Wybory, które miały miejsce w sobotę 6 grudnia, jak podają jeszcze nieoficjalnie ośrodki badawcze, dały 99 miejsc (a prawdopodobnie około 104) opozycji w liczącym w sumie 167 miejsc Zgromadzeniu Narodowym Wenezueli. Zwycięstwo przypadło koalicji centrowej Mesa de la Unidad Democrática (MUD), utworzonej przez anty-Chavezowką opozycję w 2008 r. Jest to sojusz sił politycznych i społecznych przeciwstawiających się w przeszłości rządom prezydenta Hugo Chaveza, a obecnie jego następcy (od 2013 r.) - Nicalasowi Madurowi. Wspierająca prezydenta Zjednoczona Partia Socjalistyczna straciła większość i będzie miała tylko 46 posłów. To mniej niż udało się MUD uzyskać w poprzednich wyborach w 2010 r. 

Przyczyny zwycięstwa

Komentatorzy podają dwie główne przyczyny przegranej socjalistów. Pierwsza to taka, że Maduro okazał się nie być Chavezem. Poprzedni prezydent Wenezueli był prawdziwym caudillo, czyli typowym dla Ameryki łacińskiej typem charyzmatycznego przywódcy, który potrafił zjednoczyć wokół siebie ludzi, widzących w nim zbawcę ojczyzny. Chavezowi udało się przejąć władzę w kraju na drodze legalnej pod koniec lat 90. (w 1992 r. starał się tego dokonać poprzez zamach wojskowy). Obiecywał wyjście z kryzysu ekonomicznego poprzez, jak to określał, "socjalizm XXI wieku". Lecz jego polityka ekonomiczna opierała się przede wszystkim na znacjonalizowanym handlu ropą naftową (Wenezuela jest członkiem OPEC).

Poza tym prowadził dość typową dla systemu etatystycznego politykę redystrybucji, w tym ziemi rolnej. Efektem była zapaść gospodarcza z dość charakterystycznymi dla krajów socjalistycznych brakami na rynku. Jego rządy ewoluowały w kierunku miękkiej dyktatury. Jednak pomimo to społeczeństwo mu ufało, możliwe że odpowiadał jego wyobrażeniom przywódcy. Madura był jednym z bliskich współpracowników Chaveza, jednak jako prezydent okazał się być pozbawiony jego charyzmy i specyficznego uroku. 

Drugi istotny powód to ekonomiczna stagnacja, trapiąca kraj od wielu lat. Maduro i jego socjalistyczna partia nie mogą dłużej, skoro sterują w dużym stopniu gospodarką, oskarżać innych (klasę średnią, jak miał w zwyczaju Chavez) o zły stan ekonomiczny kraju. Pomimo dominacji medialnej i kontroli wszystkich instytucji państwa Maduro przegrał, choć na razie pozostaje mu prezydentura i rząd (w Wenezueli obowiązuje system prezydencki). 

Koniec "rewolucji boliwariańskiej"

MUD, prowadzone przez Henrique'a Caprilesa Radonskiego (potomka polskich Żydów), ma trudne zadania przed sobą. Zwycięstwo nie daje koalicji możliwości kierowania w pełni krajem. Kadencja Maduro upływa dopiero w 2018 r. W przypadku, gdy między nim a opozycją istnieją obok zwykłych, politycznych różnic, również te o silnie ideologicznym charakterze, nie może być mowy o współpracy. Chavez nazwał swoją ideologię "rewolucją boliwariańską", zakładała ona wyłącznie jedną drogę rozwoju, eliminującą pluralizm polityczny i ideowy. Zgromadzenie Narodowe podejmie więc najprawdopodobniej próbę odsunięcia Maduro w kwietniu 2016 r., gdy mija połowa jego kadencji i zgodnie z konstytucją będzie można go odsunąć. Nowy parlament będzie musiał nie tylko przywrócić normalność w gospodarce (z mechanizmami rynkowymi), ale także zmierzyć się z kultem, jakim dalej cieszy się Chavez w społeczeństwie.

Zmiany w Ameryce Łacińskiej

Zwycięstwo centrowców i odsunięcie od władzy socjalistów jest przejawem dość nieoczekiwanego przesunięcia sympatii wyborców latynoamerykańskich w prawo, ku siłom umiarkowanym. Listopadowe wybory prezydenckie w Argentynie, wbrew oczekiwaniom, wygrał konserwatysta Mauricio Macri, pokonując peronistycznego kandydata. Wprawdzie w odbywających się miesiąc wcześniej wyborach parlamentarnych peroniści utrzymali większość w legislaturze, ale przy wzmocnionej roli opozycji. W 2016 r. odbędą się wybory generalne w Peru, które wedle badań opinii publicznej wygra Keiko Fujimori i jej Siła Ludowa. Po Kolumbii, Wenezueli i Argentynie może być to kolejny kraj w Ameryce Południowej z prawicowym rządem. 

źródło: bbc.com #wybory parlamentarne