Jest ich w Polsce prawdopodobnie kilka milionów. Prawdopodobnie, bo nie ma badań, które pozwoliłyby dokładnie określić rzeczywiste rozmiary nadużywania i uzależnienia od leków. Uzależniamy się głównie od środków psychotropowych oraz przeciwbólowych. Według statystyk GUS przeciętny Polak kupuje 34 opakowania leków rocznie i łyka średnio cztery tabletki dziennie. Blisko 600 tys. Polaków kupiło w ciągu ostatniego roku leki przez internet.

Specjaliści od uzależnień biją na alarm. Lekomania to poważny problem społeczny. Lekceważony i marginalizowany.

"Te malutkie, niebieskie, po co bierzesz?"

"Żeby zasnąć".

"A te w dużym pudełku?"

"Żeby życie mniej bolało".

"A to?"

"Antylękowe".

"Czego się boisz?"

"Innych. Na ulicy, w tramwaju, w urzędzie. Ludzi się boję po prostu. A czasami siebie, że coś głupiego zrobię, że nie wytrzymam i trach".

Biorę, bo muszę…

Z Anetą (lat 43) umawiam się u niej w domu. Uprzedza, że mam przyjść nie wcześniej niż przed 16.00.

"Cierpię na bezsenność. W nocy pracuję, zasypiam nad ranem. Muszę spać 10 -12 godzin"

Aneta była dziennikarką. Teraz pisze książki. Kiedyś pracowała w różnych redakcjach. Z ostatniej gazety ją zwolnili. Redukcje. Napisała dwie powieści. O ludzkich relacjach, o miłości, samotności i cierpieniu. Z książek żyć się jednak nie da. Dorabia więc pisaniem opowiadań, takich "z życia wziętych", do kobiecych pism.

Od prawie 30 lat nie zasnęła bez tabletek.

- Jesteś lekomanką? - pytam wprost.

- Nie! Nie znoszę leków! Biorę tylko to, co muszę.

- Ale jesteś uzależniona?

Jestem uzależniona od benzo (benzodiazepiny-przyp. aut.). "Ale to nie moja wina… Są ludzie, którzy biorą prochy, żeby mieć odlot. Znam takich. Ja biorę, bo muszę! Byłam nastolatką, spać nie mogłam. Matka zaprowadziła mnie do lekarza i on przepisał leki. Jakby mi wtedy ktoś powiedział, co mi dał, to bym zioła brała i miałabym spokój. Lekarz mnie uzależnił!!!"

"Czyli bierzesz tylko leki na sen?"

"Czasem jakieś antydepresanty. Magnez, witaminy, to zdrowe, to nie leki… I … na odchudzanie. Muszę, bo mam obsesję otyłości".

Aneta jest chuda. Bardzo chuda, wręcz anorektyczna.

"Ile różnych tabletek dziennie łykasz?"

"8, 10, to zależy. Ale ty o lekarzach lepiej pisz! Bo to przez nich ludzie się trują. Przepisują silne środki i nic nie mówią o skutkach. Ja bez leków już nie zasnę. A spać czasem muszę".

Pytam czy kiedykolwiek próbowała skończyć z lekami, odstawić.

"Kilka razy. Dwa lata temu, zrobiłam sobie dłuższa przerwę".

Czuła się jednak fatalnie. Miała problemy ze wzrokiem. Mroczki przed oczami, zaburzenia ostrości.

"Nie mogłam ani czytać, ani pisać. Gonitwa myśli, brak koncentracji. Bolał mnie brzuch, plecy, głowa … W nocy oblewały poty, świszczało w uszach. Wszystko mnie wkurzało. Byłam zmęczona i nieprzytomna, a spać nie mogłam. Dwie, trzy godziny drzemki na dobę. To nie życie".

"A pod kontrolą lekarza? Jakaś psychoterapia?"

"Jedni lekarze wypisują recepty i uzależniają swoich pacjentów, a inni w prywatnych gabinetach i klinikach z tych uzależnień leczą. I tak to się kręci. Nie stać mnie na żadną psychoterapię. Pieprzę!"

Ćpam rzeczywistość

"W moim życiu od lat są prochy. Prozak, paroksetyna, estazolam, relanium, barbiturany. Próbowałem tussi i kodeinę , ale te dwa ostatnie jakoś mi nie podeszły"-bez ogródek wyznaje Leszek.

Pierwsze tabletki, przeciwbólowe i jakieś na serce ukradł matce, gdy miał 14 lat. Dziś ma 27, chociaż wygląda na więcej. Mocno podkrążone oczy, na twarzy mnóstwo pryszczy. Skończył studia, ale nie napisał magisterki. Jest barmanem.

"Panuję nad tym, robię sobie przerwy, ale moja pamięć jest już jak sito" -przyznaje. - Gdy muszę się skoncentrować, pouczyć do egzaminu, to bez leków nie ma szans.

"Dlaczego zacząłeś brać?"

"Dla picu, frajdy, dla banana na ryju. Jak jest człowiek młody to szuka nowy wrażeń. Na początku było fantastycznie. Kolorowe sny. Coś pięknego. Po klonie (klon - gwarowe - np. clonazepam i inne benzodiazepiny - przyp.aut.) świat staje się czysty i przejrzysty. Życie staje się lepsze! I wena twórcza jest! Takie ciągi skojarzeniowe, że ja pitolę!"

"Nadal tak uważasz?"

"No… klony są świetne, ale cholernie uzależniają. I wywołują swędzawkę i świerzba. Trudno to wyleczyć. Ciągle się drapałem. Przerzuciłem się na neuroleptyki. Wszystko potem zwisa i powiewa, nawet to, czy miłość mojego życia mnie rzuci dzisiaj, czy jutro, czy też będziemy zawsze krzyczącymi w wieczności… Wiesz, jest jak jest… ćpam rzeczywistość. Inaczej człowiek musiałby sobie w łeb strzelić".

"Tak, masz rację, siedzę na beczce prochu. Znam ryzyko. Ale w codziennej gonitwie nie ma czasu na racjonalizowanie, tłumaczenie sobie wszystkiego, "trenowanie" psychiki. Trzeba zasuwać do roboty, ryć do egzaminów, pilnować terminów. Wszystko się nakłada i kumuluje. Albo czymś się znieczuli układ nerwowy, albo on odmówi posłuszeństwa".

"Skąd bierzesz te wszystkie leki?"

"Od psychiatry. Wizyta 65 zł i recepty na 3 miesiące. A jak zabraknie, to żaden problem. Wszystko można kupić w necie. Ostatnio jakiś gość wyprzedawał prochy po żonie, która na raka zmarła. Kodeina, tramadol, morfina-do wyboru do koloru. Ale najlepiej kupować od ruskich, bo najtaniej".

Mur nie do przejścia

"Jestem swoim największym wrogiem. Boję się ludzi, ale najbardziej boję się sama siebie. - mówi Iwona. Ma 32 lata. Od kilkunastu lat leczy się na depresję i nerwicę lękową. Cierpi na fobię społeczną. Próbowała popełnić samobójstwo. Godzi się na rozmowę, bo twierdzi, że już jej wszystko jedno. - Moje życie to piekło!"

"Czego ja już nie brałam... Wszystko zupełnie legalnie, na receptę. Do psychiatry chodzę co trzy miesiące. Wcześniej wizyty były częstsze. Ale teraz to głównie wypisanie recepty i szybka rozmowa. Czy coś się polepszyło? Nie, nadal lęki i depresja. Nowe lekarstwa, nowe recepty i do widzenia. Za leki miesięcznie płacę ok. 60, 70 zł. Zwykle są refundowane".

"Jeżeli ci nie pomagają, to po co je bierzesz?"

"Wiem, wiem uważasz, że jestem lekomanką. Pewnie tak, bo bez leków w ogóle nie potrafię. One utrzymują mnie przy życiu… Kilka razy próbowałam odstawiać, ale od razu miałam myśli samobójcze… Wpadałam w panikę. Myślałam, że oszaleję. Widok pudełeczek z tabletkami koi nerwy i uspokaja".

Iwona prawie już nie wychodzi z domu.

"Na ulicy czuję się jak zwierzę podczas polowania. Mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. Przechodzę kilka metrów i przed nosem wyrasta jakiś niewidzialny mur. Nie do przejścia".



Znana polska psycholog Ewa Woydyłło twierdzi, że lekarze, głównie psychiatrzy, napędzają przemysł farmaceutyczny. Wmawiają nam, że jesteśmy chorzy i wciskają nam tabletki na depresję. Mitem jest, że antydepresanty nie uzależniają. Zdaniem pani psycholog jesteśmy narodem ćpunów.