Trzy dni później na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ delegat amerykański po raz pierwszy pokazał publicznie wyraźne zdjęcia, wykonane przez samoloty zwiadowcze i ukazujące sowieckie wyrzutnie rakietowe. Jednocześnie amerykański szef państwa zapowiedział blokadę morską Kuby, obowiązującą od 24 października. 30 listopada na konferencji prasowej rosyjski szef państwa wskazał na osobiste uwikłanie prezydenta Erdogana i jego rodziny w nielegalne interesy naftowe. Trzy dni później w rosyjskim ministerstwie obrony pokazano zawierające wiele szczegółów zdjęcia satelitarne, na których widać jak ogromne kolumny ciężarówek do przewozu paliw wjeżdżają do Turcji z terytoriów okupowanych przez #ISIS. Na przyszły tydzień zapowiedziano jeszcze jedną konferencję prasową w ministerstwie obrony.

 

I to jeszcze nie wszystko!

 

Według danych podanych przez Kreml Turcja dostarczyła również około 2 tysiące bojowników, 120 ton amunicji i 250 różnych pojazdów dla Frontu al-Nusra. To ugrupowanie zostało już wielokrotnie zdemaskowane jako oddział Al-Kaidy. To wprost nie do wiary, a mimo to jest to zapewne tylko wierzchołek góry lodowej.

Kubański kryzys rakietowy i kryzys syryjsko-turecki łączy coś więcej niż tylko zewnętrzne podobieństwa

W 1962 Kennedy zażądał też od jedynowładcy ZSRR Nikity Chruszczowa wycofania rakiet z Kuby i zagroził odwetowym uderzeniem atomowym w wypadku gdyby te rakiety miały zostać wystrzelone. W 2015 Putin i Miedwiediew zapowiedzieli przydzielenie rosyjskim bombowcom silnej osłony myśliwców i przeciwlotniczych zestawów rakietowych oraz zestrzelenie samolotów mogących stanowić dla nich zagrożenie. Jeśli rzeczywiście do tego dojdzie Turcja może wezwać do udzielenia jej pomocy i nastąpią walki powietrzne między myśliwcami przewagi powietrznej Rosji, USA i W. Brytanii. To byłby pierwszy krok w kierunku trzeciej światowej. Drugim stałoby się zamknięcie przez Turcję Bosforu i Dardaneli dla rosyjskich statków i okrętów.

 

Kennedy zagrał wtedy vabanque i wygrał. W wyniku Związek Radziecki został zmuszony do odwrotu i przynajmniej na zachodniej półkuli udało się zapewnić porządek i spokój. W obecnej kampanii bombardowań strategicznych Państwa Islamskiego nie jest najważniejsze to, czy #Rosja postawi na swoim. Nie to, czy ropa naftowa ponownie zdrożeje, acz byłoby to korzystne dla Rosji, a za dziękuję nic się nie kupuje. Tym bardziej, że ta kampania jest niezwykle kosztowna. W tych zmaganiach chodzi o uniemożliwienie dalszego prowadzenia przez Stany Zjednoczone ich dotychczasowej polityki na Bliskim Wschodzie.

 

Ta gra jest grą o uniemożliwienie dalszego finansowania wojującego islamizmu. Również o zachowanie bezpieczeństwa narodowego samej Rosji. Mamy do czynienia ze straszliwym przesileniem w wielkiej polityce światowej. Klęska Rosji w Syrii oznaczałaby początek końca Europy, która daje się szantażować komuś takiemu jak Erdogan.

Co dalej?

Rosyjskie lotnictwo zniszczyło jak dotąd około połowę ciężarówek do przewozu paliw oraz urządzeń naftowych Państwa Islamskiego. Do całkowitego sparaliżowania tego przemysłu Rosja potrzebuje sprzymierzeńców, którzy mogą działać na niebie Iraku. Po najnowszych zamachach w Paryżu nie było zbyt trudno ich znaleźć. Francuzi, Brytyjczycy i Niemcy nie muszą się liczyć z ograniczeniami polityczno-dyplomatycznymi, które obowiązują w tym punkcie rosyjską machinę wojenną. Jeśli tylko te trzy mocarstwa będą rzeczywiście współpracować w tej dziedzinie z Rosją, to zapewne uda się jeszcze uniknąć trzeciej wojny światowej oraz panowania terrorystów w Europie Zachodniej. #Wielka polityka