Nie ustaje seria oświadczeń przywódców dwóch wielkich mocarstw anglojęzycznych w sprawie katastrofy rosyjskiego Airbusa A-321 na Synaju. Właśnie dołączyła do nich Turcja, której premier napiętnował „potworną zbrodnię przeciw ludzkości”. To, co powiedział dalej oznacza w zawoalowanym języku dyplomatycznym prostą ofertę; dajcie nam wolną rękę wobec Kurdów, a my w zamian dociśniemy #ISIS.

Machina propagandowa prywatno-państwowych interesów

Rządy i instytucje państwowe różnych mocarstw wydają pewne oświadczenia i wykonują określone gesty. Następnie na pozór niezależne od nich, bo prywatne środki masowego przekazu wzmacniają efekt, jaki ma to wywołać. Z reguły chodzi o zwiększanie nienawiści do jednych i pogardy wobec... Konkurentów rzeczywistych ośrodków władzy, w których interesy wielkiego kapitału stopiły się w jedno z interesami biurokracji i rozmaitej arystokracji. Władza wielkich interesów, w praktyce nie kontrolowana przez żaden niezależny od niej czynnik, prowadzi do powielania błędów. Suma błędów popełnionych po drugiej wojnie światowej (zwłaszcza popieranie muzułmanów przeciw białym mocarstwom oraz miejscowym chrześcijanom) doprowadziła do powstania talibów, Al-Kaidy oraz ISIS.

Jak podłożyć bomby atomowe pod Państwo Islamskie?

Obecne głośne oświadczenia na temat bomby na pokładzie lotu nr 1968 mają służyć kilku celom. Raz, wykazać, że zbrojna interwencja Putina w Syrii ściągnęła nową falę terroru na narody Rosji. Co za tym idzie, zmusić go do wywarcia takiego odwetu, aby usunąć to zagrożenie w sposób gwarantowany. Wszystko wskazuje na to, że wojujący islamiści zostali wzmocnieni i rozbestwieni do takiego stopnia, że już tylko ogień atomowy mógłby ich zastraszyć. Jest jednak rzeczą jasną, że posłużenie się taką bronią przez Zachód wywoła ogromne fale terroru ze strony nieopatrznie wpuszczonych tam muzułmanów. Co innego, gdyby użyła jej #Rosja.

Na Kremlu nie ustaje walka między „Austriakami” a „liberastami”

W wielkiej grze tak jakby po stronie Rosji (na Bliskim Wschodzie) oraz jednoznacznie przeciw niej (w Europie) owa bomba to tylko jeden z kilku środków nacisku. Międzynarodowe afery sportowe, zapoczątkowane przez amerykańskie służby specjalne, a rozdmuchane przez zachodnie środki masowego przekazu to kolejny. Ostatnio zaś mamy do czynienia z podobną sprawą Transaero i Tatiany Anodiny. Również prasa „głównego nurtu” w naszym kraju z lubością podkreśla oligarchiczne powiązania nadzoru lotniczego w Rosji. Podczas, gdy nadzór lotniczy państw zachodnich działa podobnie.

 

Putin nie zna się zbyt dobrze na gospodarce. Słucha doradców. Przed kryzysem ukraińskim nakłaniał ucha raczej do rad tzw. liberałów ze „szkoły” Miltona Friedmana. Kiedy okazało się, że niemal zupełnie wolny handel z Zachodem uzależnił Rosję i utrudnił reagowanie na wydarzenia na Ukrainie w obronie rosyjskich interesów narodowych... Putin poszedł za radami tzw. szkoły austriackiej – bardziej konserwatywnej i mocarstwowej. W wyniku Rosja wyszła w miarę obronną ręką w dziedzinie produkcji przemysłowej i zwiększania samowystarczalności żywnościowej.

 

Bankructwo Transaero i katastrofa lotnicza na Synaju stały się punktem wyjścia do kolejnej rundy walki między „Austriakami” a „śmiesznymi liberastami”, jak „ochrzcił” ich najwybitniejszy „Austriak” Michaił Chazin. Na tym tle należy zwrócić uwagę na niedawną wypowiedź wicepremiera Szuwałowa, który nawołuje do prywatyzacji Aerofłotu i innych wielkich przedsiębiorstw państwowych. Mimo, że (jak przyznaje) nie uda się za nie uzyskać dobrej ceny. Byłoby to sprzeczne z dążeniem do samowystarczalności w dziedzinie przemysłu ciężkiego i chemicznego.

 

Dlatego też pod wpływem swego głównego doradcy ekonomicznego Arkadiusza Dworkowicza Putin pozwolił na bankructwo Transaero. Najlepsze samoloty tego prywatnego koncernu ma przejąć Aerofłot. Pozostałe przyczynią się do pokrycia należności rosyjskich banków. Prawdziwe moim skromnym zdaniem tło upadku Transaero oraz jego żydowsko-izraelskie powiązania wyjaśniam w opisie galerii zdjęć. #Wielka polityka