Tajemnicze milczenie niemieckiej policji i polityków. Ukrywanie faktów brutalnych napadów na kobiety, molestowania i prób gwałtów (do kilku zresztą doszło). Relacje ofiar, z których wyraźnie wynika, że napastnikami byli "mężczyźni o południowej urodzie i ciemnej karnacji". Setki filmów w serwisach internetowych. To za mało, bo jak właśnie oświadczyli unijni włodarze - nielegalni imigranci nie mają z tym nic wspólnego.

Komisja Europejska właśnie zaprzeczyła, aby zdarzenia z sylwestrowej nocy w Kolonii i innych niemieckich miastach, były skutkiem niewłaściwego zachowania imigrantów. Brutalne ataki, w tym o charakterze seksualnym, czy dziesiątki zmasakrowanych niemieckich kobiet to zdaniem oderwanych od rzeczywistości eurokratów zwykłe zakłócanie porządku publicznego, z pewnością nie powodowane przez imigrantów.

Wybielania imigranckich gangów ciąg dalszy

Zwyczajni mieszkańcy europejskich krajów już dawno otworzyli oczy na to, co wyprawiają - szumnie zwani przez polityków uchodźcami wojennymi - nielegalni imigranci z Afryki i Bliskiego Wschodu. Zauważyć tego nie chce większość poprawnych politycznie unijnych decydentów. A do wiadomości publicznej dochodzą kolejne skandale - oprócz niemieckiej także duńska policja ukrywa przerażające statystyki napadów i prób gwałtów, dokonywanych przez imigrantów. Trudno się zresztą dziwić, skoro policje obu krajów otrzymały formalny rozkaz, aby przy okazji przestępstw, popełnianych przez imigrantów, nie reagować.

Nieformalnym uzasadnieniem takiego stanowiska Junckera i jego politycznych kolegów jest chęć ukrycia przed opinią publiczną prawdy o tych zdarzeniach z obawy, że może to wywołać niechęć obywateli UE do przybywających na jej teren uchodźców.

Top Videos of the Day

Szkoda tylko, że ani Juncker, ani Merkel czy inni decydenci nie chcą zauważyć, że ta niechęć i strach przed imigrantami już od dawna towarzyszą zwyczajnym obywatelom Niemiec, Francji, Belgii czy krajów skandynawskich. Politycy robią dobrą minę do złej gry w myśl strategii "przecież nic się nie stało".

To zdumiewające w swej ignorancji stanowisko eurowłodarzy przyniesie dokładnie odwrotny skutek. Już teraz obywatele w Niemczech czy Szwecji, nie mogąc liczyć na jakąkolwiek pomoc Policji i służb w obronie przed hordami imigranckich gangów, sami powołują straże i patrole obywatelskie w celu obrony siebie i innych. Bronią w ten sposób nie tylko swojego mienia (ulubioną "zabawą" imigrantów np. we Francji jest palenie samochodów), ale nierzadko i życia czy zdrowia. Takie działania nie podobają się Policji i politykom - w ich ocenie bezpieczeństwo zapewnia państwo, nie obywatele sami sobie. A że to państwo jest totalnie niewydolne i skompromitowane, tego już nie zauważają.

Prawda wychodzi na jaw

Podejmowane przez UE decyzje to woda na młyn dla kolejnych fal imigrantów, których w samych tylko Niemczech ma przybyć w tym roku ponad milion.

Polityka imigracyjna Unii leży w gruzach, kompletnie nie sprawdził się forsowany przez Merkel model naprawy niemieckiej gospodarki dzięki taniej sile roboczej z Afryki i Bliskiego Wschodu. Tyle, że dla unijnych decydentów to akurat nie jest ważne. Jedyne, czego się obawiają, to rosnąca świadomość społeczna, czym grozi napływ nielegalnych imigrantów i czym się może skończyć.

Sama Unia jest podzielona, układ z Schengen nie przetrwa kolejnych trzech miesięcy, coraz mniejsze wrażenie na krajach Europy Środkowej i Wschodniej robią groźby Junckera czy Schulza o odebraniu nam unijnych dotacji. To na pewno nie pomoże w przezwyciężeniu kryzysu uchodźczego. A grająca pierwsze skrzypce w Unii Merkel ma coraz więcej przeciwników politycznych nawet we własnym ugrupowaniu politycznym.

Zwykły, szary obywatel swoim oczom i uszom nie wierzy. To, że według eurokratów marchewka jest owocem, że banan ma mieć określoną krzywiznę a płomień świecy określoną długość, mógł jeszcze przełknąć. Ale tego, jak kłamie się go w żywe oczy w sytuacji, gdy chodzi o jego bezpieczeństwo, a może nawet i życie, nie przełknie na pewno.

źródło: telegraph.co.uk #Unia Europejska #Angela Merkel #kryzys uchodźczy