W Syrii trwają w tej chwili aż cztery bitwy z wojującymi islamistami. Na wschodzie brygady pancerne regularnych wojsk syryjskich posuwają się na Rakkę – stolicę samozwańczego kalifatu.

Na innym kierunku podobne formacje próbują przebić pierścień okrążenia wokół Deir-ez-Zor. Decydujące walki to front zachodni. Toczą się w samym Aleppo oraz pod miasteczkiem Azaz.

To ostatnie leży tuż przy granicy tureckiej i udział w tych walkach bierze turecka armia, ostrzeliwując pozycje Kurdów, gromiących tam „demokratów”.

Rzut oka na mapę

Północno-zachodnia #Syria zamieniła się w szachownicę, podzieloną między tereny opanowane przez Front al-Nusra – skrzydło Al-Kaidy, #ISIS oraz „umiarkowanych” dżihadystów, wspieranych przez USA i Turcję. Ci ostatni to ugrupowania kontrolowane w praktyce przez tzw. szejków naftowych z Półwyspu Arabskiego. To oni dostarczają im tak ochotników na „świętą wojnę” jak pieniędzy. Komitet porozumiewawczy tej „demokratycznej, umiarkowanej opozycji wobec reżimu Asada” mieści się w Rijadzie.

 

Bitwę pod Azaz trzeba uznać za część bitwy o Aleppo. Mapka ukazująca sytuację w bitwie o Aleppo i Azaz, wraz z objaśnieniami, w galerii zdjęć i jej opisie.

Państwo Islamskie rusza na odsiecz

Dziś w nocy specjalne oddziały Państwa Islamskiego znienacka zaatakowały i zdobyły umocnione posterunki Ludowych Sił Samoobrony na wschód od drogi, łączącej od południa Aleppo z resztą terytorium syryjskiego. Chodzi rzecz jasna o terytorium kontrolowane przez siły rządowe. Jest to droga o strategicznym znaczeniu, ponieważ posuwają się po niej tak dostawy dla wojsk Asada jak zaopatrzenie w rzeczy najbardziej niezbędne dla ludności cywilnej w chrześcijańskich i alawickich dzielnicach Aleppo. Bitwa o tę drogę jest w pełnym toku.

Turecki rząd trąbi na odwrót, a Ławrow znów próbuje dyplomacji

Za oznakę zmniejszania się gotowości Turków do najazdu na północną Syrię należy uznać dzisiejszy komunikat ministerstwa spraw zagranicznych w Ankarze. Mowa w nim o „braku uzgodnień” w łonie koalicji antyterrorystycznej ze Stanami Zjedn. na czele w sprawie „operacji lądowej w Syrii”. W komunikacie zaznaczono, że nie ma mowy o rozpoczęciu takich działań przez armię turecką w trybie jednostronnym. Wygląda na to, że Erdogan wyhamował po tym jak do Armenii przerzucono dodatkowy pułk myśliwsko-bombowy rosyjskich sił powietrznych. Putin w ten sposób milcząco zagroził autorytarnemu prezydentowi Turcji wojną na dwa fronty. Jednocześnie zaś z kręgów rządowych Niemiec odezwały się głosy, że jeśli Turcja atakiem na Syrię sprowokuje odwetowe uderzenia rosyjskie na cele wojskowe, NATO nie będzie obowiązane udzielić pomocy Turkom.

 

Na takim tle odbyła się rozmowa telefoniczna Kerry-Ławrow. Szefowie resortów spraw zagranicznych obu mocarstw osiągnęli „wstępne porozumienie w sprawie deeskalacji przemocy w Syrii”. Wszystko wskazuje jednak na to, że chodzi raczej o listę punktów wspólnych i rozbieżności. Za kilka dni mają rozmawiać Obama i Putin, aby spróbować usunąć te ostatnie. Wszystko wskazuje na to, że nie ma mowy o rosyjskiej kapitulacji w Syrii. Chodzi raczej o ratowanie ludności cywilnej na terenie najgorszych walk i danie możliwości poddania się tureckim ochotnikom w szeregach islamistów. Coś w tym rodzaju. Można przewidywać, że będzie to związane ze złożeniem broni przez ugrupowania otoczone pod Aleppo. Jednoczesne ogłoszenie zawieszenia broni ma uratować skórę obywateli tureckich i umożliwić ich powrót do Turcji. Jest to zapewne część skomplikowanego targu na linii Moskwa-Rijad- Ankara.

Możemy odetchnąć?

Na razie tak. Scenariusz niczym z kubańskiego kryzysu rakietowego (drugiego kryzysu kubańskiego, 1962) realny jeszcze w ubiegły piątek, zaczął się rozsypywać. #Rosja zręcznie posługuje się sprytem, siłą i nieugiętością w sprawach zasadniczych, przy zachowaniu niezbędnej giętkości w sprawach drugiej i trzeciej rangi. Tak się skutecznie prowadzi wielką politykę.

Na podstawie: ria.ru, tagesschau.de