Trucizny towarzyszą człowiekowi niemal od zawsze. Już w starożytności można było się spotkać z przypadkami otruć, jak choćby Sokratesa, który został skazany na śmierć poprzez wypicie cykuty, ekstraktu z rośliny zwanej szalejem jadowitym. Wątek trucizn niejednokrotnie pojawiał się także w literaturze i filmie, stanowiły one najczęściej broń kobiet, ale i mężczyznom zdarzało się z nich korzystać. Bohaterowie powieści kryminalnych Agathy Christie często używali trucizn jako narzędzia zbrodni. Wśród ulubionych substancji Christie znajdowały się arszenik, cyjanek potasu, czy strychnina, która została użyta w jej debiutanckiej książce „Tajemnicza historia w Styles.” Wspomniana strychnina jest o tyle ciekawym związkiem iż już jej szczypta (tj. ok. 0,5 grama) rozpuszczona 500 litrach wody powoduje odczuwalny gorzki smak.

Skąd jednak wiadomo jak silna jest dana trucizna? Aby łatwiej nam było to sobie uzmysłowić, toksykolodzy posiłkują się parametrem zwanym LD50. Cóż to takiego? Otóż LD to nic innego jak skrót od angielskiego Lethal dose, czyli dawka śmiertelna, zaś „50” wskazuje nam, iż dawka ta spowodowała śmierć 50% danej populacji, stad całość LD50.

Wartość ta jest niestety mierzona w dość okrutny sposób: najczęściej badaną populacją są szczury, a LD50 wyrażana jest w gramach, miligramach, mikrogramach na kilogram masy ciała [g/kg]. Jednak biorąc pod uwagę wszystkie parametry, takie jak choćby: gatunek (na którym przeprowadzane są testy); drogę podania trucizny (doustnie, drogi oddechowe, przez skórę); czy też indywidualne zdolności znoszenia przez nasz organizm skutków zatruć, to wszystko powoduje, że niezmiernie trudno jest wyznaczyć dokładną dawkę śmiertelną, a jedyne co jesteśmy w stanie podać to szacowana wartość.

Zanim jednak zaczniemy wyznaczać wartości śmiertelne danej trucizny zastanówmy się przez chwilę co właściwie stanowi o tym, że dana substancja jest dla nas śmiertelna… Otóż zacytuję tutaj znaną sentencję Paracelsusa „Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja jest trucizną.” To zdanie, z którym całkowicie się zgadzam i którego trafność spróbuję wam udowodnić w poniższym tekście.

Alkohol i tytoń

Zdecydowanie wśród najpopularniejszych obecnie trucizn, którymi niemal każdy z nas się „delektował” jest alkohol etylowy, czy to w formie „czyściochy” czy też whisky, brandy, wina, aż po wielokolorowe, przyozdabiane plastrem pomarańczy drinki. Każdy z tych magicznych napoi zawiera bowiem alkohol etylowy i mimo iż jego dawka śmiertelna jest znacznie większa niż klasycznych trucizn, takich jak cyjanek czy arszenik, to spożywany w niekontrolowanych ilościach może on być przyczyną zatrucia organizmu. W czasach powojennych, gdy w Polsce rozkwitał przemysł bimbrowniczy, niejednokrotnie dochodziło do zatruć alkoholem i nawet podczas ekspertyz sądowych prokurator nakazywał badania pozostałości napojów alkoholowych pod kątem znalezienia w nich trucizn. Jednak ku wielkiemu zdziwieniu śledczych w większości przypadków ową trucizna był właśnie alkohol. Dzisiaj wiedza o szkodliwości alkoholu jest bardziej rozpowszechniona, jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę, że popularny etanol utlenia się w naszym organizmie z pomocą enzymów (tzw. dehydrogenazy alkoholowej) do aldehydu octowego, który jest silną trucizną (LD50 661mg/kg) i to on tak naprawdę bezpośrednio odpowiada za zatrucie organizmu i objawy tzw. kaca, stad też występują one z reguły na drugi dzień, kiedy to alkohol etylowy ulegnie już całkowitemu utlenieniu, a stężenie aldehydu w organizmie osiągnie najwyższą wartość.

Pisząc o alkoholu jako o najpopularniejszej z trucizn powinienem się zreflektować i spojrzeć na substancję, która w opinii wielu popularnością przewyższa tę wspomnianą powyżej, a mianowicie tytoń i to, co jest z niego produkowane. Paradoksem jest, że zawarta w nim nikotyna, mimo iż sama w sobie jest trucizną (LD50 1-1,5 mg/kg), nie stanowi największego zagrożenia. Nikotyna bowiem nie jest substancją rakotwórczą i mutagenną, są nią natomiast setki pozostałych związków będących produktami palenia suszonych liści tej rośliny, takie jak choćby benzopiren, cyjanowodór (LD50 1,5mg/kg), arsen (LD50 15mg/kg), tlenek węgla czy rożnego rodzaju fenole i to te substancje stanowią zagrożenie dla naszego organizmu.

Nieco rzadziej spożywanymi ale również toksycznymi substancjami są różnego rodzaju narkotyki będące pochodnymi maku lekarskiego (opium) czy też krasnodrzewu pospolitego (kokaina), w wyniku przedawkowania których na świecie umierają rocznie tysiące ludzi. Jednak nie każdy z nas sięga po tak drastyczne używki, niejedna osoba prowadząca „czysty” tryb życia woli wybrać zdrowe dobrodziejstwa natury sięgając np. po migdały, które stanowią cenne źródło magnezu i wapnia. Jednak mało kto wie, że stanowią one też źródło związku zwanego amigdalina. Z tego glikozydu w organizmie uwalniany jest toksyczny cyjanowodór (LD50 1,5mg/kg). I chociaż niezwykle trudno nam będzie otruć się migdałami, gdyż wymagałoby to zjedzenia ich w naprawdę dużej ilości, jednak zjedzenie sporej ilości przez małe dziecko mogłoby zakończyć się niepożądana niestrawnością.

W niejednej z naszych kuchni ciężko będzie się obejść bez bogatych w aromat grzybów. Wybierając się do lasu każdy z nas zapewne ominie muchomora czerwonego, już małe dziecko jest w stanie rozpoznać tego grzyba i ominąć go szerokim łukiem. Jednak nie każdy z nas zdaje sobie sprawę, że to nie on jest najgroźniejszy spośród dobrodziejstw lasu, a jego toksyczność jest na tyle niska, że wśród mieszkańców Syberii jest on używany jako halucynogenna używka. Zdecydowanie groźniejszym kuzynem czerwonego muchomora jest muchomor sromotnikowy i zawarta w nim alfa-amanityna, której dawka śmiertelna wynosi zaledwie 0,1mg /kg masy ciała.

Ciężko jest zatem wskazać obszar naszego życia, w którym toksyny nie odgrywałyby znaczącej roli. Wyobrażacie sobie sytuację, w której świadomie dajemy sobie wstrzyknąć podskórnie silną truciznę i jeszcze za to płacimy niemałe pieniądze? Otóż to nie fikcja literacka tylko rzeczywistość. Jad kiełbasiany, substancja niezwykle toksyczna (LD50 1ng/kg) i uznawana za broń biologiczną znalazła swoje zastosowanie w kosmetyce w celu usuwania zmarszczek, a jej nieprzyjemną i źle kojarzącą się nazwę zamieniono na popularny „botox”.

Leki czy może też trucizny?

Weźmy pod lupę składniki wielu leków. Czymże one są, jeżeli nie truciznami w odpowiednio niskiej dawce? W nowoczesnej medycynie związki arszeniku, jednej z groźniejszych trucizn (LD50 20mg/kg), wykorzystywane są jako lek na białaczkę, gdyż zabijają krwinki białe, których nadmiar powoduje chorobę. Innym przykładem jest roślina zwana naparstnicą purpurową, jakże pięknie wyglądająca, a zarazem niezwykle niebezpieczna. W odległych czasach ekstraktem z tych roślin zatruwano groty strzał, dziś stanowi on ważny składnik leków nasercowych. Kolejnym przykładem są wszelkiego rodzaju antidota na jady węży czy pająków, które produkowane są z ich własnego jadu.

Zatem wiec pozostaje pytanie, czy naprawdę należy uważać na to, co spożywamy, czym się leczymy i czym odurzamy? Wszystko jest wszak dla ludzi! Wiec trujmy się z umiarem i żyjmy w myśl zasady: co cię nie zabije, to cię wzmocni…