Mówiąc o polityce irańskiej i wyborach z 26 lutego nie można mylić zachodniego porządku politycznego z tym w Iranie. Uproszczeniem jest postrzeganie Reformatorów, których reprezentantem jest prezydent Rouhani, jako stojących w opozycji do "konserwatystów" a może i Najwyższego Przywódcy, Chameneiego. Jest to błąd wynikający z semantyki, gdyż zarówno członkowie ruchu reformistycznego, jak i konserwatywnego (w irańskiej nomenklaturze zwani pryncypialistami) są tak naprawdę konserwatystami. Szczególnie postrzeganie Rouhaniego jako antagonisty Chameneiego to spory błąd.

Sojusz Rouhaniego z Laridżanim

Chamenei, choć uczestniczy w polityce krajowej, jednak czyni to w sposób dość specyficzny, który można określić mianem interwencji z metapolitycznej pozycji, jaką zajmuje jako najważniejszy autorytet polityczny, religijny i moralny. Dlatego też żaden ze znaczących (i niezakazanych) ruchów politycznych nie dąży do zasadniczej zmiany systemu. Otwarcie Iranu na zachód i cała polityka Rouhaniego nie byłaby możliwa, gdyby nie błogosławieństwo Chameneiego. Zresztą Rouhaniego w jego dążeniach do pogodzenia się z zachodem wspierał Madżlis zdominowany przez konserwatystów (kierowanych przez Alego Laridżaniego). To właśnie sojusz z Laridżanim (dawniej krytykiem prezydenta Ahmadineżada), bliskim Najwyższemu Przywódcy, pozwolił Rouhaniemu na przeprowadzenie reform i zmianę pozycji Iranu na arenie międzynarodowej.

Kłótnie konserwatystów 

Reformatorzy mają nadzieję umocnić się w przyszłym Madżlisie. Wydarzeniem, które determinuje jednak dzisiejszą scenę polityczną Iranu, jest spór między dwoma frakcjami w łonie konserwatystów, umiarkowanymi i radykalnymi (głównie: Front Stabilności Islamskiej Rewolucji). W 2015 r. powołano nowy alians konserwatystów: Koalicję Pryncypalistów, jednak wielu umiarkowanych, w tym Laridżani, odmówiło w niej udziału i postanowiło startować jako kandydaci niezależni. Przyszły parlament może więc być o wiele bardziej spolaryzowany niż obecny. Choć niektórzy uważają, że radykałowie przeliczyli się w swoich zamierzeniach i osłabianie przez nich umiarkowanych konserwatystów skończy się dla nich samych porażką. Najwyższy Przywódca wyraźnie zastrzegł, iż nie oczekuje, aby przyszły Madżlis był antyrządowy, co też można odczytywać jako sygnał, że gdyby nawet radykałowie zdominowali Madżlis, to będą musieli znaleźć modus vivendi z prezydentem Rouhanim.

Następca Chamenejego

Piątkowe wybory są też ważne z tej racji, że kończy się 8 letnia kadencja Zgromadzenia Ekspertów, zdominowanego przez konserwatystów. Najprawdopodobniej to temu Zgromadzeniu przyjdzie wybrać następcę 76 letniego Chameneiego. Kto nim będzie bardzo trudno wskazać. Część mediów zachodnich najchętniej widziałaby w tej roli umiarkowanego ajatollaha Rafsandżaniego. Ten ma jednak dziś 81 lat. Poza tym byłby nie do przyjęcia dla radykałów spod znaku Ahmadineżada, nie jest też zbyt popularny w społeczeństwie.

Zagranica

Wybory mogą przynieść przesunięcie w stronę bardziej liberalną, może nawet demokratyczną, choć zasadniczo układu wewnętrznego nie zmienią. Tym bardziej w polityce zagranicznej nie można oczekiwać przesunięcia kraju do "bloku zachodniego", gdyż ścisłe relacje z Moskwą i Pekinem, czy też wspieranie szyitów w Jemenie i Syrii, to zwyczajnie interes narodowy Teheranu, z którego nawet najbardziej umiarkowany parlament nie zrezygnuje. Zresztą dla Zachodu nie jest wcale oczywiste czy potrzebuje on Iranu prozachodniego a antyrosyjskiego. Z jego perspektywy lepiej, aby Iran uczestniczył w przymierzach z Rosją i Chinami, lecz był gotowy na szeroką współpracę z Zachodem. W sprawie wojen na Bliskim Wschodzie priorytetem USA i Unii powinno być wycofanie się z tego regionu Rosji, jako odpowiedzialnej tylko za dalszą destabilizację, i wspieranie porozumienia w trójkącie Rijad-Ankara-Teheran, do którego może dojść w sytuacji równowagi, gdy tak naprawdę żadna ze stron nie jest w stanie wygrać.

źródła: al-monitor.com #wybory prezydenckie #Bliski Wschód