Tzw. "obrońcy demokracji" starają się, jak mogą, żeby uprzykrzyć życie prezydentowi Andrzejowi Dudzie. Z reguły pojawiają się oni na spotkaniach z udziałem głowy państwa i zakłócają je krzykami oraz buczeniem. Tak było niedawno podczas spotkania z prezydentem w Gliwicach.

Z reguły #Andrzej Duda niewiele sobie robi z "małpich figli" #KOD-ziarzy i po prostu ich ignoruje. Czasem jednak głowa państwa nie odmawia sobie drobnej przyjemności, żeby zakpić z nierozgarniętych działaczy KOD-u. Ciekawe, czy „obrońcy demokracji” docenią poczucie humoru prezydenta.

Nie chcą Andrzeja, wolą 'Bula'?

Trudno zrozumieć, o co właściwie KOD-ziarzom chodzi.

Czyżby nie podobało im się, że urząd głowy państwa objął młody, doskonale wykształcony prawnik, znający języki obce? Czy woleliby, żeby prezydentem nadal był nierozgarnięty safanduła, chodzący po krzesłach i popełniający żenujące błędy ortograficzne?

A może po prostu cierpią oni na nadmiar wolnego czasu? Istotnie wydaje się, że wśród "obrońców demokracji" zakłócających spotkania z Andrzejem Dudą sporo jest resortowych emerytów, którzy z nudów awanturują się podczas mitingów.

Żadnej z tych ewentualności nie można wykluczyć, natomiast jedno jest pewne. Od samych "obrońców demokracji" nie dowiemy się, o co im chodzi, bo zamiast podjąć merytoryczną dyskusję - rzucają pustymi sloganami (na przykład o "łamaniu Konstytucji"), albo ograniczają się do gwizdów, buczenia oraz prymitywnych inwektyw.

Prezydent przechytrzył nierozgarniętych KOD-ziarzy

Z taką sytuacją mieliśmy ostatnio do czynienia we Wrocławiu.

Top Videos of the Day

W poniedziałek, 5 czerwca Andrzej Duda odwiedził tamtejsze Centrum Badań EIT+, gdzie zwiedził laboratoria oraz rozmawiał z naukowcami. Z kolei wieczorem prezydent wziął udział w obchodach 200-lecia Ossolineum.

Przed wieczornymi uroczystościami prezydent znalazł chwilę, żeby się posilić. Kiedy Andrzej Duda jadł obiad w restauracji hotelu "Monopol", przed wejściem zjawiła się grupka "obrońców demokracji" z transparentem "kłamca". KOD-ziarze już szykowali się, by urządzać swoje zwyczajowe brewerie, ale nic im z tego nie wyszło, bowiem prezydent z nich zażartował.

Otóż, Andrzej Duda opuścił restaurację innym wyjściem niż to, które obstawili "obrońcy demokracji". W efekcie nierozgarnięci KOD-ziarze zostali - trawestując niecenzuralne powiedzenie - z trzonkiem (od transparentu) w garści.

Czy to nauczy ich rozumu? To niestety bardzo wątpliwe.

źródło: gazeta.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.