W mediach szeroko kolportowana była informacja, jakoby Donald Tusk został uhonorowany prestiżową nagrodą, którą przyznała mu europejska Polonia. Tymczasem prawda okazuje się zupełnie inna, a sama "nagroda" z Polonią ma niewiele wspólnego. Za nagrodą dla przewodniczącego Rady Europejskiej ma bowiem stać... niemiecki rząd, który nagrodził Tuska za pośrednictwem operetkowej organizacji, utrzymywanej z niemieckich pieniędzy.

Polonia nagrodziła Tuska. Czy aby na pewno?

Z doniesień medialnych mogliśmy się dowiedzieć, że "europejska Polonia" miała przyznać Donaldowi Tuskowi prestiżową nagrodę "Polonicus". I tak, na przykład w relacji portalu Onet, można było przeczytać o "uroczystej gali w ratuszu w Akwizgranie", podczas której niejaki Wiesław Lewicki, szumnie nazywany "prezydentem" placówki o niemniej szumnej nazwie "Instytut Kultury i Mediów Polonicus" miał uzasadniać uhonorowanie Tuska za "niezwykle ważną, ponad polityczną rolę jednoczenia Europy".

Brzmi to wszystko bardzo poważnie, ba! - można nawet powiedzieć - dostojnie. Oto przewodniczący Rady Europejskiej dostaje od Polaków, rozsianych po Europie, prestiżową nagrodę za "wybitne osiągnięcia". Niestety, doniesienia internetowych portali okazują się nie mieć nic wspólnego z faktami. Jak więc wygląda prawda, która wyłania się spoza medialnego szumu?

Donaldowi Tuskowi za zajęcie pierwszego miejsca

Kulisy całej sprawy ujawniła w rozmowie z portalem wPolityce.pl Anna Wawrzyszko - wiceprezes Związku Polaków w Niemczech. Według Wawrzyszko, Tusk nie dostał nagrody od Polonii, tylko od... rządu niemieckiego za pośrednictwem Wiesława Lewickiego. Zaś rzekomy "instytut", to w istocie jednoosobowa organizacja Lewickiego, utrzymywana z niemieckich pieniędzy, od której odcięły się organizacje polonijne.

Top Videos of the Day

Cała sprawa przypomina więc nieco sytuację z filmu Stanisława Barei "Miś". Ryszard Ochódzki, chcąc się podlizać byłemu ministrowi, podarował mu prezent dla wnuka - puchar z napisem: "Markowi Złotnickiemu za zajęcie pierwszego miejsca". Ochódzki usprawiedliwiał się, że nie dopisał w jakiej dyscyplinie, ponieważ nie wiedział, jaki sport chłopak uprawia. "Nic nie uprawia, chodzi właśnie o zachętę" - odpowiedział peerelowski dostojnik.

Może więc chodzi po prostu o zachętę, żeby Tusk gorliwie działał na rzecz niemieckich interesów?

źródło: wpolityce.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.