Woody Alen mawiał, że masturbacja jest uprawianiem miłości, z kimś kogo naprawdę się kocha - czyli z samym sobą.

Kiedyś masturbacja stanowiła tabu, a za jej stosowanie straszono wiecznym potępieniem i odpadnięciem ręki. Dziś takie tematy seksualne stanowią jedynie przedmiot żartów lub internetowych memów. Japończycy urządzają zawody w tym zakresie, a zabawki seksualne można znaleźć w niejednej szufladzie czy torebce. Co jednak na ten temat do powiedzenia mają badania naukowe? Czy jedyna przyjemność seksualna, którą o nikogo nie musimy prosić, jest dobra dla naszego zdrowia?

Jak masturbacja wpływa na nasz mózg

#nauka w tym zakresie jest w polaryzacji. Z jednej strony wymienia się najczęstsze korzyści zdrowotne - obniżanie poziomu stresu czy napięcia, przeciwdziałanie chorobom prostaty u mężczyzn, pomoc w trudnościach w zasypianiem i bezsennością czy łagodzenie skutków miesiączkowania u kobiet. 

Zjawisko samego orgazmu u człowieka z punktu widzenia biochemicznego jest bardzo skomplikowane. Mózg reaguje różnie na orgazm, zależnie od tego, czy jest wynikiem masturbacji, czy stosunku seksualnego.

Dr. Stuart Brody i Tilman Kruger (School of Social Sciences, University of Paisley, Scotland, UK) odkryli, że ilość produkcji hormonów jak prolaktyna i oksytocyna, podczas orgazmu wywołanego przez stosunek seksualny jest o 400% większy niż podczas orgazmu wywołanego przez masturbację. Wyrzut prolaktyny wywołany jest w tym procesie przez oksytocynę - zwaną hormonem miłości, który wywołuje u nas potrzebę przytulania się po stosunku.

Hormony

Oksytocyna jest odpowiedzialna głównie za tworzenie się zaufania i przywiązania społecznego par, bo to ona powoduje, że mają one większą szansę na tworzenie związku i wspólne wychowanie potomstwa. W tym zakresie u wielu innych gatunków działa podobny mechanizm ewolucyjny, gwarantujący rozprzestrzenianie się genów i zachowanie ich ciągłości. Oksytocyna po prostu zwiększa szansę gatunków na przetrwanie.

Wyższy poziom oksytocyny w równym stopniu powoduje produkcję prolaktyny, która sprawia, że po stosunku i orgazmie czujemy satysfakcję. Dwa wchodzące ze sobą w reakcję hormony, wywołują uaktywnienie dopaminy, hormonu przyjemności i nagradzania. I tu pojawia się pragmatyczny "kruczek" naukowy - tzw. im więcej dopaminy jest uwalnianie, tym bardziej mózg staje się mniej podatny na działanie tego hormonu. Co w praktyce powoduje, że występuje zjawisko takie, jak w przypadku uzależnienia heroiną - potrzebujemy coraz więcej, by wywołać ten sam efekt. W przypadku masturbacji, mózg staje się coraz mniej czuły na dopaminę i potrzebuje coraz więcej tej czynności, by wywołać ten sam efekt. Dlatego uzależnienie to, biochemicznie podobne jest do uzależnienia od narkotyków. Ten sam biochemiczny fakt może także tłumaczyć rozpadanie się związków, bo nie satysfakcjonuje ich już często uprawiany seks bez innych oznak przywiązania i miłości.

Problem polega też nie tylko na tworzeniu uzależnienia dopaminy, ale także na tym, że substancja ta może być wytwarzana tylko w określonej ilości na pewien czas. Jeśli więc jest zużyta w całości podczas częstej masturbacji, brakuje jej podczas innych czynności związanych z przyjemnością. Duża i częsta ilość dopaminy sprawia, że mózg staje się fizycznie wyczerpany, bo jest prekursorem adrenaliny, której nadprodukcja wywołuje efekt dużego stresu.

W przypadku par i stosunku, dopamina wyzwalana jest nie tylko podczas samego aktu w różnych harmonijnych ilościach, ale także podczas przytulania, pocałunków czy wspólnego przebywania. To może tłumaczyć, dlaczego osoby samotne są bardziej narażone na stres, a pary skupiające się tylko na seksie są bardziej narażone na rozpad związku.

Ostatecznym wnioskiem jest stwierdzenie, że równowaga stanowi klucz do odpowiedzi na pytanie, co jest dobre dla naszego zdrowia a co nie. Pamiętajcie o tym odpalając następnym razem stronę porno - może dla równowagi warto sięgnąć czasami po sieciową grę lub romantyczną komedię. Natury nie da się oszukać.

www.ncbi.nlm.nih.gov #badania #M jak miłość