Jak wiadomo Związek Australijski prowadzi (od roku 1992) twardą politykę odmowy zezwolenia nielegalnym imigrantom na pobyt na swoim terytorium. Z biegiem lat ta polityka ulega wyłącznie zaostrzeniu. Obecnie uchodźcy i migranci, którzy usiłują dotrzeć do brzegów szóstego kontynentu od strony Indonezji, są kierowani do ośrodka odosobnienia na wyspie Nauru.

Klimat jak w raju, a muzułmanki wciąż w czarczafach

Temperatura na tej podzwrotnikowej wyspie jest stała i wynosi od 30 do 35 stopni przez cały rok. Nie zważają na to muzułmanie, którzy stanowią ponad 95 procent nielegalnych imigrantów bezskutecznie usiłujących dostać się do Australii. O ile w stosunku do chłopców nieco poluzowali, pozwalając im ograniczyć się do krótkich spodenek i podkoszulków, to dla swoich kobiet nie mają litości. Oto afgańscy uchodźcy na Nauru, skarżący się, że uciekli przed talibami, bo są szyitami. Zarazem zmuszający matki, żony, siostry do chodzenia w czarnych sukniach, z głową szczelnie owiniętą szmatami:

Tylko, że muzułmanie wyznania szyickiego na ogół odnoszą się do swoich kobiet znacznie lepiej niż ortodoksyjni sunnici. W szczególności pozwalają im, aby w czasie upałów ograniczyły się do cienkiej chusty, odsłaniającej częściowo włosy, a także luźnej tuniki z krótkimi rękawami. Biorąc to pod uwagę nietrudno się domyślić dlaczego Iran nie udzielił im azylu, na co się skarżą.

Gorzkie łzy i samospalenia

Twarda polityka Australii wobec tych ludzi wywołuje sprzeciw. Oto jak przedstawia jej skutki amerykańska telewizja CNN. Abra Ahmed, 12 lat, muzułmanka z Birmy, skarży się na ciężki los dzieci:

Ich los byłby o wiele lżejszy, gdyby ich rodzice zechcieli współpracować z rządem Nauru i tamtejszym społeczeństwem. Co prawda przyjęcie osób pretendujących do bycia uchodźcami zostało wymuszone koniecznością zdobycia pieniędzy (Australia udziela w zamian pomocy humanitarnej i rozwojowej), ale przybyszów przyjęto po chrześcijańsku. Rząd zapewnił miejsca w szkołach ich dzieciom, bezpłatną opiekę medyczną, a prywatni przedsiębiorcy i farmerzy starali się dać im pracę. Tak by nie byli skazani na utrzymanie na poziomie minimum przeżycia, zapewniane z pieniędzy australijskich podatników. Odpowiedzieli obrażając się (to dla nich typowe), zabierając swoje dzieci ze szkół i urządzając gwałtowne rozruchy, o czym z kolei donosi publiczna telewizja australijska:

W odpowiedzi policja szczelnie zamknęła obóz. Doprowadziło to do codziennych wrzasków łamaną angielszczyzną, że prezydent Nauru to dyktator. Zamiast czekać na rozpatrzenie ich wniosków azylowych przez władze Nauru albo Australii, próbować jakoś wykorzystać czas pobytu za drutami (nauka języków itp.), względnie przyjąć ofertę pokrycia kosztów podróży z powrotem do kraju pochodzenia, zaczęli robić to:

Ten człowiek cierpi. Wyje z bólu w szpitalnej łazience po tym jak uprzednio podpalił się na znak sprzeciwu. Zarazem jednak fakt, że przysmalił się na tyle ostrożnie, że nie odszedł do Allacha i nawet sam chodzi, wywołuje efekt komiczny. Dwa nowsze przypadki wyglądają gorzej (szczegóły w opisie galerii zdjęć

Muzułmanie dali się we znaki w Australii

Co prawda wyznawców islamu jest „u kangurów” tylko ćwierć miliona na ok. 23 miliony ludności, ale i ten około jeden procent nie wyróżnił się dotąd na korzyść. Powtarzające się rozruchy uliczne – bo australijskie dziewczyny opalają się zbyt skąpo ubrane na plaży, bo ktoś obraził Mahometa – ściągnęły na nich uwagę pozostałych 99 procent ludności. „To nie Libia!” – odpowiedział im szef policji w Sydney. To największe miasto państwa-kontynentu ma zarazem największe getto muzułmańskie. Getto, którego mieszkańcy sami się w nim zamknęli.

Powyższy materiał głównonurtowej telewizji to jeszcze nic. Wideo australijskich narodowców:

W tej sytuacji można co najwyżej współczuć tym, którzy w imię swojego fanatyzmu oblewają się benzyną i podpalają. Współczuć im, że przyszli na świat w takim środowisku i nie potrafią z nim zerwać. Takie też jest obecnie stanowisko rządu i społeczeństwa Australii. #Islam #kryzys uchodźczy