2

Do obrony czterech państw NATO graniczących z Rosją chciałby przeznaczyć dziesięć dywizji pancernych, podzielonych na dwa równe rzuty, ale... Tych dywizji po prostu nie ma. „Zapewnić pokój, zapobiec wojnie – temu poświęcam cały swój dzień roboczy. Od września 2014. No i jeśli chodzi o obszar Morza Bałtyckiego to podlegają mi w tej chwili cztery czołgi. Tak wspaniale się składa, że to są amerykańskie czołgi. Bynajmniej nie żartuję.”

(YouTube video; Mutiger deutscher General muss Deutschland vor Russenangriff mit nur 4 Panzern verteidigen!)

Dywizje pancerne, których nie ma

Generał wypowiadał się na niedawnej konferencji aktywu partyjnego CDU/CSU w Monachium.

Jego ocena sytuacji przejmuje grozą. Do skutecznego wsparcia obrony państw bałtyckich, a następnie północno-wschodniej Polski według jego wyliczeń powinno się użyć pięciu dywizji pancernych, wchodzących do walki w ciągu kilku pierwszych dni. Następnie, w ciągu miesiąca powinny zostać wsparte pięcioma dalszymi. Niemiecki generał przyznał, że co najmniej cztery z tych dywizji powinna wystawić Bundeswehra. Chodzi przy tym o pełnowartościowe korpusy armijne. Tzn. wraz z nowoczesnymi oddziałami saperskimi, łączności i zwiadu, a także lotnictwem frontowym i myśliwcami do wywalczania przewagi powietrznej.

NATO może zapewnić tylko obronę południowo-zachodniej flanki przed Państwem Islamskim

Jak podkreślił ten wysoko postawiony oficer natowski do jego dyspozycji stoi obecnie około 36 tysięcy bagnetów.

Top Videos of the Day

Jest to głównie lekka kawaleria pancerna wraz z pewną liczbą ruchliwych systemów artyleryjskich. W skład tego korpusu szybkiego reagowania wchodzi również kawaleria powietrzna (śmigłowce bojowe i transportowe). W tym korpusie nie ma ani samolotów transportowych ani bojowych. Jego możliwości ograniczają się do odparcia ataku w miarę jawnie działających wielkich grup terrorystów. Np. przybywających z Libii i lądujących na pontonach we Włoszech.

Leopard 2A5 i Abrams M1A2...

... to czołgi jakie najprawdopodobniej w największej liczbie dałoby się jeszcze jakoś zorganizować i wystawić z nich brakujące dywizje pancerne. Z powietrza można by je przykryć głównie przy pomocy kilkuset F-16 i kilkudziesięciu F-15. Zapewne te dodatkowe siły Paktu Atlantyckiego byłyby jako tako gotowe do walki za dwa lata. Oczywiście kosztem odczuwalnego podwyższenia już i tak wyśrubowanych (zwłaszcza w Niemczech) podatków.

 

Rzecz w tym, że to i tak niewiele by dało. Tak na lądzie (system broni pancernych Tygrys-Kurganiec-Armata) jak w powietrzu (Su-30, Su-35 i Su-37) byłyby to siły predestynowane do odegrania podobnej roli jak masa egipskich czołgów T-55 na wojnie sześciodniowej.

Określając rzecz bardziej obrazowo już po kilku dniach zostałaby z nich tylko kupa dymiącego złomu, a z ich załóg jasnoszary proszek. Inny wynik starcia mastodontów i pterodaktyli, groźnych dla źle zorganizowanych formacji T-72 na irackiej pustyni, z pancernymi i lotniczymi legionami Rosji byłby prawdziwym cudem.

Jakie stąd wnioski?

NATO zapewni nam obronę w takim samym stopniu jak UE umożliwiła każdemu chcącemu i umiejącemu pracować zbudowanie sobie dobrobytu. Państwo polskie stoi znowu na podobnej pozycji jak w latach 1936-39. Tak armia francuska jak brytyjska nie wystawiły wówczas odpowiednich sił, zdolnych do przyjścia Polsce z pomocą. Ani bezpośrednio, od strony Bałtyku, ani pośrednio, wykonując silne uderzenia nad Renem i w kierunku Berlina. Teoretycznie rzecz biorąc przywódcy naszego państwa i społeczeństwo powinni byli zdawać sobie z tego sprawę, a jednak... Tym razem może być jeszcze gorzej. Mamy bowiem do czynienia z Hunami XXI wieku. Widać też tylko jedno mocarstwo zdolne zadawać im skuteczne ciosy.