Choć niebezpieczne rośliny kojarzą się raczej z tropikalną dżunglą, również w Polsce możemy je spotkać. Mowa o barszczu Sosnowskiego. W zeszłym roku, 67-letnia mieszkanka Jeleniej Góry zmarła na skutek kontaktu z tą rośliną. Na razie to jedyna śmiertelna ofiara. Roślina występuje jednak w całej Polsce i bez odpowiedniej akcji informacyjnej, kolejne dramatyczne przypadki są kwestią czasu. 

Działanie na człowieka

Kilkadziesiąt osób rocznie parzy się barszczem Sosnowskiego. Szczególnie zagrożone są dzieci, alergicy i osoby osłabione. Roślina najbardziej niebezpieczna stanie się na przełomie czerwca i lipca, kiedy wilgotność, temperatura i nasłonecznienie są największe. Czynniki te zwiększają działanie wytwarzanych przez liście i łodygę furanokumaryn, które osiadają na skórze. Unoszą się także w powietrzu, czasem wystarczy więc tylko przejść obok rośliny aby się z nimi zetknąć. Jeżeli potem nastąpi ekspozycja na światło słoneczne - problem gotowy. W najłagodniejszym przypadku czeka nas tylko zaczerwienienie. Możliwe są także: wysypka, zapalenie skóry i spojówek, bąble, niegojące się rany i martwica skóry. Dostanie się toksyn do krwiobiegu może doprowadzić do poważnych powikłań, a nawet śmierci. Niebezpieczne jest nawet wdychanie substancji wydzielanych przez roślinę. Jeżeli podejrzewamy, że mieliśmy z nią kontakt, należy narażone miejsce natychmiast osłonić, umyć wodą z mydłem i w żadnym wypadku nie wystawiać na działanie promieni słonecznych. U osób uczulonych może pomóc podanie wapnia. W przypadku wystąpienia objawów oparzeń konieczna jest wizyta u lekarza. 

Zemsta Stalina

Barszcz Sosnowskiego został w latach 50-tych XX w. sprowadzony do Polski z Kaukazu w celach badawczych. Uznano, że będzie wydajną paszą dla bydła i rozpowszechniono go w PGR-ach, w szczególności na południu kraju. Gdy okazało się, że jest to niebezpieczne dla ludzi, a mięso karmionych nim zwierząt dziwnie smakuje - uprawy porzucono. W krajach dawnego ZSRR bywa żartobliwie nazywany "zemstą Stalina" z powodu licznych problemów, jakie powoduje ta inwazyjna roślina.

Spotkać go możemy głównie na nieużytkach, choć pojawia się także na polach uprawnych, a nawet w miastach. Preferuje miejsca wilgotne, znajdujące się w pobliżu rzek, kanałów lub rowów. Możemy natknąć się na barszcz Sosnowskiego na łąkach oraz na poboczach dróg i szlaków turystycznych.

Dojrzała roślina wygląda dość charakterystycznie, można ją jednak pomylić np. z łopianem, barszczem zwyczajnym czy dzięglem. W Polsce dorasta nawet do 3,5 m. Łodyga jest bruzdowata o średnicy do 10 cm, liście są duże (nawet 2 m długości), pierzaste i tworzą gęste kępy. Podobnie jak łodyga, są delikatnie owłosione (od spodu). Roślinę wieńczą baldachy białych kwiatów. Największy baldach jest położony centralnie i może mieć 70 cm średnicy.  Młode rośliny przypominają barszcz zwyczajny. Mają trójkątne liście, a rozeta ma od 15 do 35 cm wysokości. O tej porze roku wyrastają z niej łodygi.  

Państwo nie pomoże

Samorządy i Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa informują o szkodliwości barszczu Sosnowskiego. Gminy mogą zwalczać go na terenach publicznych, jednak żadna ze służb nie jest zobowiązana do likwidowania ognisk występowania tej rośliny na prywatnych działkach. Właściciele terenów, którzy stwierdzą jej występowanie - sami muszą się jej pozbyć. Jest to zadanie potencjalnie niebezpieczne dla zdrowia i trudne. Bezwzględnie wymaga stosowania odzieży ochronnej i wielokrotnego wykaszania, uzupełnionego stosowaniem środków chemicznych.

Nic dziwnego, że nie wszyscy się na takąnierówną walkę decyzdują. Niestety, prawdopodobnie dopiero kolejne przypadki śmiertelne zwiększą zainteresowanie tematem i być może doprowadzą do bardziej energicznych działań ze strony władz.  

źródło: piorin.gov.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.

#turystyka #przyroda #leczenie