8 lutego parlament Związku Myanmar (Birma) podjął decyzję o tym, że wybory prezydenckie w tym kraju odbędą się 17 kwietnia - niedługo przed ostatecznym terminem w jakim mogą się one odbyć, czyli 1. maja. Tak długi okres oczekiwania na nowego prezydenta jest prawdopodobnie spowodowany negocjacjami jakie toczą się między Narodową Ligą na rzecz Demokracji, która zwyciężyła w wyborach parlamentarnych w 2015 r., a siłami wojskowymi, o dopuszczenie do udziału w wyborach Aung San Suu Kyi, liderki NLD.

Birma i Tajwan

Na drodze do objęcia przez Aung San Suu Kyi najwyższego urzędu w kraju stoi konstytucja, która zabrania wyboru na to stanowisko osób, których małżonkowie lub dzieci nie są obywatelami Birmy (mąż Suu Kyi jest Brytyjczykiem). Wojsko wprawdzie zaprzecza, że takie rozmowy się toczą, lecz NLD nie ma zanadto innej drogi i musi dążyć do zmiany w przepisach – Aung San Suu Kyi jest obecnie najważniejszą osobą w kraju, uznaną i kojarzoną zagranicą, ponadto brak jest wyraźnego planu B. Wydarzenia te bacznie obserwuje Pekin.

Demokratyczne wybory w Birmie oraz przejęcie przez pro-niepodległościową opozycję władzy w Tajwanie w styczniu br. stawiają chińską politykę przed poważnym wyzwaniem. Od 8 lat USA dąży do zablokowanie swobody chińskiej polityki zagranicznej na Dalekim Wschodzie. #Chiny reagowały na amerykańskie działania dość agresywnie, czego przejawem jest ekspansywna polityka na terenie Morza Południowochińskiego.

Chiny i USA

Dla realizacji swoich celów Pekin posiadał kilku kluczowych partnerów, jak Tajwan, gdy przez 8 lat krajem kierowali pro-Pekińscy Nacjonaliści, czy Birmę właśnie. Paradoksalnie doprowadziło to do umocnienia pozycji USA w regionie, czego przejawem jest pogłębienie stosunków Waszyngtonu z Wietnamem i poprawa do niedawna napiętych relacji z Filipinami. Zaowocowało to reinstalacją baz amerykańskich w tym kraju.

Za dalszą część amerykańsko-chińskich zmagań należy uznać niedawną wizytę amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry'ego w Indochinach oraz poparcie przez Waszyngton przemian demokratycznych w Birmie. Także zwycięstwo Demokratycznej Partii Postępowej w wyborach parlamentarnych (oraz zwycięstwo szefowej tej partii, Tsai Ing-wen, w wyborach prezydenckich 16 stycznia br.), oznaczać będzie pogorszenie się pozycji Pekinu.

Zwycięstwo DPP uznane jest powszechnie za dowód słabości Pekinu w zdobywani i co ważniejsze utrzymaniu sprzymierzeńców przy sobie. Tajwańscy Nacjonaliści, pomimo oficjalnego antykomunistycznego stanowiska (jakby nie było szefem partii w przeszłości był Czang Kaj-Szek) w swojej polityce zagranicznej nastawieni byli na pogłębianie współpracy ekonomicznej  i politycznej z Pekinem. Główna oś sporu między Nacjonalistami a Demokratami dotyczy nie tylko sprawy ustroju (system bardziej autorytarny a liberalny), lecz  bardziej zasadniczej - samego istnienia państwa. Dla Nacjonalistów Tajwan to tyle co Republika Chińska, ale według Demokratów Tajwan powinien ogłosić niepodległość.

Słabość Chin

W przypadku Birmy od 2011 r. trwa powolny proces demokratyzacji, którego efektem jest niedawne zwycięstwo opozycji. Oznacza to częściowe odsunięcie armii od władzy, którą sprawowała od 1962 r. Reżim był wspierany przez Chiny. Oficjalnie miał zresztą socjalistyczny charakter.

Nowe władze Tajwanu oraz Birmy deklarują prozachodni skręt, tym bardziej iż trudno oczekiwać od komunistycznych władz w Pekinie, że będą wspierać niepodległościowe aspiracje Tajwańczyków oraz Birmańczyków. Konflikt między nimi a Pekinem wydaje się być nieunikniony. Przekaz chińskich mediów jest również konfrontacyjny. Pojawiły się już groźby wojny. Ograniczenie pola manewrów w chińskiej polityce zagranicznej to jedno, inną interesującą sprawą jest, jak Pekin ułoży sobie stosunki z demokratycznymi rządami. Tak z racji politycznej, jak i ideologicznej, może być to dla Pekinu niełatwe.

źródła: foreignpolicy.com  

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione.