoś, kto sfilmował tę scenę przy pomocy podręcznego urządzenia elektronicznego.

Funkcjonariusze, którzy oddali siedem wystrzałów (strzelali we trzech) i tak twierdzą, że tylko się bronili. Strzelali do człowieka leżącego na chodniku, którego wcześniej pobili, celując w klatkę piersiową. Podobno chłopak wyrwał jednemu policjantów służbowy pistolet. Zginął dość podobnie jak Niemcow. Z tą zasadniczą różnicą, że ci, którzy go zabili, nie musieli uciekać.

Uciekać przed nadjeżdżającymi posiłkami policji musieli przechodnie, wyzywający sprawców od łotrów, tchórzy i partaczy.

Licencja na w pełni demokratyczne zabijanie

Dostali licencję na zabijanie. Jest zatem rzeczą logiczną, że robią z niej użytek. Takie gorzko-ironiczne zdania padały w światowym internecie pod adresem amerykańskich policjantów  szybko i skutecznie kończących swe akcje kosztem czyjegoś życia. Sposób, w jaki policjanci, na których ciążył zarzut nadużycia siły (nie zabójstwa!) tłumaczyli swoje postępowanie daje do myślenia. Chyba najbardziej wstrząsające było zastrzelenie dwunastolatka (Tamira Rice'a) w Cleveland za wymachiwanie plastykowym pistoletem w parku. Funkcjonariusze podjechali radiowozem i naszpikowali go kulami przez opuszczoną szybę. Cała akcja trwała kilkanaście sekund.

Top Videos of the Day

To dlatego, że zdjął pomarańczową nasadkę, świadczącą o tym, że ta broń nie była prawdziwa - wyjaśniali swoim przełożonym i opinii publicznej. Gdyby pistolet był prawdziwy i miał taką nasadkę, padliby ofiarą młodocianego bandziora? Zatem gdyby na plastykowej zabawce był ten pomarańczowy element, to też byliby usprawiedliwieni? Oczywiście, że tak. Czysta logika! W innym wypadku stróże prawa zastrzelili półprzytomnego więźnia, Daniela Saenza, którego prowadzili w kajdankach, z rękami skutymi za plecami. To jasne, że tylko się bronili! Można długo wyliczać podobne przypadki.

Amerykańskie społeczeństwo, w tym zwłaszcza czarni obywatele, odpowiedzieli marszami, demonstracjami, rozruchami. Sądy nie przejęły się manifestacjami i uwolniły wszystkich oskarżanych o nieuzasadnione pozbawienie życia policjantów od winy i kary. Rozruchy sprawnie stłumiono. Bez prawej ręki związanej za plecami, jak to było w przypadku (jakże słusznie!) osławionego Bierkutu. Co prawda w odwecie doszło do zabójstwa dwóch policjantów w Nowym Jorku, ale sprawców do dzisiaj nie znaleziono.

Zemsta jako jedyna sprawiedliwość?

Obama do Putina, a Putin?

Ani prezydent Rosji ani żaden z jej urzędników państwowych nie zabrał głosu, aby żądać uczciwego i przejrzystego dochodzenia oraz wymierzenia sprawiedliwości w każdej z tych spraw. Tak jak to zrobił prezydent Stanów Zjednoczonych po zabójstwie Borysa Niemcowa. Powstaje zatem pytanie. Czyżby były wicepremier Jelcyna był bohaterem, a życie zastrzelonego trzy dni później bezdomnego, zwanego Bratem Afryką i jemu podobnych, zerem?

Kilka dni temu przez okno swojego kijowskiego mieszkania wypadł były wiceprzewodniczący Partii Regionów Michaił Czeczetow. Ciążyły na nim zarzuty sprzyjania separatystom. Wypuszczono go za kaucją, po czym popełnił samobójstwo. W liście pożegnalnym napisał, że zrozumiał, że jest moralnym śmieciem. Taka przynajmniej jest wersja oficjalna. Niemal wszyscy posłowie z Bloku Opozycyjnego w ukraińskim parlamencie mają już zarzuty kryminalne. W tym samym czasie kijowska policja pobiła ludzi stojących przed bankiem centralnym na znak sprzeciwu wobec galopującego wzrostu cen oraz zamrożonych rent i emerytur. Powraca pytanie o to, komu jest na rękę zabójstwo Niemcowa.