W poszukiwaniu ciszy za wszelką cenę, czyli plaga ekranów

Normy hałasu, jakie jeszcze niedawno obowiązywały w Polsce należały do jednych z najbardziej rygorystycznych w UE, co powodowało, że liczba ekranów akustycznych stawianych przy polskich autostradach, drogach szybkiego ruchu, a także w miastach była wprost ogromna. Tym bardziej, że budowanie tego typu szpecących krajobraz barier było traktowane jako oczywistość. I choć zasadność zaostrzonych norm hałasu od dłuższego czasu budziła wątpliwości, przez kilka lat nikt nawet nie próbował ich zracjonalizować. Dopiero po wybudowaniu większości autostrad na Euro 2012 sytuacja uległa zmianie: w październiku 2012 normy dopuszczalnego hałasu w dzień podwyższono z przedziału 50-65 dB do 68 db, zaś normę nocną, która wynosiła 45-55 dB, zamieniono na 60 db. Teraz ekranów nie trzeba już budować „dosłownie wszędzie”, a mimo to niektóre instytucje wciąż uznają, że to jedyny sposób, by ograniczyć hałas dobiegający z ruchliwej drogi, czy linii kolejowej.

Zamiast ochrony środowiska – bezsensowne i przypadkowe wydawanie pieniędzy

Kontrola zasadności budowy ekranów akustycznych, jaką przeprowadziła przed rokiem NIK wykazała całą masę zaniedbań, uchybień, prawnych niedociągnięć, czy też po prostu niegospodarności. Raport #NIK był porażającym źródłem informacji o tym, w jaki sposób marnowane są publiczne pieniądze. Zarówno Minister Środowiska, jak i Generalna Dyrekcja GDDKiA otrzymały od kontrolerów jak najgorsze cenzurki – wskazano na niedbalstwo, wzajemne przerzucanie odpowiedzialności, zaniechania w sferze doprecyzowania zapisów prawa, a także przyjmowanie błędnej interpretacji obowiązujących przepisów. W raporcie NIK przykładów jest wiele (wraz z dołączoną dokumentacją fotograficzną) i wypada zacytować choćby jeden fragment, który daje szerszy obraz stanu rzeczy. Jak czytamy w podsumowaniu wyników kontroli, GDDKiA m.in. „nierzetelnie zweryfikowała raporty o oddziaływaniu na środowisko autostrady A2 na odcinku od Strykowa do Konotopy, w skutek czego niezasadnie zaprojektowano i wybudowano 4,1 km ekranów akustycznych równolegle do wałów ziemnych oraz 0,6 km ekranu chroniącego teren, na którym znajdowało się niezamieszkałe od kilkunastu lat, pojedyncze siedlisko”. Koszt całej operacji wyniósł, według szacunków NIK, około 41 mln zł.

Alternatywy czekają na zainteresowanie

Kontrolerzy NIK w swojej kontroli zwracali również uwagę na całkowite pominięcie możliwości zastąpienia ekranów innymi rozwiązaniami chroniącymi przed hałasem, które byłyby nie tylko tańsze, ale też „bardziej akceptowalne społecznie”. W przypadku inwestycji drogowych oprócz budowy wałów ziemnych możliwe jest też tworzenie pasów zieleni oraz wprowadzanie nawierzchni, która generowałaby niższy hałas. Rekomendowane jest też wykupienie i rozbiórka pojedynczych nieruchomości w przypadkach, gdy koszt ich zabezpieczenia ekranami akustycznymi byłby wyższy. NIK przywołuje przykład jednego z wykonawców autostrady A2, który „doprowadził w drodze odpowiedniej umowy do rozbiórki budynku mieszkalnego i odstąpienia w związku z tym od budowy ekranu o długości 1150 metrów i szacunkowej wartości ponad 2,5 mln zł”. Dotąd były to jednak działanie jednostkowe – GDDKiA nie szukała tego typu racjonalizacji kosztów, co kontrolerzy uznali za postępowanie nierzetelne i niegospodarne. Teraz wszyscy zapowiadają, że wyciągnęli naukę z błędów minionych lat. Z punktu widzenia polskiego podatnika były to kosztowne korepetycje.

Źródła: nik.gov.pl, kurierkolejowy.eu #Transport #gospodarka