Jak zapewne pamięta większość ludzi interesujących się wielką polityką trzy lata temu Stany Zjednoczone o mały włos dokonałyby zbrojnej interwencji przeciw państwu Baszara Asada. Określając rzecz obrazowo, w stosunku do Syrii zostałby zastosowany libijski scenariusz. Administracja Obamy powoływała się wtedy na konieczność obrony praw człowieka. Praw, które są deptane przez amerykańską policję, która posuwa się nawet do grupowego seksualnego wykorzystania nieletnich. Ten zamiar był bez wątpienia związany również z przekonaniem Jankesów o własnej wyjątkowości i doskonałości – opanowaniem ich przez lewicowy liberalizm, który doprowadził ich własny kraj na skraj wojny domowej. Bezpośrednim powodem, na który wtedy się powoływano była jednak

Bajka dla dorosłych o okrutnym Asadzie puszczającym gaz trujący na podpory jego władzy

Mam na myśli osławiony wielki atak chemiczny na przedmieście Damaszku Ghouta, zamieszkałe przez przez alawitów i chrześcijan (21 VIII 2013). Ostateczny bilans ofiar śmiertelnych tej potwornej zbrodni wyniósł 1242 uduszonych i ok. 3600 porażonych sarinem. Okoliczność, że ten teren znajdował się w tym czasie pod kontrolą tzw. umiarkowanej i demokratycznej opozycji, dała podstawę do twierdzeń jakoby dokonały jej wojska rządowe.

Cała zdobyta przez wojujących islamistów broń chemiczna pochodzi z arsenałów syryjskiej armii

Ta armia trzy lata temu była już w odwrocie i nie zawsze była w stanie wywieźć tę broń w bezpieczne miejsce. Gdyby jeszcze została poddana amerykańskim bombardowaniom jej broń chemiczna dostałaby się w ręce "bojowników świętej wojny". Prócz tego mogłoby dojść do rozszczelnienia trafionych bombami i rakietami pojemników i pocisków z gazami trującymi. W tej sytuacji rosyjska Rada Bezpieczeństwa Narodowego podjęła podwójną decyzję: 1) zagrożenia Obamie użyciem środków obrony powietrznej rosyjskiej floty na Morzu Śródziemnym przeciw samolotom i rakietom atakującym Syrię, 2) nakłonienia Asada do wydania broni chemicznej na zniszczenie pod kontrolą międzynarodową. Ujawnił to właśnie rosyjski minister spraw zagranicznych Ławrow.

Czemu miałoby służyć „przypadkowe” uzbrojenie wojujących islamistów w gazy trujące?

Po pierwsze Bliski Wschód zostałby ostatecznie i całkowicie zdestabilizowany. Po drugie gazy trujące zostałyby prędzej czy później użyte w Europie przez terrorystów. Przy pomocy ułamka broni chemicznej z zasobów wojsk Asada w Syrii dokonano już 161 ataków. Wzdłuż południowych i wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego powstałoby coś w rodzaju Czwartej Rzeszy. W Europie Zachodniej wiele tysięcy niewinnych ludzi padłoby ofiarą gazów trujących. Możnaby wtedy ujawnić saudyjskie poparcie dla islamizmu i terroryzmu, zrzucając na tzw. szejków naftowych winę za katastrofalne niepowodzenie budowy demokracji na Bliskim Wschodzie. Wielkie bombardowania tych ludzi i przekazanie złóż ropy na własność amerykańskim koncernom naftowym wydałyby się w pełni usprawiedliwione.

Kłamstwo i spisek jest ich bronią

Nie jest teorią spiskową twierdzenie, że zatopienie przez Niemców transtatlantyka "Luzytania" (Lusitania) oraz rzekomo niespodziewany atak powietrzny na Pearl Harbour zostały sprowokowane z Waszyngtonu. To są już stuprocentowo pewne fakty historyczne. W obu wypadkach chodziło o wciągnięcie Stanów Zjednoczonych w wojnę światową. Podobnie jak to było uprzednio wojna światowa stała się niezbędna w celu powiększenia bogactw amerykańskich miliarderów oraz utrzymania pokoju wewnątrz samych #USA. #Rosja wykazała, że będzie twardo bronić swoich interesów. Amerykańscy bogacze nie mają ochoty na samobójstwo. Trzecia światowa będzie wojną Zachodu i Rosji przeciw większości sunnickich muzułmanów. #ISIS