Śmierć Fidela Castro pod względem politycznym nie znaczy wiele. Od długiego czasu nie posiadał on już realnych wpływów na postępowanie rządu, choć pozostawał symbolem sytemu i jego ciągłości. Symbole mogą jednak żyć nawet po śmierci tych, którzy byli ich nosicielami. Pamięć o Fidelu, jego czynach i ideach, może w dalszym ciągu być sposobem na legitymizację systemu politycznego na Kubie.

Oficjalny kult

Realna treść może ulegać dowolnym zmianom, co możemy zaobserwować na przykładzie Chin i kultu Mao. Oficjalny kult Fidela będzie dalej służył jako sposób eliminacji wszelkiej opozycji i narzędzie utrzymania kursu dotychczasowej polityki. Pomimo istotnych zmian, jakie miały miejsce w Hawanie po dojściu Raula Castro do władzy w 2006 r., władza klanu Castro i Partii pozostaje niezachwiana.

Opozycja kubańska będzie musiała zaakceptować kult zmarłego wodza rewolucji, co w oczach wielu ją zwyczajnie skompromituje. Może też zwalczać go, co z kolei może być użyte przez rząd hawański jako sposób na jej wykluczenie jako „symbolicznych” zdrajców narodu. Castro nie był oceniany tak surowo przez światowe media, jak inni autokraci, chroniła go silna sympatia środowisk lewicowych i liberalnych. Znakiem dziejów może być wyłącznie to, że Castro krytykuje się szczególnie w kontekście jego stosunków do homoseksualistów i to przez prawicowe, jak i lewicowe media. Śmierć Fidela nie oznacza też zapowiedzi demokratyzacji. Skoro reżim w Hawanie osiągnął wiele za rządów prezydenta Obamy bez znacznej liberalizacji systemu, to nie ma powodów na podejmowanie takich kroków dzisiaj.

Pozycja międzynarodowa wczoraj i dziś

Pytanie zasadnicze to pytanie o pozycję Kuby na arenie międzynarodowej, jaką jest ona w stanie zbudować. Rola tego niewielkiego państwa w XX wielu wbrew pozorom potrafiła być bardzo znaczna. Kuba była jednym z najważniejszych sojuszników ZSRR i jej wyjątkowa pozycja dawała Kubie możliwość prowadzenia względnie samodzielnej polityki. A rząd Fidela Castro marzył o uczynieniu z Hawany centrum rewolucji socjalistycznej w krajach trzeciego świata. Stąd polityka Kuby względem m.in. Wenezueli i Kolumbii w latach 60-tych, polegająca na wspieraniu tam sił antyrządowych. Zresztą oczywiste jest i dzisiaj wsparcie dla rządów Chaveza-Maduro (również militarne), czy dla FARC, lub kilka lat temu dla obalonego honduraskiego prezydenta Zelayi.

ALBA

Kuba jest członkiem Sojuszu Boliwariańskiego (ALBA), wraz z innymi lewicowymi krajami, m.in. Boliwią, Nikaraguą, Wenezuelą czy Ekwadorem. ALBA nie jest wprawdzie narzędziem Kuby i każde z krajów tworzące ten sojusz ma chęć odgrywania roli lidera w antyimperialistycznej rewolucji. Evo Morales, Nicalas Maduro, Rafael Correa czy inni przywódcy spod znaku „socjalizmu XXI wieku” to dziś sprzymierzeńcy, a zarazem konkurenci dla Hawany, która mimo, że zachowuje pozycję „primus inter pares” (której wszyscy rzeczeni przywódcy oddają należne hołdy, dobrze widziane w lewicowym świecie), to jednak nie zmienia to faktu, że Kuba schodzi nieco na boczny tor.

Ta dwuznaczność sojuszu nie zmienia tego, że jest on poważnym wsparciem dla polityki kubańskiej. Współcześnie strategia Hawany nie może już zakładać, że stanie się ona centralnym ośrodkiem dla różnych lewicowo-rewolucyjnych grup w obu Amerykach, a może nawet w Afryce. Ta szczególna rola Kuby należy do przeszłości. Mimo to Kuba nadal jest ważnym ogniwem związku państw latyńskich, nie godzących się na dominację Waszyngtonu. Nie można tworzyć takiego sojuszu i nie zawitać do Hawany.

Przy konsekwentnie i rozważnie prowadzonej polityce Hawana utrzyma w przyszłości swoją szczególną pozycję. Nie ma ona już możliwości zdominować, tak jak planowano to jeszcze przed dekadami, innych krajów, lecz posiada wiele atutów, niejawne wpływy i protekcje. Nie bez znaczenia jest przecież fakt, że to Hawana pośredniczyła w rozmowach pokojowych w Kolumbii.

źródło: nytimes.com

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Ameryka Łacińska #Fidel Castro #Wielka polityka