Neurolog Marek Bachański jest wśród polskich lekarzy jednym z pionierów leczenia za pomocą medycznej marihuany. Preparaty na bazie konopi indyjskich podawał pacjentom cierpiącym na ciężką, lekoodporną padaczkę. To choroba często występująca u dzieci, dlatego neurolog podawał ją małym pacjentom z warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka. Władze szpitala zdecydowały jednak zaprzestać tego typu leczenia. Określiły je jako "niesprawdzone i niepewne" oraz wymagające bardzo intensywnego nadzoru.

Pierwszy pacjent wraca do życia

Marek Bachański ma w stosowaniu swojej metody niepodważalne sukcesy. Jego najbardziej znanym pacjentem jest Maks - chłopiec chory na ciężką postać lekoopornej padaczki. Zdiagnozowano u niego zespół Lennoxa-Gastauta - jedną z najdotkliwszych i najtrudniejszych w leczeniu postaci tej choroby. Zanim trafił pod opiekę doktora Bachańskiego chłopiec przechodził kilkaset napadów padaczkowych dziennie. Dorota Gudaniec, matka małego Maksa twierdzi, że jej syn przypominał leżącą lalkę, targaną bezustannymi spazmami. Nie mógł on samodzielnie jeść czy chodzić. Nawet siedzenie sprawiało mu problem. Chłopiec urodził się jako dziecko z zespołem Downa. Pomimo tej niepełnosprawności Maks był zdrowym i prawidłowo rozwijającym się dzieckiem. W wieku kilku miesięcy zdiagnozowano u niego epilepsję i to w postaci niezwykle trudnej do leczenia. Rodzice chłopca próbowali wielu terapii, które na pewien czas łagodziły skutki choroby, jednak nadal nie były one wystarczająco skuteczne. Stan dziecka pogorszył się na tyle, że zdecydowano o wprowadzeniu go w śpiączkę farmakologiczną, która trwała cztery tygodnie. Lekarze prowadzący przypadek Maksa byli przekonany że chłopiec nie przeżyje tej terapii. Dorota Gudaniec nie chciała się jednak z tym pogodzić i postanowiła na własną rękę poszukać ratunku dla swojego dziecka.

Poszukując informacji o alternatywnych terapiach dzieci z podobnymi schorzeniami natrafiła na informację o Charlotte Fibi, dziewczynce leczonej za pomocą medycznej marihuany. Rodzice postanowili zaryzykować i zastosować takie #leczenie także wobec ich dziecka. Przypadkiem Maksa zajął się właśnie dr Marek Bachański. Jako lekarz neurolog specjalizuje się on w leczeniu padaczki u dzieci, w tym postaci tej choroby trudno poddającej się leczeniu. Prowadził on także badania nad zastosowaniem medycznej marihuany w terapii padaczkowej. Maks był pierwszym pacjentem, u którego ta forma leczenia przyniosła spektakularne efekty. Liczba napadów, jakie chłopiec przechodził dziennie spadła o 90 proc. Matka chłopca twierdzi, że zażywanie leku z konopi indyjskich tak naprawdę przywróciło jej dziecko do życia i pozwoliło na w miarę normalne funkcjonowanie. Dziś Dorota Gudaniec jest jedną z najbardziej znanych orędowniczek tego sposobu leczenia. Jako prezeska fundacji Krok po Kroku aktywnie działa na rzecz legalizacji marihuany do celów leczniczych.

Szpital: Leczenie może być nielegalne

Innego zdania jest jednak dyrekcja Centrum Zdrowia Dziecka, która zadecydowała o zaprzestaniu tej formy leczenia małych pacjentów ze zdiagnozowaną padaczką. Lekarz właśnie otrzymał pisemny zakaz stosowania swojej metody. Jak tłumaczą władze szpitala, o leczeniu prowadzonym przez dr Bachańskiego dowiedziały się z mediów. Przekonują, że tego typu terapia jest niesprawdzona i jako taka powinna być przeprowadzana pod szczególnym nadzorem. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak, zastępca dyrektora CZD podczas konferencji prasowej przekonywała, że jest to nadal metoda eksperymentalna i dlatego należy zwrócić szczególną uwagę na sposób jej stosowania, ilość i czas podawania leku. Władze szpitala podkreśliły także, że tego typu terapia powinna być prowadzona przez zespół lekarzy, a nie jednego medyka. Ma to szczególne znaczenie w wypadku nieobecności lub wyjazdu lekarza prowadzącego, który jako jedyna osoba zna zasady prowadzenia takiego leczenia. Przypomniano, że dr Bachański niedawno wnioskował o przydzielenie mu urlopu.

Władze CZD zamierzają skierować sprawę do komisji etycznej. Bez jej akceptacji prowadzenie takiego leczenia nie będzie spełniało wymogu eksperymentu medycznego i może zostać uznane za nielegalne.

"To sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem"

Część środowiska medycznego jest zdziwiona decyzją podjętą przez władze Centrum i uznaję ją za zbyt arbitralną. Dr Jerzy Jarosz z Hospicjum Onkologicznego na warszawskim Ursynowie uważa, że decyzja władz CZD jest szalenie przykra, bo niszczy lekarza wykazującego się odwagą. "Nawet jeśli błądzi, to nie powód, żeby go odsuwać" - powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". On sam otworzył punkt konsultacyjny przy hospicjum, w którym pacjenci mogą uzyskać informację na temat leczenia bólu za pomocą Sativeksu. Jest to pierwszy lek na bazie marihuany, jaki w dopuszczono w Polsce do legalnego obrotu. Służy on jednak do leczenia bólu, w przypadkach takich jak nowotwory.

Tymczasem w Polsce stosowanie marihuany do celów leczniczych nadal jest nieunormowane. Nie zanosi się też na to, że ten stan wkrótce się zmieni. Głos w sprawie dr Bachańskiego zabrali politycy. Wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka zaapelowała do ministra zdrowia Mariana Zembali o pilną interwencję w tej sprawie. Podkreśliła, że decyzja szpitala została podjęta arbitralnie i to w przypadku lekarza, którego metody leczenie dają wyraźne skutki. "To sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem" - stwierdziła. Nowicka chce także, aby resort zdrowia poparł jej projekt ustawy zakładającej dostępność marihuany dla pacjentów, pod kontrolą lekarza.

Do sprawy odniosła się także premier Ewa Kopacz. Według niej przeszkodę stanowi brak ustawy o badaniach klinicznych. Jej przyjęcie zapewniłoby przejrzystość takich badań i bezpieczeństwo pacjentów, którzy w nich uczestniczą. Maciej Helman, wiceprezes fundacji Krok po Kroku, w rozmowie z Blasting News przypomina, że taki projekt leży już od kilku lat w tzw. sejmowej zamrażarce. "Do tego czasu nikt się nim nie zainteresował" - podkreślił.

Sprawy nie ułatwia też fakt, że wokół marihuany i jej leczniczych właściwości narosło wiele mitów i uprzedzeń. Niektórzy traktują ją tylko i wyłącznie jako narkotyk i wrzucają do tego samego worka jak choćby dopalacze. Przodują w tym politycy, którzy zamiast do badań wolą się odwoływać do emocji, a zamiast rzetelnych informacji powielają fobie i przesądy. Tymczasem marihuanę jako lek stosuje się legalnie w USA, Kanadzie, Czechach, Austrii, Portugalii, Holandii i Hiszpanii. Badania nad medycznymi właściwościami tej rośliny prowadzono już w latach 60. w Izraelu. #legalizacja marihuany