„Dziś nie da się odciąć od ludzkich oczekiwań. Uważam, że mimo trudności, robimy postępy, a jeśli obywatele będą mogli rzetelnie porównać produkty i ekspertyzy niezależnych centrów opiniotwórczo-audytorskich, to nie mam wątpliwości, że wybiorą słusznie” – przekonuje w rozmowie z Blasting News dr Piotr Kardasz, autor wielu programów i audycji popularno-naukowych, a także Wiceprezes Zarządu ds. naukowych w Instytucie Profilaktyki Zdrowia i Przewodniczący Rady Naukowej firmy DuoLife.

Paweł Mazur: Czy popularność ziołolecznictwa, medycyny naturalnej i suplementacji to efekt mody, czy zwiększania się świadomości społecznej, co do metod profilaktyki i leczenia?

Dr Piotr Kardasz: To podświadomość podpowiada nam, w jaką stronę się skierować. Od 37 lat zajmuję się tą tematyką w mediach – w telewizji i w radiu. Kiedy w latach 80-tych mówiłem o konieczności sięgnięcia po dobra natury, która oferuje nam składniki korygujące funkcje naszego organizmu, to owszem – wszyscy stwierdzali, że mówię ciekawie, ale też był to głos wołającego na puszczy. Dziś sytuacja jest odwrotna i stacje, z którymi współpracuję chcą, żebym zamieścił jak największą ilość wypowiedzi. Odbiorca dojrzał do tego, by stwierdzić nieporadność medycyny konwencjonalnej. W zasadzie cała farmacja zabrnęła w ślepy zaułek, ponieważ syntetyczne leki w wielu przypadkach zamiast pomagać zaczynają wręcz szkodzić.

Świat medyczny ciągle ma obiekcje wobec wszystkich tych zabiegów, które możemy wiązać np. z medycyną chińską.

Mimo wszystko w Europie zachodniej łagodniej podchodzi się do zagadnienia, niż w Polsce. Ja nie mam pretensji do polskiego świata medycznego, bo mamy świetne uczelnie, które kształcą znakomicie przygotowanych fachowców, ale „branżystów”. Na przeciwległym biegunie jest jednak holistyczne spojrzenie na zdrowie – ono jest w odwrocie. Dopiero w momencie, kiedy wnuki lekarza mają problemy, to lekarz szuka kontaktu z tymi, którzy mają do zaoferowania coś więcej, niż syntetyczne leki.

Czy unijne restrykcje nakładane na ziołolecznictwo i produkty suplementacyjne nie utrudniają dostępu do takich metod?

Na początku tak, ale w dłuższej perspektywie mogą one otworzyć drogę do uczciwszej konkurencji tych produktów z lekami. Myślę, że nie musimy się obawiać narzucenia odgórnych schematów postępowania. Zdarzyła się wprawdzie taka historia, że Unia została zmanipulowana przez lobbing koncernów farmaceutycznych – w mediach sztucznie wykreowano groźbę pandemii i w efekcie poszczególne kraje zdecydowały się na wykupienie zbędnych szczepionek, które miały krótki okres ważności i zalegały w magazynach producentów. W wielu krajach, rzekomo w celach profilaktycznych, świadomie stosuje się zabiegi, które mają ograniczyć sprawność centralnego układu nerwowego. Jednym z takich zabiegów była fluoryzacja zębów, wprowadzona w USA, a następnie podchwycona przez kraje europejskie. Takie działania ujawniają hipokryzję ukrytą za pewnymi pięknymi deklaracjami. Nie dziwi, że zabiegi te są stosowane przez wielkie firmy, ale na szczęście są jeszcze oczekiwania społeczeństwa, które się czegoś domaga i od tych ludzkich oczekiwań nie da się po prostu odciąć. Uważam, że mimo trudności, robimy postępy, bo jeśli obywatele będą mogli porównać produkty i ekspertyzy niezależnych centrów opiniotwórczo-audytorskich, to nie mam wątpliwości, że wybiorą słusznie. Człowiek ma prawo dokonywać wyboru i mądra suplementacja także jest wyborem. Ale do tego, by był to wybór trafny, potrzebuje też wiedzy. #Unia Europejska #odżywianie #leczenie