W piątek, 20 listopada dżihadyści wtargnęli do hotelu Radisson Blu w stolicy Mali, Bamako. Otworzyli ogień, sterroryzowali obsługę oraz wzięli 170 zakładników. Po pewnym czasie niektóre osoby zostały zwolnione. Jak się okazało, terroryści wypuścili tych zakładników, którzy potrafili recytować Koran. Do akcji przystąpiły służby bezpieczeństwa, wspierane przez francuskich i amerykańskich komandosów oraz siły specjalne. Z rąk zamachowców uwolniono około 100 osób, odnaleziono 27 ciał. Służby dokładnie przeszukują budynek. Podawane są sprzeczne informacje odnośnie liczby napastników. Niektóre źródła informują o dwóch zamachowcach, inne nawet o dziesięciu. Wśród zakładników byli Francuzi, między innymi pracownicy Air France i Thales. W hotelu przebywali ponadto Niemcy, Amerykanie, i Chińczycy. Wśród ofiar jest jeden Belg. Informacja o zamachu terrorystycznym w Radisson Blu spowodowała skrócenie podróży zagranicznej prezydenta Mali, Ibrahima Boubacara Keita.

Zabijać tylko niewiernych, najlepiej Francuzów

Zamachowcy podjechali pod budynek hotelu samochodem na numerach dyplomatycznych, co nie wzbudziło żadnych podejrzeń, ponieważ hotel Radisson Blu często gości dyplomatów. Następnie zaczęli strzelać i z okrzykiem “Allahu Akbar” wdarli się do środka. Według informacji zamieszczonej na Twitterze, zamachu dopuściła się organizacja terrorystyczna powiązana z Al-Kaidą. Taka sytuacja utrzymuje się w Mali już od kilku lat. Muzułmańscy terroryści co jakiś czas atakują miejscowe hotele, w których zatrzymują się cudzoziemcy. Gośćmi często są Francuzi, ponieważ Mali było niegdyś kolonią francuską.

Wypuszczenie osób zdolnych recytować Koran świadczy o ściśle ukierunkowanym działaniu terrorystów. Drugą ważną wskazówką jest wtargnięcie zamachowców dokładnie na to piętro, na którym przebywali Francuzi. Zamach ten trzeba zatem zakwalifikować jako kontynuację piątkowej krwawej nocy w Paryżu (13.11.2015). Była to akcja, pomyślana jako dowód na to, że Francuzi nie są bezpieczni w żadnym zakątku świata, ponieważ dżihadyści mogą ich zaatakować wszędzie.

Jak przerwać dobrą passę dżihadystów

Rzeka imigrantów, nieprzerwanie wlewająca się na terytorium Europy wcale nam nie ułatwia zadania. Żadna służba europejska nie ma możliwości dokładnej weryfikacji przybyszów. Dlatego należy wierzyć dżihadystom kiedy mówią, że jest ich już w Europie kilka ładnych tysięcy. Dla pewności powinniśmy nawet zakładać, że nie podają oni prawdy i potencjalnych terrorystów może być na naszym kontynencie kilkakrotnie więcej. Rozochoceni dżihadyści stale zapowiadają zwiększenie nasilenia ataków na niewierne narody. W mediach społecznościowych zamieszczają filmiki i reklamy, zadziornie prowokujące lub mające na celu zastraszenie tych nacji, których przedstawiciele “walczą z islamem”, zwłaszcza w koalicji z USA. Stale i bez większych przeszkód prowadzą też nabór nowych bojowników, nawet wśród ludności rdzennie europejskiej.

Ostatnie wydarzenia skłaniają do wniosku, że obserwujemy początek wojny zaczepnej, w której przestępcy z Państwa Islamskiego i innych powiązanych organizacji zamierzają dotkliwie kąsać i szarpać ciało Europy bez uprzedzenia i bez znieczulenia. Ich działania będą przybierały na sile prawdopodobnie tak długo, jak długo Europejczycy nie sięgną po broń.

Źródła: radiozet.pl, gazetaprawna.pl, CNN, RT

Kopiowanie i wykorzystywanie treści opublikowanych na stronie www.blastingnews.com bez pisemnej zgody Blasting Sagl zabronione. #Terroryzm #wojna #Francja