P.M.: W swej książce „Tańczymy już tylko w Zaduszki” pokazujecie nieoczywiste oblicza Ameryki Łacińskiej – sytuacje, ludzi i miejsca, które znajdują się na marginesie oficjalnego życia. Jak zrodził się pomysł na tę książkę?

S.O.: Wyjechaliśmy do Ameryki Łacińskiej z myślą, by podróżować i pisać reportaże. Nie było łatwo, bo akurat wybuchła rewolucja na Ukrainie i polskie media nie były zainteresowane tekstami z dosyć odległej części świata. Dlatego pojechaliśmy do Brazylii, by przed mundialem w Brazylii opisać problemy społeczne.

M.H.: Równocześnie realizowaliśmy reportaże z różnych miejsc na peryferiach czasu i przestrzeni.

I tak narodził się pomysł na książkę. Chcieliśmy opisać społeczności, które obalają nieco stereotypy związane z regionem. Tak trafiliśmy do osad menonitów w Boliwii, szukaliśmy pracy w nielegalnych kopalniach złota w Peru, czy aryjskiej wiosce w Paragwaju, którą współzakładała siostra Friedricha Nietzschego.

Jak wyszukujecie tematy i bohaterów swoich reportaży?

M.H.: - Zwykle jesteśmy przygotowani zawczasu, ale często w drodze dowiadujemy się o danym miejscu i do niego jedziemy. Gdy pracowaliśmy w kolumbijskiej szkole jako nauczyciele języka angielskiego nasz przełożony opowiedział nam o najgęściej zaludnionej wyspie świata. I tak trafiliśmy na Santa Cruz del Islote.S.O.: - Z kolei o ostatnim lodziarzu w Ekwadorze wiedzieliśmy z lokalnych mediów, ale trudno było go odnaleźć. Przez kilka godzin chodziliśmy po zboczach wulkanu Chimborazo, by odnaleźć ostatniego przedstawiciela zawodu hielero, czyli lodziarza, dawniej niezwykle popularnego wśród Indian.

Top Videos of the Day

Każde z Was ma pewnie swój ulubiony reportaż, spośród zamieszczonych w książce. Powiedzcie: który i dlaczego?

M.H.: Urzeka mnie otwierająca książkę historia pt. „Mój tato jest głupiutki” – o rodzinach, które cierpią na genetyczną odmianę Alzheimera. Połowa dzieci w danej rodzinie ma problem, zapadają w niepamięć już po czterdziestce, a potem umierają przed swoimi rodzicami. Pewien doktor prowadzi na nich badania i szuka leku, który mógłby uratować wielu chorych na całym świecie, którzy zmagają się ze sporadycznym Alzheimerem.

S.O.: Niezwykłą satysfakcję sprawiło mi szukanie pracy w nielegalnych kopalniach złota w Peru. Dlatego, że to było trudne przedsięwzięcie, niezbyt lubią tam białych, bo oni zwykle są dziennikarzami, lub aktywistami i donoszą światu o problemach społecznych i zabijaniu dżungli. Ostatecznie udało się wjechać do kopalni, gdy przedstawiłem się jako student górnictwa z Polski zainteresowany maszynami.

Czy podczas swoich wojaży poczuliście się kiedyś zagrożeni?

S.O.: Dwukrotnie, gdy robiliśmy reportaże związane z nielegalnymi górnictwem.

Raz pan wymachiwał maczetą w moim kierunku, innym razem w nielegalnym miasteczku na ponad 5 tys. m n.p.m. Indianki próbowały nas wygonić. Ale zawsze podkreślamy, że dla turystów Ameryka Łacińska to bezpiecznie miejsce, bo oni nie zapuszczają się w trudne dzielnice i regiony. Nie ma się czego bać, a wyprawa w tamte strony będzie wielkim przeżyciem.

A ile taka wyprawa kosztuje?

M.H.: Wszystko zależy od preferencji. My staramy się minimalizować koszty. Jeździmy lokalnymi środkami transportu, śpimy pod namiotem, lub za pośrednictwem portalu couchsurfing, co pozwala nam lepiej poznawać dane miejsca i kultury. Jemy w barach na ulicy razem z lokalsami. Jeśli podróżujemy z głową, nie wydamy miesięcznie więcej niż na życie w Polsce.

Jakie są Wasze kolejne plany podróżnicze i wydawnicze?

S.O.: Wróciliśmy ostatnio z wyprawy do Patagonii po stronie argentyńskiej i marzy nam się wizyta po stronie chilijskiej. Wcześniej jednak planujemy napisać książkę o Urugwaju. To mały kraj, który poszedł w stronę liberalnych reform, a zarazem od prawie 10 lat zapewnia wszystkim uczniom i nauczycielom laptopy – ostatnio wprowadzono program „tablet dla każdego emeryta”. To niestandardowe myślenie i ten społeczny eksperyment chcielibyśmy opisać. Każdy kolejny wyjazd relacjonujemy na łamach intoamericas.com, więc zapraszamy Czytelników na bloga!