Jak dotąd efektem protestu jest niechętnie ogłoszone przez rumuński parlament referendum, w którym Rumuni będą mieli szansę wypowiedzieć się na temat niedawno wprowadzonych regulacji. Rządząca Partia Socjaldemokratyczna (PSD) starała się zrzucić z siebie cały problem, jaki narósł w wyniku kryzysu politycznego w przeciągu ostatniego tygodnia, zwyczajnie wycofując się z wcześniej przyjętych ustaw.

Nie wiadomo jeszcze, jakie będzie brzmienie pytania referendalnego, lecz politycy PSD (m.in. były premier Ponta) już zdążyli przyrównać działania prezydenta Iohannisa, inicjatora referendum, do działań Mussoliniego.

Jeśli większość społeczeństwa podzieli zapatrywania protestujących, to wynik referendum wydaje się jednoznaczny.

Reklamy
Reklamy

Problemy z korupcją istnieją w Rumunii praktycznie od zawsze, nie zaczęły się przecież wraz z niepodległością kraju, po obaleniu rządów komunistycznych. Obecne protesty wybuchły, gdy parlament kilka dni temu przegłosował ustawę zwalniającą z odpowiedzialności za przestępstwo korupcji przy „niewielkich” wartościach (prawie 50 tys. lei).

Widać, że prezydentowi może zależeć na przedłużeniu sporu o kolejne miesiące. A będą one dla PSD mało przyjemne. Socjaldemokraci nie składają broni, bo stawką nie jest wcale ta czy inna ustawa, lecz dominacja w rumuńskiej polityce.

Prezydent Iohannis a rząd

Napięte relacje prezydenta z PSD zaczęły się już w czasie poprzedniej kadencji, gdy premierem był jeszcze Ponta. Notabene w 2014 r. Ponta był konkurentem Iohannisa do fotela prezydenckiego. Od połowy 2016 r., po powtórnym zwycięstwie w wyborach, socjaldemokraci mieli problem z uformowaniem rządu.

Reklamy

Dopiero w grudniu udało się ustanowić rząd Sorina Grindeanu. Na chwilę obecną najsłynniejszym (byłym) członkiem rządu jest Florin Iordache, którego premier musiał poświęcić, aby spełnić żądania protestujących. Iordachego nie zgubiły tylko zarzuty korupcyjne, lecz także okazywana przez niego swoista pycha władzy.

Relacje między prezydentem a nowym rządem od początku są wrogie, pełne wzajemnych ataków. Sorin Grindeanu nie jest liderem partii, co dodatkowo czyni jego pozycję wyjątkowo słabą. Liderem tym pozostaje Liviu Dragnea, który nie mógł objąć steru rządu. Gdy prezydent nie zgodził się na pierwszą kandydaturę socjaldemokratów, Dragnea zasugerował nawet zawieszenie Iohannisa w pełnieniu funkcji.

Prezydent #Iohannis wsparł protestujących. Po protestach ostatniego tygodnia rząd nie może już tak otwarcie występować przeciw prezydentowi, którego poparcie w społeczeństwie rośnie. Wyrasta on teraz na lidera narodowego, krytyka korupcji i nadużyć władzy, z którymi boryka się rumuński, postkomunistyczny (wciąż) system.

Reklamy

Jaki cel ma prezydent?

Jeśli cele socjaldemokratów są oczywiste - m.in. takie osłabienie prezydenta, aby nie mógł im szkodzić, uspokojenie protestujących i możliwość bezproblemowych rządów, to cel jaki stawia sobie Iohannis nie jest tak jasny. Przyspieszone wybory niekoniecznie zmienią sytuację polityczną, w 2016 r. PSD wygrała pomimo oskarżeń o korupcję w rządzie i kryzysu po odejściu Ponty. Przez rok od listopada 2015 r. rządem kierował technokrata, Dacian Cioloș, bez konkretnego zaplecza partyjnego, wskazany jednak przez Iohannisa. Czy prezydent może chcieć powrócić do tego scenariusza?

W listopadzie 2016 r. sam zasugerował, że nie. Prezydent, aktywny w czasie wyborów, starał się zachować Daciana Cioloșa jako premiera, szukając dla niego zaplecza w parlamencie. Dziś jego rząd mógłby wspierać się tylko na egzotycznej i mniejszościowej koalicji. Największa Narodowa Partia Liberalna uzyskała słaby wynik również za sprawą podejrzeń o korupcję wobec jej przewodniczącego, Bragi. Jeśli jednak odbędą się przyspieszony wybory i socjaldemokracji je wygrają - może to oznaczać, że system polityczno-społeczny jest z nimi wzajemnie trwale zrośnięty, a protestujący stanowią mniejszość, choć aktywną i głośną.

źródło:theguardian.com

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Rumunia