14 lutego 2017 przejdzie do historii jako dzień, w którym przed Donaldem Trumpem stanęło widmo spadającej na jego głowę gilotyny. Gilotyny, której ostrzem może w każdej chwili stać się skrajna rusofobia republikańskich neokonserwatystów, zwanych też noekonsami albo neokonami. Pokąsany przez nich w toku dochodzenia Kongresu w sprawie powiązań z putinizmem musiałby politycznie konać jak Nixon.

Poświęciwszy na razie swojego doradcę do spraw bezpieczeństwa narodowego (umaczanego po pachy w walce z paką clintonki; dołączam dwa istotne materiały wideo) i opinię zwolennika pokoju z Rosją Trump kapituluje… Albo tworzy warunki do zakrojonego na szeroką skalę kontrataku.

Reklamy
Reklamy

Kontrataku, podstawę wyjściową do którego pomogą mu niechcący utworzyć jego wrogowie. Wrogowie, którzy po wszystkich aktach terroru wymierzonego w amerykańskie społeczeństwo w imię Allacha nadal głoszą hasła multi kulti. Stają w obronie jakichś muzułmanów z bajek dla dorosłych. Przy tym bez umiaru opluwają własny kraj. To wielka szansa Trumpa, który może wytykać palcem McCaina i jemu podobnych jako sojuszników lewactwa oraz wojującego islamizmu.

Trump ma trzy wyjścia z sytuacji

Wyrzec się swoich celów i pogodzić się z planem szalonych ideokratów pokroju nowego Lwa Dawidowicza Trockiego-Bronsztajna. Planem, w którym skrajne odmiany islamu, będące w gruncie rzeczy formą satanistycznego kultu śmierci, w pełni odegrają wyznaczoną im wielką rolę. To najmniej prawdopodobne. Raz; trudno mu będzie spojrzeć w lustro, a dwa; owi ideokraci nawet w takim wypadku będą woleli go się pozbyć.

Reklamy

Drugie wyjście to partyjski odwrót na mniej pilnym odcinku stosunków z Rosją. Odcinku, na którym zresztą i tak nie uda mu się wygrać bez załatwienia sprawy narzucenia ostrego kursu w stosunkach z szalejącą częścią islamu. Ważną częścią tej strategii, jeśli to ona jest stosowana, byłoby pozorowanie dążenia do próby sił z Iranem. Aż do podjęcia śmiertelnie poważnych przygotowań do wojny. Następnie niespodziewane odwrócenie sojuszy i wybombardowanie Saudów wraz z władcami Kataru i Bahrajnu z powrotem do epoki poganiaczy wielbłądów. Rzecz jasna połączone z odebraniem im ropy naftowej. Bez tego i bez zakończenia napływu muzułmanów na Zachód oraz ich niemal zupełnej bezkarności tamże, zwycięska wojna z terrorem jest niemożliwa.

Trzecie wyjście to podjęcie próby daleko idącej (kontr)rewolucji, która skieruje całą furię jakobińskiego terroru przeciw jego twórcom. Swego rodzaju wyrwanie włóczni wrogowi, aby go nią zadźgać. Trump będzie musiał postępować jak Putin od roku 2005. Clinton i Soros musieliby w tym scenariuszu powędrować za kraty.

Reklamy

Ich fundacje, a także inne, skrajnie lewicowo-liberalne państwa w państwie (deep state) zostać zlikwidowane. Znaczna część obecnych ministrów Trumpa wylecieć ze stanowisk. W tym celu Trump musiałby oprzeć się na anglosaskich nacjonalistach, milicjach patriotycznych, a przede wszystkim na weteranach wojen z islamistami w służbie czynnej. Także na wielkim amerykańskim kapitale produkcyjnym.

Trump chyba postawi na solidną, zwycięską kontrrewolucję

Coś mi się zdaje, że ten scenariusz jest najbardziej prawdopodobny. Także w połączeniu ze scenariuszem nr 2 względnie zaraz po jego wprowadzeniu w czyn. Pozwoli to Trumpowi osiągnąć bardzo ważne cele osobiste: pomścić niebywałe w stosunku do człowieka jego rangi zniewagi, przejść do historii. W tym scenariuszu Izrael i prawicowi Żydzi na Zachodzie oraz w Rosji niesłychanie umocnią swoją pozycję kosztem lewicowo-liberalnych pobratymców. Pobratymców, których mogą uznać za zdrajców, podobnie jak wcześniej żydowskich ateistów z paki Lenina. Wielki kapitał amerykański ogromnie zwiększy swoje zyski. Jednak przede wszystkim jest to jedyna pewna droga do odbudowy potęgi krajów anglosaskich. Krajów, które przestaną obawiać się dzikusów, będą mogły odbudować gospodarkę narodową, uzyskać środki na zakładanie rodzin wielodzietnych itd.

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione #Donald Trump #USA #Wielka polityka