Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy jedziemy autobusem komunikacji miejskiej i w pewnym momencie kierowca gwałtownie hamuje. Jedna ze stojących wtedy osób przewraca się. Podobną sytuację widział najpewniej każdy, kto regularnie korzysta z transportu publicznego. Niestet, ten upadek nie kończy się fortunnie, bo poszkodowany uderzył się o kant siedzenia i rozciął sobie skórę na głowie, a rana obficie krwawi.

Oczywistą reakcją jest próba zatamowania  krwi. Wszak uczy się tego teraz już młodzież na poziomie gimnazjum, a często także i młodszą. Następuje więc  skierowana do kierowcy prosba o wydanie zestawu pierwszej pomocy, jednak ten stwierdza, że... apteczki w autobusie nie ma! Kierujący pojazdem, zgodnie z instrukcjami wzywa karetkę, ale zanim ta przyjedzie, ranę uciskać trzeba chusteczkami higienicznymi.

Apteczki nie ma i nie będzie

Taka sytuacja zdarzała się w ostatnich latach w kilku polskich miastach, ale najświeższą relację z podobnego przeżycia zdał nam pasażer komunikacji z Poznania. Zwróciliśmy się więc z prośbą o wyjaśnienie do rzecznika tutejszego ZTM-u, którego odpowiedź była mrożąca. Otóż uznał on, że przepisy nie nakazują umieszczania apteczki w autobusach i tramwajach, więc z powodów finansowych się tego nie robi. Rzecznik dodał także, że mimo powtarzających się urazów nie planuje się wprowadzenia zestawów pierwszej pomocy w wyposażeniu pojazdów.

Najbardziej denerwujące jest tłumaczenie się kwestiami finansowymi w sytuacjach, od których zależeć może nawet czyjeś życie. Zwłaszcza, że koszty w tym przypadku nie są ogromne, bo nie chodzi o wyposażanie autobusów w profesjonalne torby medyczne i defibrylatory. Ceny podstawowych, ale wyposażonych według unijnych standardów apteczek, zaczynają się od 10 złotych za sztukę. Poza tym można zakupić zestawy pierwszej pomocy stworzone z myślą o stosowaniu w komunikacji publicznej i o urazach, które tam powstają. Koszt takiego "specjalistycznego" sprzętu to zaledwie 25 złotych za sztukę. 

Co mówi ustawa?

Pozostaje jeszcze jedna kwestia, czyli rozporządzenie Ministra Transportu o niezbędnym wyposażeniu pojazdów. Odwołujemy się do niej, by potwierdzić słowa przedstawiciela poznańskiego ZTM. Okazuje się, że według tego przepisu apteczki muszą się znajdować tylko w autobusach i pojazdach o masie powyżej 3,5 tony. Dokument rozróżnia jednak jeszcze jedną grupę pojazdów, jaką są "autobusy o dopuszczalnej prędkości do 100 km/h", a do takich należą pojazdy eksploatowane w komunikacji miejskiej w Polsce. I mimo że w takich maszynach łatwo o nagłe hamowanie oraz stoi się częściej niż np. w autobusach turystycznych, nie ma tu obowiązku posiadania apteczek.

Jednak przecież publiczni przewoźnicy mogliby z samej tylko dobrej woli dbać o zdrowie pasażerów i apteczki wprowadzić. Tak jest w samochodach osobowych - większość kierowców wozi zestaw pierwszej pomocy w bagażniku, mimo że nie jest on obowiązkowy, ale dostajemy go w komplecie, gdy kupujemy samochód. Najgorsze jest jednak to, że fabryki autobusów także zaopatrują wszystkie swoje pojazdy w apteczki, tylko że są one usuwane przez przewoźnika, gdy tylko maszyna trafia na trasę. Ważne jest, żeby często i aktywnie mówić o problemach z ochroną zdrowia, bo tylko w ten sposób mamy szansę, żeby coś się zmieniło. #komunikacja miejska