Ludowe Siły Samoobrony (dalej: LSS) powstały jesienią 2012, a obecnie odgrywają rolę nowej, silnej duchem armii Baszara Asada. Przyświecający ich formowaniu cel, jakim było połączenie rozproszonych milicji przeciwników dżihadystów w nieugiętą, potężną pięść, został osiągnięty. Już niemal kto żyw ten wstępuje do LSS, które niejeden uważa za bardziej zasługujące na poparcie niż regularna armia – podminowana przez dżihadystów, rzadko zdolna do przejęcia inicjatywy i niedofinansowana. Wielu rekrutów Sił Samoobrony powiada, że będzie walczyć do ostatniego tchnienia, by pomścić swoją wymordowaną rodzinę.

LSS bronią terenu własnej osady, miasta, prowincji. W niektórych wsiach alawickich niemal każdy zdolny do noszenia broni mężczyzna i jeszcze ogromna rzesza kobiet przyłączyli się do Sił Samoobrony. Powoli i nie szczędząc krwi, żołnierzom LSS udało się wyprzeć bojowców #ISIS i Al-Nusry z wielu zamieszkanych głównie przez alawitów okolic, które obecnie uchodzą za bezpieczne. Nie walczą aby zdobyć łupy ani dla pieniędzy. Walczą o przetrwanie.

Bitwa o miasta i wsie zachodniej Syrii

W pierwszej połowie 2015 rozmaite ugrupowania przeciwników Asada, w tym Państwo Islamskie, a także terroryści wspierani i uzbrajani przez Stany Zjednoczone i Turcję, posuwali się niepowstrzymanie na zachód. W sierpniu wojska rządowe i pospolite ruszenie broniły się już niemal wyłącznie na terenach alawickich, zajmując tylko 17 procent terytorium swojego kraju. Rosyjskie naczelne dowództwo postawiło sobie jako główne zadanie udzielenie pomocy rządowi w Damaszku w odbiciu wszystkich utraconych obszarów. Niestety trzeba podkreślić, że ta wielka bitwa toczy się obecnie o niemal zupełnie zniszczone ulice niegdyś rozkwitających miast.

Okrążone miasto, które walczy i zwycięża

Niemal zupełnie zamieniło się w ruiny miasto Deir ez-Zor. Wschodnie dzielnice są w rękach Państwa Islamskiego. Zachodnich, wraz z przedmieściami, lotniskiem wojskowym i kilkoma wsiami broni 174 Brygada Gwardii Republikańskiej, wsparta przez dziesiątki tysięcy ochotników z LSS. Jak słusznie zauważyła francuska telewizja, to miejsce zamieniło się w piekło.

Na czele stoi siwy generał Issam Zahreddine (wym: isam zaredin), który raz po raz osobiście staje na czele swoich żołnierzy na linii ognia. Oszczędzają każdy nabój, bo walczą od roku w okrążeniu.

Państwo Islamskie w Iraku i Lewancie przypuściło w sobotni wieczór niespodziewany atak na północno-zachodnie przedmieście Al-Begalija. Zbliżona do kurdyjskiej armii powstańczej agencja prasowa ARA News doniosła o co najmniej 40 żołnierzach i 130 cywilach zabitych przez ISIS. Cytuję: "Bojówkarze wdarli się do kontrolowanych przez rząd dzielnic Ajasz i Begalija i napadli na ludzi w ich domach. [...] Chodziło im głównie o to, aby odegrać się na żołnierzach sił prorządowych i ich rodzinach." Wypowiadając się anonimowo dla agencji prasowej ARA miejscowy obrońca praw człowieka oświadczył: "Kilkadziesiąt kobiet i dzieci związano i brutalnie oderżnięto im głowy."

(Syrian army recaptures areas in Deir ez-Zor after clashes with ISIS, aranews.net)

 

Bojowcy ISIS najpierw zaatakowali Ajasz i Begaliję przy pomocy wyładowanych trotylem ciężarówek, prowadzonych przez 30 kierowców-samobójców. W ten sposób przełamali linie obronne. Broniące się siły syryjskie wysłały na zagrożony odcinek wojska i ciężkie uzbrojenie, utrzymywane dotąd w odwodzie tej enklawy. Następnego dnia syryjskiej armii udało się odbić utracony teren. Rosyjskie lotnictwo musiało włączyć się tam w niezwykle zdecydowany sposób do walki, w tym przy użyciu bombowców strategicznych. We wtorek wściekłe ataki Państwa Islamskiego ponownie przerwały obronę pod Begaliją. Wkrótce potem nastąpiły burze piaskowe, a wojujący islamiści byli przekonani, że Rosjanie nie umieją dokonać nalotów w czasie zamieci i burz piaskowych. Ponownie zaatakowali syryjskich żołnierzy w pobliżu lotniska, ale w tym momencie nadleciały ultranowoczesne rosyjskie wielozadaniowe samoloty bojowe typu Su-34...

#Rosja #Syria