3

W jeszcze przedpremierowych i już popremierowych wypowiedziach Małgorzata Szumowska (m.in. „W imię…”, „Body/Ciało”) mówiła, że swoim nowym filmem chce „dać w ryja” polskiemu społeczeństwu, obśmiewając jego nieprzynoszące chluby - jako narodowi - cechy.

I rzeczywiście, już scena otwierająca „Twarz” (za granicą #film będzie wyświetlany jako „Mug”, czyli „Ryj”) z udziałem golasów, tratujących się w biegu po przeceniony telewizor – swoisty mroczny przedmiot pożądania - pokazuje, do czego zdolni są pazerni ludzie, by zdobyć jakieś dobro materialne. Chociaż, opierając się na wypowiedziach reżyserki i Michała Englerta, współautora (w duecie z Szumowską) i autora zdjęć, ich najnowsze dzieło powinno być traktowane raczej jako bajka czy przypowieść, dlatego też nie należy go odnosić jedynie do mieszkańców kraju nad Wisłą.

Bo przecież pazerność, populizm, manię wielkości pomieszaną ze skrywanymi kompleksami, znaleźć można także u innych nacji.

Taka też jest Polska

Historia, przedstawiona w najnowszym filmie Małgorzaty Szumowskiej, wywołuje skojarzenia z głośną przed kilku laty historią przeszczepienia twarzy Grzegorzowi Galasińskiemu w gliwickim Instytucie Onkologii. Nie jest ona jednak przedstawiona w sposób 1:1, wręcz przeciwnie. W rozmowie z Januszem Wróblewskim („POLITYKA”, 13/2018) Szumowska mówi, że gdyby tak chciała uczynić, powstałby raczej „thriller medyczny o państwie, którego nie stać na zrefundowanie (…) rehabilitacji i o długiej walce o odszkodowanie”. We wspomnianym wywiadzie reżyserka przyznaje, że dwukrotne spotkanie z pierwowzorem filmowej postaci Jacka Kalisztana miało na celu umożliwienie charakteryzatorowi, Waldemarowi Pokromskiemu (świetna robota!), wykonanie maski dla wcielającego się w tę rolę Mateusza Kościukiewicza.

Top Videos of the Day

Opowieść o młodym mężczyźnie, który w wypadku przy wznoszeniu posągu Chrystusa (większego niż w Rio de Janeiro) traci - w sensie dosłownym - twarz, stanowi dla autorki filmu punkt wyjścia do pokazania różnych postaw ludzi, także tych zdawałoby się bliskich bohaterowi. Kiedy po transplantacyjnej, pionierskiej na skalę europejską, operacji wraca do rodzinnej, niewielkiej miejscowości z nowym obliczem, jest tam traktowany jako ktoś zupełnie nowy, by nie powiedzieć obcy. Miejscowe dzieciaki i szwagier nazywają go Ryjem, matka (znakomita Anna Tomaszewska) ma wątpliwości, czy to na pewno jej syn, czy może diabeł, w związku z czym ksiądz proboszcz (Roman Gancarczyk) z pomocą znajomego duchownego przeprowadza egzorcyzmy; jego narzeczoną Dagmarą (Małgorzata Gorol) miotają wątpliwości dotyczące jej uczucia względem Jacka, a zawistni o medialną popularność i propozycje reklamowe współobywatele wolą dawać pieniądze na posąg Chrystusa i przekręcenie jego głowy, by spoglądał w pożądanym kierunku (czyli w kierunku Jasnej Góry), niż na koszty leczenia i rehabilitacji Jacka.

Cięty bicz Szumowskiej

Małgorzata Szumowska smaga biczem satyry prowincjonalną Polskę, w której czas jakby się zatrzymał (vide: sceny z furmankami czy małymi fiatami wciąż na chodzie, pijaczkami pod sklepem czy zabawą świńskim łbem), gdzie transformacja ustrojowa dotarła w szczątkowej formie. Najbardziej dotyczy to, jak się wydaje, strefy mentalnej Polaków i ich przywódców duchowych: w filmie „Twarz” Żydzi i Murzyni są wciąż wdzięcznym tematem niewybrednych żartów, a wysocy hierarchowie kościelni nie odróżniają muzułmanów od Cyganów. I śmieszno, i straszno!

To właśnie za tę wizję Polski na głowę Szumowskiej zwaliły się największe gromy ze strony - przeważnie - środowisk bogoojczyźnianych w naszym kraju. Tymczasem Tom Tykwer, przewodniczący jury 68. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie, wręczając polskiej reżyserce Srebrnego Niedźwiedzia (to już druga taka nagroda dla Szumowskiej na #Berlinale) podkreślał czułość, z jaką przedstawiła ona swoich rodaków.

Trzeba przyznać, że autorka słynnego „Body/Ciało” ma niezwykłe umiejętności portretowania polskiego społeczeństwa i uzmysławiania mu gorzkich prawd o nim. Zwłaszcza tych niewygodnych dla „ojców narodu”. Stosuje przy tym dość rozległe spektrum środków wypowiedzi: od ironii przez sarkazm i szyderstwo aż do dobrotliwego śmiechu i wspomnianej czułości, graniczącej z tkliwością, zwłaszcza w pokazywaniu ludzi. Pomagają jej w tym aktorzy – w „Twarzy” to przede wszystkim Mateusz Kościukiewicz, niesamowicie prawdziwy jako inteligentny i wrażliwy, a przy tym niezależny i nieco ostający od środowiska (słucha mocnego rocka i nosi długie włosy) Jacek. I Agnieszka Podsiadlik jako jego siostra Dorota - jedyna, która stoi cały czas po stronie brata i nie zmienia do niego stosunku, po cichu zazdroszcząc mu wewnętrznej wolności. W wyrazistych rolach drugoplanowych i epizodach pojawiają się: Iwona Bielska, Robert Talarczyk i Marek Kalita.

Trudno też pominąć pracę Michała Englerta: jego klimatyczne, momentami odrealnione (baśniowe - tak miało być w założeniu) zdjęcia dodają filmowi metaforycznych, symbolicznych znaczeń. Powstał film dla wielu zapewne obrazoburczy, ale z całą pewnością znaczący, nie tylko jako dzieło sztuki, ale też jako głos w sprawie kondycji człowieka, żyjącego w danym czasie i miejscu.

źródło: własne Autora

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.