Trójkąt #Turcja-Iran-Rosja, mający rozwiązać sprawę wojny domowej w Syrii to rzecz jak najbardziej dziwna. Relacje turecko-rosyjskie przez ostatni rok przechodziły znaczną ewolucję. Na przełomie poprzedniego roku wydawało się, że bliżej jest do otwartego konfliktu między oboma krajami, niż jakiejkolwiek współpracy.

Reklamy

Dziwny sojusz

Wynikało to zarówno ze sprzeczności między Moskwą i Ankarą na linii polityki bieżącej, jak również z całościowych strategii geopolitycznych obu państw. Chodzi o m.in. partnerstwo irańsko-rosyjskie i tym samym - o wspieranie przez Kreml polityki irańskiej na Bliskim Wschodzie. Dotyczy to działania Hezbollahu czy polityki szyickiego rządu w Iraku. I w pierwszym rzędzie sprawy wojny domowej w Syrii. To Moskwa jest głównie odpowiedzialna za poważne osłabienie Wolnej Armii Syryjskiej przez militarne i finansowe wsparcie Al-Asada.

Sprzeczność interesów Ankary i Moskwy występuje ponadto na poziomie strategicznym. Turcja od kilku dekad starała się odgrywać czołową rolę na Bliskim Wschodzie. Częścią tej strategii miało być minimalizowanie zaangażowania zewnętrznych państw w sprawy arabskie. Jednak wojna w Syrii, ale także te w Libii i Jemenie, dały sposobność do nowych interwencji, których Turcja nie była w stanie zatrzymać. Przypadek Syrii jest szczególny. Turcja mogła bowiem zakładać, że zwycięstwo opozycji w tamtejszej wojnie da Ankarze możliwość wpływu na ten kraj, będący dotychczas głównym sojusznikiem Teheranu.

Jak to zatem możliwe, iż Ankara od kilku miesięcy prowadzi zupełnie inną politykę niż dotychczas, choćby na poziomie deklaracji, przekonując wszystkich o jej zbliżeniu z Moskwą. I to w sytuacji, gdy na froncie syryjskim nic zasadniczo nie uległo zmianie. W dalszym ciągu Rosja wspiera stronę przeciwną Ankarze, zarówno gdy mowa o reżimowej armii syryjskiej, jak też o oddziałach kurdyjskich z północy Syrii.

Zasadnicza różnica między Ankarą a Moskwą to także sprawa sprzecznych celów. Dla Turcji to obalenie Al-Asada, a dla Rosji jego wzmocnienie i walka z Państwem Islamskim. Czy w Astanie, gdzie mają rozpocząć się rozmowy w sprawie zawieszenie broni, dojdzie do zmiany pozycji i kierunku polityki Turcji? I czy jest to możliwe?

Turecka sytuacja geopolityczna

Rozmowy w Astanie z udziałem Turcji z jednej strony a Rosji i Iranu z drugiej, w różnym stopniu odpowiedzialnych za podtrzymanie syryjskiego konfliktu, nie mogą zaowocować tym, że któraś ze stron przejdzie na stronę tej drugiej. Ani Turcja nie może zacząć wspierać Al-Asada ani Rosja WAS. Jaki mają więc sens?

Z pozycji Moskwy, rozmowy mają przede wszystkim osłabić Turcję przez zaszachowanie jej, w najlepszym przypadku zaś spowodować jej wycofanie się z konfliktu i pozostawienie Moskwie wolnej ręki. Dlaczego więc Ankara w ogóle w nich uczestniczy? Wystarczy uświadomić sobie, jak słaba jest obecna pozycja geopolityczna Ankary.

Ankara nie ma dziś na Bliskim Wschodzie kraju z nią sprzymierzonego, próba stworzenia bloku sunnickiego pod jej przewodnictwem całkowicie się nie powiodła. Dodatkowo, Turcja poczuła się porzucona przez kraje zachodnie, szczególnie gdy doszło tam do próby zamachu stanu w sierpniu br. Okazało się, że rządy zachodnie nie są gotowe wspierać, nawet słownie, Turków. Niektórzy czołowi przywódcy Unii Europejskiej, jak Martin Schultz, publicznie sugerowali, że zamach był fikcją. Bruksela również, z perspektywy tureckiej, nie wspiera Ankary, która stara się wyłapać i ukarać wszystkich zaangażowanych w zamach. W zachodnich mediach działania te ukazywane są w bardzo dwuznacznym świetle.

Nie można jednak zapomnieć, że przejście na stronę Moskwy, czy nawet rodzaj sojuszu strategicznego, na dłuższą metę nie jest dla Turcji możliwe. Dlatego, że silna Turcja nie jest potrzeba Kremlowi. Dla Turcji może być to tylko działanie taktyczne, w sytuacji gdy UE i USA wycofały się z Syrii, a jedynym rozgrywającym tam pozostała Moskwa.

źródło: reuters.com

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Syria #Bliski Wschód