Nie ma czegoś takiego jak korzystna wojna na wyczerpanie, trwały pokój za cenę ustępowania szaleńcom, rozwój dzięki popieraniu morderców kobiet i dzieci przeciw ludziom cywilizowanym. Podobnie też nie istnieją prozachodni islamiści ani umiarkowani zwolennicy światowego kalifatu. To są byty urojone, a wiara w podobne chimery prowadzi od jednej światowej katastrofy do drugiej. Tak się składa, że od ponad stu lat gonią za takimi chimerami przywódcy Stanów Zjednoczonych i wbijają je do głowy tym, którymi rządzą. Może to jednak #Wielka polityka obliczona na cudze nieszczęścia?

 

Po raz pierwszy oszaleli popierając Imperium Brytyjskie w postawie zero ustępstw wobec kajzerowskich Niemiec. Niemiec, które pragnęły wówczas raptem kilku wysp oraz południowego Mozambiku. Po raz szósty napadając na Irak i Libię pod wyssanymi z palca pozorami oraz obalając tam stosunkowo umiarkowane reżimy świeckie. Szaleństwo numer siedem polega na popieraniu tzw. demokratycznej pozycji przeciw reżimowi Asada i wymuszaniu zawieszenia broni w zachodniej Syrii.

Islamiści już prawie całkowicie okrążeni

Wojska rządowe odbijają islamistom jeden kwartał zabudowy po drugim. Zdobywają przedmieścia, aby dokończyć dzieła okrążenia nadgorliwych naśladowców Mahometa. Najpierw poddają teren, który ma zostać zajęty, dokładnemu ostrzałowi artylerii. Wyrzutnie rakietowe odpalają pociski powoli, co świadczy zapewne o tym, że Rosjanie przysłali do nich tzw. inteligentną amunicję. Artyleria lufowa, zwłaszcza haubice, w fachowych rękach jest bronią precyzyjną z samej swej natury. Namiary na ciężkie uzbrojenie strony przeciwnej, gniazda karabinów maszynowych itd. pochodzą z bezustannych akcji lotnictwa, ze zwiadu satelitarnego, ale również od dezerterów. Syryjskie wojska ostrzeliwują rzecz jasna teren oczyszczony już z ciężkiej artylerii i pojazdów nieprzyjaciela przez Su-25 i Su-34.

 

Członkom formacji zbrojnej opozycji puszczają nerwy. Próbują ocalić własną skórę przechodząc, póki jeszcze można to zrobić, na stronę zwycięzców. Pozostali zostają zmieleni w trybach machiny wojennej, która wyciągnęła wszelkie wnioski praktyczne z walk w Donbasie i na Kaukazie. Po zniszczeniu najgroźniejszych punktów oporu ogniem artylerii czołgi T-90 i fizylierzy dokańczają dzieła. T-90 to ultranowoczesny, pancerny potwór, na którego nie ma sposobu. Jego systemy ostrzegania i ochrony pancerza są tak rozbudowane, że pojedynczym wystrzałem z broni ppanc nawet się go nie uszkodzi. Na dodatek współdziała z (też dobrze zabezpieczonymi) bojowymi wozami piechoty, które ściągają na siebie ogień. „Dziewięćdziesiąty” wykorzystuje to do szybkiego namierzenia i stuprocentowo celnego trafienia strzelających ze swojej armaty. Pod osłoną tych stalowych bestii wpadają do budynków fizylierzy z Ludowych Sił Samoobrony, aby dokonać rzezi niedobitków.

T-90 zyskały sobie w armii Asada przydomek Władymir (zamiast Tagił albo Anioł Śmierci). Ma się rozumieć, na cześć Putina. Jeżdżą nimi załogi wyszkolone w Syrii przez Rosjan znających arabski lub aramejski. Tudzież miejscowych oficerów – absolwentów rosyjskich akademii wojennych.

Rosyjska pięść przed tureckim nosem

Jak zauważyli amerykańscy dziennikarze, wysłanie do walk w prowincji Aleppo jednostek pancernych uzbrojonych w T-90 oznacza określony sygnał pod adresem Turcji. Sygnał jest czytelny; jeśli spróbujecie przyjść na pomoc waszym braciom w wierze sami Syryjczycy przerobią waszą armię na kotlety siekane.

Warto przy tym wskazać, że T-90 w swoich najnowszych odmianach ma o wiele lepsze osiągi niż Abrams. Przynajmniej teoretycznie rzecz biorąc, tzn. przy porównywalnym poziomie wyszkolenia załóg i dowodzenia formacją pancerną Abramsy byłyby bez szans w starciu z Tagiłami.

 

Obecnie wojskom rządowym pozostał do zdobycia już tylko łańcuch wzgórz na jednym z północnych przedmieść Aleppo. Kiedy do tego dojdzie większość sił Al-Nusry czyli Al-Kaidy zostanie całkowicie odcięta od przemykających się jeszcze tu i ówdzie tureckich ciężarówek z zaopatrzeniem. Wtedy – drugi Stalingrad. #ISIS #Syria