Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) przyznała, że katastrofa rosyjskiego samolotu pasażerskiego na Synaju (31.X.2015) była rezultatem "aktu terroru". Prezydent Władimir Putin zapowiedział, że nie ustanie w poszukiwaniach winnych. Dyrektor FSB, Aleksandr Bortnikow, zameldował prezydentowi Władimirowi Putinowi, że na częściach wraku Airbusa A321 wykryto ślady materiałów wybuchowych obcej produkcji. "Według naszych specjalistów, na pokładzie samolotu doszło do wybuchu ładunku domowej roboty o sile rażenia odpowiadającej do 1 kg trotylu, w rezultacie czego samolot rozpadł się w powietrzu, czym można wytłumaczyć rozrzucenie części jego kadłuba na wielkim obszarze" - powiedział szef FSB, cytowany przez rosyjskie media.

Rosyjscy pirotechnicy ustalili, że eksplozja bomby nastąpiła w miejscu, w którym znajdują się fotele dla pasażerów, oznaczone numerami 30A i 31A. Jednocześnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej nie potwierdza, że za zamach odpowiedzialni są terroryści tzw. państwa islamskiego. Z oficjalnego komunikatu wynika, że Moskwa nie dysponuje dostatecznie wiarygodnymi informacjami, które mogłyby wskazać sprawców tragedii. Brytyjskie i amerykańskie służby wywiadowcze przechwyciły komunikację elektroniczną ("chatter") bojowników na Synaju. Z rozmowy wynika, że grupa należąca do tzw. państwa islamskiego, umieściła ładunek wybuchowy w samolocie. Brytyjski wywiad przekazał Kremlowi swoje tajne materiały w tej sprawie.

Kto dokonał zamachu?

Krótko po katastrofie do zorganizowania zamachu na Airbusa A321, przyznało się egipskie ugrupowanie terrorystyczne Prowincja Synaj, uległe wobec tzw. państwa islamskiego. Terroryści twierdzą, że dokonali zestrzelenia rosyjskiego samolotu. Eksperci natomiast stwierdzili, że zestrzelenie Airbusa A321 jest mało prawdopodobne, co by znaczyło, że terroryści chcą sobie przypisać katastrofę. Jak twierdzi wywiad amerykański, z przechwyconych rozmów terrorystów wynika, że w rosyjskim samolocie został podłożony ładunek wybuchowy. Zastanawiający zatem jest fakt, że ugrupowanie Prowincja Synaj wydało oświadczenie, w którym przyznaje się do „zestrzelenia samolotu z krzyżowcami”. Czy terroryści mogliby się aż tak pomylić w oficjalnym komunikacie? Między sobą mówili o podłożeniu bomby, a w oświadczeniu mówią o zestrzeleniu.

Dwa tygodnie po katastrofie Airbusa A321 na łamach propagandowego magazynu „Dabiq”, wydawanego przez tzw. państwo islamskie, terroryści pokazali zdjęcie rzekomego ładunku domowej roboty, w postaci aluminiowej puszki po napoju oraz detonatora. Jak twierdzą, ładunek wybuchowy przemycili na pokład rosyjskiego samolotu, korzystając z luki w systemie bezpieczeństwa na lotnisku Szarm-el-Szejk w Egipcie. 

Rosja nie dysponuje dowodami

Tym razem terroryści z tzw. państwa islamskiego informują już o bombie i opisują, w jaki sposób dokonali zamachu. Przedstawiają wersję, która zgadza się z ustaleniami wywiadu amerykańskiego i brytyjskiego oraz z ustaleniami rosyjskiego FSB. Mimo tego rosyjskie MSZ twierdzi, że nie dysponuje dostatecznie wiarygodnymi informacjami, które mogłyby wskazać sprawców tragedii.

Wyłania nam się dziwny obraz, w którym ugrupowanie terrorystyczne Prowincja Synaj przyznaje się do zestrzelenia rosyjskiego samolotu, natomiast wywiad amerykański i brytyjski podaje, że przechwycono rozmowy terrorystów, z których wynika, że doszło do wysadzenia samolotu, a nie do jego zestrzelenia. Rosjanie mówią, że nie mają wystarczających dowodów by twierdzić, że za zamachem stoi tzw. państwo islamskie, tymczasem terroryści z tzw. państwa islamskiego oficjalnie przyznają się do wysadzenia samolotu rosyjskiego.

Źródło: gazetaprawna.pl, dlapilota.pl

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Terroryzm #ISIS