Seksbomba wśród aktorek, którą bezprecedensowo jest Angelina Jolie, przeszła kolejną operację jakże osłabiającą jej seksbombowość - operację prewencyjnego usunięcia jajowodów i jajników, o czym wiemy z wypowiedzi znanej aktorki na łamach "New York Timesa". Sytuacją zaniepokoił się nawet pan Terlikowski. Według niego Angelina znowu szokuje i nie może on zrozumieć po co. Jak mówi sama Angelina Jolie: chce nieść w ten sposób pomoc innym kobietom, które podobnie jak ona są zagrożone nowotworem, by dowiedziały się o możliwościach zapobiegania chorobie.

Choroba czy nie, ale piersi muszą być

W imię dobra kobiet zagrożonych rakiem piersi już w 2012 roku Angelina Jolie usunęła sobie oba kobiece walory, zastępując je sztucznym biustem. I już wtedy zszokowała niemałą liczbę szczególnie mężczyzn, którzy nie mogli zrozumieć, jak seksowna kobieta może dopuścić się takiego czynu. Nawet jeśli tak jak Angelina Jolie właśnie, jest się nosicielką genu BRCA1, który uśmiercił nowotworem kilka kobiet w bliskiej rodzinie. Nie rozumieją, bo nie są specjalistami, którzy potwierdzali, że rzeczywiście taka solidna ingerencja w zagrożony organizm to jedyna szansa na uniknięcie raka. Jolie tak wtedy, jak i teraz oznajmiła: "Nie jest łatwo podjąć taką decyzję. Ale można przejąć kontrolę i zawczasu stawić czoło jakiemukolwiek wyzwaniu zdrowotnemu".

Podobnie jak większość mężczyzn, decyzji nie rozumie również dziennikarz Terlikowski, który wbrew komentarzom o odwadze i determinacji aktorki podsumował na swoim Facebooku niby dowcipnie: "Czy Jolie wie, że istnieje też rak mózgu. Kiedy jej mąż wyrazi radość, że w celu wiecznego życia żona prewencyjnie dokona amputacji mózgu?".

Prewencyjna amputacja języka?

Post Terlikowskiego dotyczący prewencyjnego wycięcia jajowodów przez Angelinę Jolie doczekał się mnóstwa nieprzychylnych komentarzy - nie tylko w formie tekstu pod postem, ale przede wszystkim artykułów. Co ciekawe, to publicyści prawicowi odbijają piłeczkę Terlikowskiego, pisząc o tym, że istnieje pożyteczna funkcja mózgu jak myślenie, zanim się coś napisze (markowskimarcin.pl). Natomiast redaktorka Deon.pl, Marta Brzezińska-Waleszczyk, pyta, kiedy Terlikowski prewencyjnie utnie sobie język.

Terlikowski i jego prawicowi koledzy (np. Rafał Ziemkiewicz - patrz: zdjęcie) jakby nie rozumieli, że u nosicielek mutacji BRCA1 ryzyko zachorowania na nowotwór jajnika wynosi ok. 40%, a jego wykrycie jest często niemożliwe. Nie rozumieją, co musi się dziać w myślach kobiety, która nie tylko nie chce osierocić szóstki dzieci, ale również przeżyła ciężkie chwile przy ostatnich chwilach życia najważniejszych dla niej kobiet, które na raka umarły.

Prawicowi, katolicy, ale nadal mężczyźni

Po raz pierwszy nie przekonuje mnie żaden argument prawicowych i katolickich publicystów przeciwnych radykalnemu krokowi Angeliny Jolie. Przecież nie wycięła jajowodów, by zaistnieć, bo rozgłos ma i bez tego. To, że ubezpłodniła się na własne życzenie - prawda. Ale decyzja o pozbawieniu siebie wszystkich atrybutów kobiecości nie może być kaprysem. Tymczasem publicyści jakby myśleli, że kobiety, które poddają się mastektomii albo wycinają jajniki, w ogóle tego nie przeżywają. Otóż przeciwnie, wystarczy bardziej wniknąć w kobiecy świat przeżyć, którego tak obawiają się mężczyźni, by zobaczyć, z jak wielkim dramatem zawsze związany jest taki zabieg. Jak dla kobiety ważne jest odczuwanie własnej kobiecości.

Gdyby prawicowe media nie skupiały się na kontrowersyjnym postąpieniu Jolie, a raczej przy takiej sensacji podsycały wraz z wieloma innymi mediami temat nowotworów złośliwych i w ten sposób uświadamiały kolejne kobiety o ważności profilaktycznych badań - nie musiałabym apelować.

Na koniec nasuwa mi się myśl, że mężczyzn jednak odznacza pewien brak empatii oraz wielkie uwielbienie kobiecych walorów. Może stąd ten brak zrozumienia ze strony panów Terlikowskiego i Ziemkiewicza.

>>> ZOBACZ TEŻ:

Angelina Jolie ucieka przed rakiem
#film