Jak wynika z informacji, udzielonych przez osoby z kręgu Władimira Putina, w poniedziałek poinstruował on dowódców rosyjskich sił w Syrii o swojej decyzji o wycofaniu głównego kontyngentu wojskowego z tego kraju. O decyzji tej poinformowany został prezydent Syrii Bashar Al-Assad. Zdaniem Putina najważniejszy cel rosyjskiej operacji w Syrii, wsparcie lokalnej wobec Assada armii w odzyskaniu przez nią kontroli nad większością terytoriów i umożliwienie jej przejście do militarnej ofensywy, został osiągnięty. Jeśli decyzja Putina zostanie wdrożona, w najbliższym czasie należy spodziewać się stopniowego wycofywania głównych rosyjskich sił, a na miejscu w Syrii pozostaną jedynie oddziały wsparcia logistycznego i część sił powietrznych.

Obecnie Putin zamierza skupić swe wysiłki na dyplomacji. Jego nadrzędnym celem jest zakończenie wojny domowej w Syrii i stabilizacja sytuacji w tym sojuszniczym względem Rosji kraju. Ciekawostką jest fakt, że Putin nie wskazał konkretnej daty wycofania swoich sił z Syrii, a jedynie podniósł tę kwestię i poinformował, iż podjął taką decyzję. Póki co szerszych informacji w tym temacie brak. Jedno jest pewne - w Syrii pozostanie kontyngent rosyjskich sił powietrznych, stacjonujący obecnie w Latakii, ograniczony kontyngent zostanie również pozostawiony w Tartusie.

Rosja namieszała na Bliskim Wschodzie

Jeszcze rok temu nikt nie spodziewał się, że Rosja i jej siły wojskowe tak diametralnie zmienią równowagę sił w Syrii. Putin długo pozostawał jedynie obserwatorem, służąc swemu sojusznikowi Assadowi doradztwem i wsparciem politycznym. W końcu przyszedł czas na zdecydowane działania. Rosyjskie naloty na siły przeciwne Assadowi oraz terrorystów z Państwa Islamskiego pozwoliły armii syryjskiej na przejęcie inicjatywy militarnej na wielu frontach i znaczne zdobycze terytorialne. Przeciwne rosyjskiej interwencji w Syrii były - co naturalne - Stany Zjednoczone i niektóre kraje regionu (np. Arabia Saudyjska czy Turcja), jednak po rozmowach z prezydentem USA Barackiem Obamą Putin dostał "zielone światło".

Znaczenia militarnego wsparcia Rosji nie sposób przecenić. Wielu obserwatorów i komentatorów zarzuca rosyjskiemu prezydentowi, że rzucając do walki lotnictwo i artylerię spowodował znaczne straty wśród syryjskiej ludności cywilnej. Z drugiej strony jednak widać jak na dłoni, jak po rosyjskiej interwencji w tym kraju szala zwycięstwa przeważyła na stronę sił rządowych i wiernych Assadowi.

"Efektywne wysiłki militarne Rosji pozwoliły na rozpoczęcie w Syrii procesu pokojowego" - stwierdził Putin. Jak podkreślił, po konferencji w Genewie udało się osiągnąć porozumienie i częściowe zawieszenie broni, jest zatem grunt do dalszych rozmów. Nie wchodzi w grę natomiast realizacja żądań Amerykanów i części krajów Bliskiego Wschodu, jakim jest odsunięcie Assada od władzy. Ten ostatni nadal pozostaje wiernym sojusznikiem Putina. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że interwencja militarna Rosji była nie tylko przyjacielską pomocą, ale również grą na zachowanie, a nawet wzmocnienie, rosyjskich wpływów w regionie. Przy okazji Rosja wdała się w (póki co) dyplomatyczny spór z Turcją i pokazała, że nadal pozostaje krajem, z którym Zachód musi się liczyć.

Putin wygrał, może więc okazać dobrą wolę

Putin osiągnął w Syrii niemal wszystkie założone cele polityczne i wojskowe. W negocjacjach z Zachodem jest obecnie na wysokiej pozycji. Wyraźnie podkreśla, że obecny czas to czas rozmów i pokojowego rozwiązania sporu. Co ciekawe, w ogóle nie mówi przy tym o jakiejkolwiek strategii walki z ISIS, co zresztą często mu zarzucano. Sytuacja w Syrii daleka jest od całkowitego pokoju, pokonane w polu siły terrorystów spod czarnego sztandaru przejdą zapewne do walki partyzanckiej. Bo w to, że w ostatecznej walce z siłami Assada ISIS nie ma na dłuższą metę szans, wiadomo już od początku rosyjskiej interwencji.

"Pokazaliśmy Amerykanom, że nie mamy militarnych ambicji i że dążymy do dialogu" - stwierdził Putin. Piłka zatem po stronie USA.

źródło: reuters.com #Barack Obama #Władimir Putin #Syria