Około godziny 19 agencje prasowe podały o czymś, co zdumiewa, a jednocześnie było dość łatwe do przewidzenia: #Angela Merkel przyjęła prośbę prezydium swojej partii CDU, aby stanęła w szranki do najbliższych wyborów do Bundestagu. Poprowadzi zatem CDU do walki o utrzymanie dla niej kanclerskiego fotela. Niemiecka kanclerz zapewniła co prawda, że podjęła decyzję „po niezwykle długim i głębokim namyśle”. Dodała również, że zdaje sobie w pełni sprawę z „niezwykle głębokich przetasowań na światowej scenie politycznej”.

Te słowa dotyczą bez wątpienia wyniku wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Jak się okazuje ekipa „kobiety po prostu niezastąpionej” (jak ją określali pochlebcy po owym prezydium) ma po prostu w niezwykle głębokim poważaniu fakt, że po 20 stycznia współpraca tej szefowej rządu z jego najbliższym sojusznikiem będzie nadzwyczaj trudna, jeśli nie niemożliwa.

Zamiast myśleć jak przyspieszyć wybory i nakłonić ją do rezygnacji z ponownego kandydowania zrobili na odwrót. Myślę, że wiele mogą wyjaśnić sami #Niemcy. Oczywiście mam na myśli normalnych, uczciwych Niemców. Tak więc, z komentarzy pod stosownym doniesieniem portalu prasowego publicznej telewizji ARD (Merkel will erneut Kanzlerin werden "Entscheidung war alles andere als trivial", tagesschau.de)

Zawczasu pozbyła się wszystkich inaczej myślących z kierownictwa swojej partii

„Sorki, ale to przestało być normalne. Ile razy jeszcze Merkel chce kandydować razem z rozmaitymi panami Schäuble i resztą tej paki? Nie jest już w kwiecie wieku. Nie dziwota, że wyglądała dziś pod koniec dnia na skonaną. Miejmy nadzieję, że w razie czego nie kopnie w kalendarz w czasie kadencji. W jej wieku siły już zbyt dobrze się nie regenerują.

Top Videos of the Day

Najwyżej wyzionie ducha, jeśli naprawdę spróbuje dokonać tego, co właśnie obiecała. Musiałaby pracować dwa albo trzy razy więcej niż obecnie. [...] Tak w ogóle to gdyby zgodziła się na wyznaczenie jakiegoś dobrego następcy, partia mogłaby teraz dość sprawnie zmienić kurs. Zamiast tego pozbyła się wszystkich rywali.”

(tytuł komentarza: Übermenschlich – bawi się w nadczłowieka)

Obiecała pozbyć się tych, których sama sprowadziła

Kandydując po raz kolejny po wszystkim, co się stało z jej udziałem i wokół niej w tym roku i w ubiegłym berlińska szefowa jest zwyczajnie i po prostu stuprocentowo niewiarygodna wobec nowego prezydenta USA. Również dla rządów wielu państw UE. Wobec własnego narodu również i to większością kwalifikowaną. Kilka dni temu tygodnik „Focus” przeprowadził badanie opinii publicznej, z którego wynika, że dwie trzecie niemieckich obywateli nie życzy sobie ponownego wysunięcia jej kandydatury. Zdając sobie chyba jednak co nieco z tego sprawę w najnowszym dokumencie programowym CDU (Orientierung in schwierigen Zeiten tzn.

drogowskaz na ciężkie czasy) obiecała: „Kto nie będzie się integrować zostanie pozbawiony zasiłku, a potem wydalony z kraju.”

Obiecanki cacanki

Tak o tym pisze, podając liczby i fakty działacz Alternatywy (AfD) Siegfried Grimske: „Zręczna żonglerka słowami ze strony dziennika «Die Welt»: Eksperci przewidują kolejny rekord wydaleń. Mowa tam o przypuszczalnie 26 i pół tysiącach wydaleń w całym (!) roku 2016. To śmiesznie mała liczba w porównaniu do rozmiarów nakręconej przez Merkel wędrówki ludów. W samym tylko 2015 zarejestrowano 890 tysięcy nielegalnych imigrantów. Zaś liczbę tych, co nie dali się zarejestrować według oficjalnych danych należy mierzyć dalszymi setkami tysięcy. Otwartym tekstem: w stosunku do przybyłych w 2015 ma zostać wydalone ok. 2 procent.”

Popełnia polityczne harakiri albo...

Gdyby w powstałej sytuacji CDU zmieniła osobę mającą stać na czele tworzonego przez nią rządu i doprowadziła do przyspieszonych wyborów, miałaby jeszcze jakieś szanse. Zamiast tego AfD może jesienią przyszłego roku nawet zdobyć większość rządową – w wyniku wybuchu powszechnego niezadowolenia. Chyba, że Merkel wie, że Trump nie dożyje do jesieni przyszłego roku... #kryzys uchodźczy