Administracja Obamy zdecydowała o wysłaniu 50 jednostek specjalnych sił operacyjnych do Syrii. Siły te, wedle rzecznika Białego Domu, mają tylko zadania szkoleniowe i rozpoznawcze, ale do mediów już wyciekły nagrania przeczące temu - jednostki amerykańskie uczestniczą w walkach przeciwko Państwu Islamskiemu (ISIS).

Spóźniony Obama

Wysłanie sił amerykańskich do Syrii, jak ujmują to światowe media, nie było decyzją Waszyngtonu, lecz Moskwy. To posunięcia Rosjan, którzy sami w sierpniu wysłali jednostki wojskowe na Bliski Wschód i rozpoczęli ostrzeliwanie pozycji wrogich rządowi w Damaszku, wywołały reakcję Baracka Obamy. Reakcję spóźnioną i trzeba przyznać, z pozycji wizerunkowej, wypadającą dość dwuznacznie. Obama został zmuszony do przyjęcia reguł gry nakreślonych przez Putina. Świadczy o tym m.in. fakt, że wedle oficjalnej wykładni wojska amerykańskie mają wspomagać opozycję syryjską spod znaku Wolnej Armii Syryjskiej tylko w walce z ISIS. 

Informacje, jakie docierają do opinii publicznej, są jednak dość jednoznaczne - Rosjanie w większym stopniu zajmują się zwalczaniem WAS niż dżihadystami. Widać to po mapie miejsc ostrzałów i nalotów prowadzonych przez jednostki rosyjskie, które koncentrują się na północy, w prowincji Idlib - pozostającej jako jedynej w rękach Wolnej Armii Syryjskiej, którą udało się opozycji utrzymać po ofensywie prowadzonej od lutego 2014 r. przez Państwo Islamskie. Obecnie ISIS ma pod kontrolą między 1/3 a 1/2 powierzchni kraju (bez większych miast), choć jest to głównie teren pustynny.

Strategia Asada

Ataki rosyjskie są skoordynowane z działaniami wojsk Asada, który przede wszystkim prowadzi ofensywę na północy kraju, na ile może, traktując zagrożenie ISIS jako drugorzędne i skupiając się na zajęciu Aleppo. Miasto to, drugie co do wielkości w Syrii, od 2012 jest miejscem walk i podzielone jest pomiędzy wojska rządowe a opozycję. Pokonanie opozycji z Wolnej Armii Syryjskiej pozwoli siłom rządowym nie tylko całkowicie odbić Aleppo, ale poprzez zajęcie prowincji Idlib przejąć kontrolę nad całym zachodem kraju i odciąć WAS od Turcji, która jednoznacznie wspiera powstańców (to w Turcji siedzibę mają, uznawane przez część państw jako reprezentacje narodu syryjskiego, Syryjska Narodowa Rada i Syryjska Narodowa Koalicja). To pozwoli zabezpieczyć władzę Asada, dlatego że utrata Idlib może oznaczać całkowity upadek WAS i nie-dżihadystowskiej opozycji, jak również dać rządowi silniejszą pozycję do walki z ISIS lub, jeśli nie będzie innej możliwości, ogłosić samodzielność zachodniej Syrii. 

Powrót USA

Mimo że siły, jakimi Amerykanie będą operować w Syrii, są dość skromne i na pewno nie mogą przeważyć szali na rzecz opozycji, to ich obecności nie można lekceważyć. Na razie siły amerykańskie mają wspomagać WAS w walkach z ISIS. Lecz jest pytanie o ich dalszą aktywność, szczególnie w kontekście nalotów rosyjskich na pozycje powstańców.

Czy Ameryka odpowie jakoś na te ataki, czy jednostki #USA będą również działać przeciw wojskom Asada? Co jeśli dojdzie do bezpośrednich starć jednostek rosyjskich i amerykańskich? Po stronie Asada otwarcie występują również oddziały Hezbollahu oraz Iranu. Jeśli Amerykanie zaatakują wojska rządowe, jak zareaguje na to Iran? Kolejne pytanie dotyczy Kurdów. Od czerwca tego roku kurdyjskie siły powstańcze, Jednostki Obrony Ludowej (YPG), jako jedyne w walce z ISIS odniosły pewne zwycięstwa, wspomagane, jeśli chodzi o sprzęt i taktykę, przez Zachód. Jednak otwarte wsparcie tych sił wywoła ostrą reakcję Ankary, bardziej zaniepokojonej działaniami Kurdów niż ISIS. 

Amerykanie wchodzą więc na pole minowe: ich wsparcie dla WAS może zaowocować ostrym konfliktem politycznym z Kremlem oraz Teheranem (który Waszyngton stara się dla siebie pozyskać). Kurdowie będą oczekiwać natomiast wsparcia dla ich oddziałów, za czym optować będzie też HDP - kurdyjska partia polityczna w tureckim parlamencie, pozostająca w opozycji do rządu. Obecność Amerykanów w Syrii niczego szybko nie rozwiąże.

źródła: foreignpolicy.com #Rosja #Syria