Widzimy i odczuwamy (!) duży bałagan komunikacyjny w Warszawie.  Stąd nasuwa się szereg pytań. Na początek: czy musi(ałoby) tak być? Chociaż istnieje w stolicy szereg problemów generalnych w zakresie obwodnic, infrastruktury, kosztów itp. i słyszę ostre uwagi mieszkańców z różnych zakątków miasta, to nie ogarniam tej całości i wskażę na to, co mnie dotyka jako prażanina.

 Co z tym metrem?

Termin oddania II linii metra wciąż jest nieznany. Nakładają się różne opóźnienia i prawdopodobnie braki w dobrym planowaniu. Skoro dopiero szuka się dostawcy prądu dla tej nitki metra (właśnie został ogłoszony przetarg). Oznacza to, że to chyba są jakieś komplikacje i trudności w planowaniu. 

Codziennie doświadczam utrudnień, zwłaszcza w ruchu pieszym w okolicy Centrum Wileńska. Już nastąpił odbiór stacji metra w tym miejscu, zatem dlaczego nie uruchomiono przejść podziemnych? Zresztą, chyba można było postarać się o to sporo wcześniej, oddzielając samą stację od przejścia.

Łagodna zima nie jest wykorzystywana, by zakończyć prace drogowe na odcinku za skrzyżowaniem Al. Solidarności z Targową w kierunku zachodnim. Jak widać na zdjęciu, wciąż istnieje tam niezrozumiała prowizorka, utrudniająca ruch pieszy i drogowy. Dodatkowo grozi to wypadkami. Wąski przystanek, obok zwężenie jezdni z czterech pasów do jednego. Jednocześnie pod cerkwią, chodnik szeroki na kilkanaście metrów, prosi się o zatoczkę przystankową.

O co chodzi z trasą W-Z? 

Wciąż ograniczony jest ruch samochodów osobowych w godzinach szczytu (faktycznie prawie cały dzień) na trasie W-Z. Kiedyś tłumaczono to pracami właśnie w okolicy Placu Wileńskiego, ale jakie uzasadnienie miało i ma ograniczenie ruchu w drugą, zachodnią stronę? Przecież tam się nic nie buduje. Chyba że chodziło o ściągnięcie tysięcy mandatów jakie wymierzono kierowcom, którzy nie dostrzegli niewielkiego znaku zakazu lub dali się zwieść GPS-owi.

Podobno, (wg wypowiedzi Hanny Gronkiewicz-Waltz): "otwarcie tego odcinka jest niebezpieczne dla pasażerów komunikacji miejskiej, którzy na przystankach tramwajowych mogliby wpadać pod samochody". Hm, takich odcinków w Warszawie jest dużo, ale z tego powodu ruchu się nie zamyka. Jak dla mnie to jakaś wymówka, ale nie wiem co kryjąca.

 Jakie są pomysły?

Po pożarze mostu Łazienkowskiego padła sugestia, by powstałe problemy komunikacyjne Wschód-Zachód częściowo zmniejszyć właśnie przez puszczenie ruchu mostem Śląsko-Dąbrowskim.
Ratusz jednak nie zgadza się na otwarcia tego odcinka dla samochodów na czas zamknięcia przeprawy Łazienkowskiej.

Inną propozycją jest otwarcie II linii metra na odcinku między dwoma już odebranymi stacjami (Dworcem Wileńskim i Rondem Daszyńskiego), ale i to okazuje się (na dziś) - niemożliwe. Zatem, po latach bolesnych utrudnień na ul. Targowej, nadal mieszkańcy i przedsiębiorcy tej okolicy (niektórzy zbankrutowali lub byli zmuszeni do zmiany miejsca działalności) nadal nie mogą skorzystać z obiecanego dobrodziejstwa metra.

Rzeczy ważne i ważniejsze... 

Same zaniedbania dotyczące mostu Łazienkowskiego też obciążają zarządców miasta. Całą dobę pilnuje się, siłami straży miejskiej i policji, "tęczy" na Pl. Zbawiciela, a nie pilnuje się tak strategicznego dla miasta mostu? Mamy ich za dużo? Ponad sto milionów na remont to błahostka? Faktem jest, że most był już w słabej kondycji przed pożarem. Widać liczne korozje, nadwątlenia żelbetu (zdjęcia). Pamiętam, gdy go budowano (mieszkałem obok na Saskiej Kępie) - "w czynie" - dość pospiesznie i z materiałów, które nie zdały egzaminu czasu. Niedawno ukończono nowe zjazdy i podjazdy na most - niestety przyjdzie im teraz poczekać na "swoje dni". W tej sytuacji, faktycznie, chyba najlepszym rozwiązaniem i w sumie najtańszym jest wymiana całej konstrukcji stalowej, jak zdecydowano. Myślę też, że i części żelbetowych na krańcach mostu. Zamiast dwóch remontów - doraźnego i docelowego. Ale dlaczego aż kilkanaście miesięcy? Bo nie chodzi tylko o czas rozbiórki i budowy, chodzi o czas dalszych utrudnień dla sporej części miasta.

Tymczasem ruch z Wału Miedzeszyńskiego i z Al. Stanów Zj. pójdzie głównie wybrzeżem od Saskiej Kępy do kolejnych mostów, ale z wyłączeniem trasy W-Z. Nawet jeśli by ta trasa została uruchomiona, to centrum Pragi zakorkuje się, bo nie ma bezpośredniego wjazdu na most Śląsko-Dąbrowski. 

Abstrahując od wniosków politycznych (zależą od "punktu siedzenia"), uciążliwości - zamiast maleć, nasiliły się. Czy znasz odpowiedzi na moje pytania? #komunikacja Warszawa