Bulwersująca sprawa niesamowicie wysokich nagród za sprzedaż nieruchomości rozgrzała sporą część radnych Słupska, jak i samych Słupczan. Bajońskie sumy przyznawane przez prezydenta miasta Roberta Biedronia swoim protegowanym wywołały także niemałe zamieszanie w sieci, zwłaszcza wśród obserwatorów nieprzychylnych politykowi. Okazuje się, że Nagrody od Biedronia dostało całe kierownictwo ratusza, jak również najbliżsi współpracownicy prezydenta. Przejdźmy więc do rzeczy, przytaczając dane uzyskane przez Gazetę Pomorską:

Dyrektorka wydziału otrzymała dodatkowe 11 352 złote, a jej zastępca niewiele mniej, bo 9 840 złotych. Co ciekawe nie jest to sytuacja całkiem nowa, bo oboje dostali wcześniej od Biedronia odpowiednio 3 952 i 3 452 złotych gratyfikacji. W styczniu zaś piętnastu urzędników odpowiedzialnych za Wydział Zarządzania Nieruchomościami i Biznesem otrzymali kwoty w przedziale 1000 - 6980 złotych.

Szefowa wydziału uzyskała 11 352 złote, zaś jej zastępca 9 840 złotych. Jakby tego było mało, dodatkowe premie przyznane zostały ośmiu pracownikom Wydziału Polityki Mieszkaniowej. Szeregowi urzędnicy dostali od 1 420 zł do 6960 złotych, szefowa zaś - 9180 złotych.

Warto zobaczyć również ten artykuł: Piosenkarka i menadżerka banku wśród polskich prostytutek jeżdżących do Emiratów

Reasumując, Robert Biedroń przeznaczył na nagrody prawie 950 tys. złotych. Jednocześnie prezydentowi Słupska radni innych opcji politycznych oprócz nagłego odejścia od głośnej swego czasu polityki oszczędności i zaciskania pasa zarzucają, że miasto straciło na sprzedaży olbrzymiej działki przy ulicy Bohaterów Westerplatte. Działkę sprzedano "za śmiesznie niską cenę za metr kwadratowy". "I w tym problem. Dostali je za pracę, za nic dodatkowego.

Top Videos of the Day

To leżało w ich podstawowych obowiązkach - krytycznie odnosi się do nagród radna Anna Mrowińska z Prawa i Sprawiedliwości, która złożyła w tej sprawie interpelację.

Inny ciekawy materiał: Warszawa: Transwestyta Rafalala zaatakował dziecko. Tak wygląda lewacki terror

Biedroń ostrzy sobie zęby na prezydenturę... Polski?

Nie ulega wątpliwości, że podobnie jak w minionych wyborach prezydenckich w 2015 roku duopol kandydatów PiS i Nowoczesnej-Platformy przełamie trzeci zawodnik. Trzy lata temu był to Paweł Kukiz, który osiągając dwudziestoprocentowy wynik w pierwszej turze, pokazał, że spora część Polaków nie utożsamia się z partią Kaczyńskiego i stronnictwem wyznawców Donalda Tuska. Eksperci uważają, że i tym razem czeka nas niespodzianka. Przestrzegają przed rosnącą w siłę lewicą oraz środowiskami neomarksistowskimi, które w ostatnich trzech latach rządów prawicy wyrosły jak grzyby po deszczu. Przypuszcza się więc, że hipotetycznie skonsolidowany elektorat lewicy podzielony obecnie na SLD, zapomniany już Twój Ruch i skrajną Partię Razem, czerpiącą wszystkie nowinki programowo-propagandowe zza Oceanu, zasili właśnie komitet wyborczy Roberta Biedronia.

Przeciwnicy polityka zarzucają mu infantylność, robienie polityki na własnej orientacji seksualnej, niezwykle wiele dni w zagranicznych podróżach i delegacjach oraz niegospodarność. Nie wydaje się jednak, by fanom Biedronia te zarzuty specjalnie przeszkadzały - prezydent cieszy się zwłaszcza wśród kobiet z Polski zachodniej coraz większą popularnością w mediach społecznościowych.

źródło: twitter.com facebook.com, Gazeta Pomorska

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.