Po wsparciu militarnym, jakiego prezydent Putin udzielił Assadowi i lokalnym wobec niego siłom, #ISIS w Syrii znalazło się w odwrocie. Opozycja z Wolnej Armii Syrii, która rozpoczęła wojnę domową w tym kraju, właściwie przestała się już liczyć. Rozbita i podzielona nie stanowi już takiego zagrożenia jak Państwo Islamskie czy Al Kaida. To pierwsze od pewnego czasu ponosi w Syrii praktycznie same militarne porażki, szuka zatem sposobów ekspansji na inne terytoria. Stosunkowo mocne jest jeszcze w Iraku, a swoje wpływy rozszerza na inne państwa Azji i Afryki. Szczególnie niebezpieczna jest eskalacja konfliktu zbrojnego z ISIS w ogarniętej chaosem Libii, w której terroryści z Państwa Islamskiego zajęli kilka ważnych ośrodków, do których przerzucają obecnie setki swoich bojowników i gdzie werbują nowych członków.

ISIS słabnie w Syrii i Iraku, rośnie w siłę w Libii

Zachód z niepokojem obserwuje sytuację w tym północnoafrykańskim kraju. Po kilku latach od obalenia Kadafiego, sytuacja w Libii jest bardzo niestabilna. Libia stała się centrum handlu bronią i materiałami wybuchowymi, rząd nie kontroluje nawet połowy terytorium kraju. Dla Europy to ogromne zagrożenie. Szkoda, że zachodni decydenci nie przewidzieli takiego rozwoju sytuacji, obalając libijskiego dyktatora, który jeszcze całkiem niedawno był ich największym afrykańskim przyjacielem.

Żołnierze państw Europy Zachodniej i USA są już w Libii obecni. W niewielkiej jeszcze ilości, operując głownie w postaci kilkunastoosobowych zespołów, złożonych z żołnierzy jednostek specjalnych. Aby jednak podjąć realną walkę z zagrożeniem ze strony Państwa Islamskiego, prawdopodobnie niezbędna będzie kolejna ofensywa lądowa w tym kraju. Samymi nalotami i polowaniem na liderów Zachód wojny z ISIS nie wygra. Dodatkowo grającym na niekorzyść czynnikiem jest czas. ISIS w Libii wzmacnia swoją pozycję, zarówno w sensie militarnym, jak i politycznym.

Strategia ISIS, polegająca na zdobywaniu sojuszników w państwach Afryki i Azji, odniosła pewien skutek. Wierność Państwu Islamskiemu zadeklarowały paramilitarne organizacje terrorystyczne z Afganistanu, Pakistanu, Nigerii, Somalii, Egiptu czy postsowieckich republik na Kaukazie. Nigdzie jednak ISIS nie dokonało tak spektakularnego przerzutu swoich bojowników, jak właśnie na terytorium Libii. Dziwi opóźniona reakcja Zachodu, wszak o tym, że Libia stanowi kolejny cel terrorystów, wiadomo było już od dawna. W każdym razie o tym, że na terytorium tego kraju znajdują się silne i liczne ugrupowania wierne ISIS, wiadomo było już od początku zeszłego roku, kiedy to świat z przerażeniem i z bezradnością obserwował masakrę egipskich Koptów i ich krew, spływającą do Morza Śródziemnego z libijskich plaż.

Jak wynika z szacunków Pentagonu, obecnie w Libii znajduje się około 6 tysięcy bojowników Państwa Islamskiego. Liczba ta wydaje się jednak zaniżona, w szczególności biorąc pod uwagę znaczną liczbę ochotników z Tunezji, którzy przyłączyli się do walki po stronie ISIS. Obecnie główną bazą terrorystów stało się portowe miasto Syrta. Objęli oni również kontrolą około 250 kilometrów linii brzegowej, skąd potencjalnie łatwo im będzie przerzucać swoich bojowników do krajów Europy.

Wojna z ISIS potrwa jeszcze długie lata

Gdyby Zachód zdecydował się na lądową interwencję w Libii, ISIS w otwartym polu zostanie z pewnością szybko pokonane. Inwazji lądowej sprzyjają chociażby zupełnie inne niż np. w Afganistanie uwarunkowania topograficzne. Wydaje się jednak, że nawet pokonanie głównych sił Państwa Islamskiego nie utnie zagrożenia ze strony terrorystów, którzy - jak to nie raz bywało - przejdą do walki partyzanckiej i nasilą ataki terrorystyczne na żołnierzy sił interwencyjnych.

Jedno jest pewne - Libia nie powinna liczyć na pomoc tak skutecznego w Syrii Putina. Ten nie ma żadnego interesu, aby kraje Zachodu uwalniać od ich problemu.

źródło: gazetaprawna.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Terroryzm #wojna