Jak powszechnie wiadomo rosyjski prezydent wydał w poniedziałek 14 marca rozkaz „wycofania rosyjskich sił zbrojnych z Syrii”. Wszystko mija się tu z prawdą. Należy mówić i pisać co najwyżej o częściowym rosyjskim zwycięstwie w zachodniej Syrii. To dość dalekie od twierdzenia Putina i Szojgu o „osiągnięciu wszystkich postawionych celów”. Tym bardziej, że na twarzach tak mocnego człowieka Rosji jak jego dwóch ministrów nie było cienia zadowolenia podczas ogłaszania tej decyzji. Przeciwnie, sprawiali wrażenie jak gdyby lada chwila co najmniej jeden z nich miał się rozpłakać:

Podobnie ma się sprawa z odcięciem linii nielegalnego eksportu ropy i zaopatrzenia dla ISIS i al-Nusry. Półprawda przetłumaczona na angielski i roztrąbiona na cały świat nie staje się prawdą:

Niewykonalność rosyjskiej rozprawy z islamistycznym terrorem – z winy USA i NATO

Cała prawda na te tematy nie jest jednak korzystna również dla strony przeciwnej w nowej zimnej wojnie. Już na samym początku kampanii bombardowań w Syrii szef państwa rosyjskiego przedstawił swoje główne oczekiwania: 1) Dociśnięcie (w razie potrzeby sankcjami) nie wymienionej wówczas z nazwy Turcji, aby jej rząd zaprzestał udzielania pomocy Państwu Islamskiemu. 2) Zaprzestanie przez USA prowadzenia polityki globalnego panowania oraz prób przyparcia do muru Rosji. Oto odnośna wypowiedź Putina w języku rosyjskim, z tłumaczeniem na angielski:

Żaden z tych dwóch warunków nie został do dzisiaj spełniony. Najpierw strona rosyjska ujawniła fakt przemytu kradzionej przez ISIS ropy naftowej przy pomocy tureckiej straży granicznej. Potem Putin wydał milczące zezwolenie na operacje lotnictwa państw NATO nad Syrią. Licząc zapewne na to, że w zamian zaczną się bombardowania cystern ISIS zmierzających do turecko-irakich przejść granicznych, w wykonaniu koalicji antyterrorsytycznej z Jankesami na czele.

W sprawach ukraińskich rosyjska dyplomacja liczyła na nakłonienie rządu i prezydenta w Kijowie do bezpośrednich rokowań z przedstawicielami donieckich i ługańskich Rosjan. Ich wynikiem byłoby nadanie specjalnego statusu Donbasu w ramach Ukrainy i zakończenie w ten sposób stanu alarmu i oblężenia u granic Rosji.

W żadnej z tych dwóch spraw oczekiwania Rosji Putina nie zostały spełnione. Rozzuchwalony poparciem NATO w sprawie prowokacyjnego zestrzelenia samolotu myśliwsko-szturmowego Su-24 reżim turecki zgromadził na granicy z Syrią siły oceniane nawet na 350 tysięcy żołnierzy, 20 tysięcy pojazdów pancernych, 2,5 tysiąca samolotów i śmigłowców. Kolejne, jednomyślne (i bezmyślne – byle dopiec „ruskim”) poparcie Ankary w tej sprawie przepełniło kielich goryczy. Mniejsza zresztą o zły czy dobry humor Putina. Niezwykle istotne jest, że Rosjanie nie są w stanie, choćby nie wiem jak próbowali, pokonać szalonych muzułmańskich fanatyków w sytuacji, gdy nie ma możliwości pełnego odcięcia ich od zaopatrzenia w pieniądze i ochotników. Taki zaś jest nieunikniony skutek stałego poparcia dla Turcji zamiast wyrzucenia jej z NATO za pomoc udzielaną wojującym islamistom.

Co jeszcze może zrobić Putin? Wykręcić dwa paskudne numery Obamie

Numer jeden już widać. Do Rosji przyleciały Su-34, część Su-24 i Su-25. W Syrii pozostanie półtorej eskadry samolotów szturmowo-bombowych oraz dywizjon myśliwców przewagi powietrznej Su-30. Wycofywane z Syrii samoloty bojowe przeleciały do Rosji długim lotem bez międzylądowania.

W ten sam sposób mogą błyskawicznie powrócić. Na miejscu pozostają wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych S-400, będące bronią absolutną. Drugi numer polega na tym, że w Syrii pozostaną rosyjscy doradcy wojskowi i masa różnego uzbrojenia. Wraz z pełnym zaopatrzeniem syryjskich sił lądowych oraz samolotów w amunicję Asad i alawici stali się nie do pokonania środkami wojskowymi. #Rosja osiągnęła swoje minimalne cele. Zachód? Niech przyjmuje nożowników. Niech daje się wodzić za nos rządowi w Ankarze. Rosja poczeka na skutki tych samobójczych działań. Putin mistrzem wielkiej polityki... #Syria #Wielka polityka