"W Kobane z ceremonią pochówku męczennika, odbył się pogrzeb chłopca, którego ciało wyrzuciło morze na turecki brzeg. On i jego rodzina uciekali przed wojną w Syrii." - tak reportaż "Granica życia" Marii Stepan zapowiedział Krzysztof Ziemiec w głównym wydaniu Wiadomości w TVP1. Ile w nim prawdy? Bardzo niewiele.

Tak przedstawiona historia odbiorcę (średnia oglądalność Wiadomości o godz. 19:30 to 2,5 mln widzów) skłania do refleksji - pokazuje beznadzieję wojny i problem, który trzeba rozwiązać. Dziecko porzucone w wodzie skruszy nawet najtwardsze serce. Rozwiązanie zaś ciśnie się samo na usta - przyjmijmy uchodźców z Syrii i innych krajów muzułmańskich. Nie bądźmy obojętni na tragedię ludzi uciekających przed wojną.

Wydarzeniom warto jednak nadać szerszy kontekst. Po pierwsze - odpowiedzmy sobie na pytanie, jakie były prawdziwe motywacje wyjazdu rodziny Abdullaha z Syrii? O intencjach powiedziała ciotka Fatima, ale tego fragmentu postanowiono nie wykorzystać w materiale. " Chodziło o to, że Abdullah nie ma zębów. To był problem. Więc chciałam mu pomóc naprawić uzębienie, ale to by mnie kosztowało minimalnie 14 tysięcy. Musiałby mieć wszczepione implanty. Więc mu powiedziałam, że nie jestem w stanie przekazać jednocześnie takich pieniędzy, a dentysta musiałby otrzymać zapłatę od ręki. A Western Union pozwala na przekazanie kwoty w wysokości 1 tysiąca. Była potrzebna trzecia osoba, która by zebrała pieniądze i je im przekazała. Zaproponowałam im, żeby przeprowadzili się do Europy. To zapewni też lepszą przyszłość dzieciom. Powinni więc tak zrobić, a my postaramy się naprawić jego uzębienie". Ta wypowiedź jednak trochę nie pasuje do głównej narracji, nieprawdaż?

W tym miejscu przebija się jeszcze jeden wątek. Kanadyjski rząd poinformował, że nie otrzymał żadnego wniosku o azyl dla rodziny Kurdich. Potwierdza to zresztą ciotka Fatima, która już na wstępie wywiadu wyraźnie mówi "Nie zakończyłam wypełniać papierów dla Abdullaha". A jaką otrzymujemy informację z reportażu Wiadomości? "Kanadyjski rząd odmówił jednak przyznania im azylu". Bez komentarza.

Następny element to fragment, w którym padają słowa o potrzebie ucieczki. Skoro sytuacja rodzinny Kurdich była tak beznadziejna, dlaczego postanowił wrócić do Kobane? Człowiek zagrożony wojną potrafi porzucić rodzinę, zostawić za sobą cały dobytek, byle wyrwać się z piekła wojny. Abdullah stracił wszystko, a mimo to postanawia wrócić - gdzie przecież ponoć jego życie jest zagrożone. A może Abdullah wcale nie odczuwa zagrożenia wojną? W końcu głównym motywem wyjazdu z Kobane była potrzeba skorzystania z usług dentystycznych. Abdullahowi też nie można odmówić ambicji. Z jego własnych relacji wynika, iż osoba prowadząca łódź przyjęła na motorówkę 12 osób. Po 4 minutach podróży sterujący stwierdził, że fale są zbyt wysokie. W efekcie mężczyzna postanowił uciec. Rzucił się do morza i popłynął do brzegu. Stery przejął Abdullah, a po chwili on, jego rodzina i pozostali znaleźli się w wodzie.

Ostatnim elementem reportażu jest prezentacja wstrząsającego wyglądu Kobane - zniszczonego do cna przez 4 miesiące walk z Państwem Islamskim. Dowiadujemy się, że to trzecie pod względem wielkości miasto w Syrii. W Polsce większość zapewne wyobraża sobie Wrocław lub Poznań. Ruiny niczym zniszczona Warszawa. To są mocne obrazy, które mają dotrzeć do odbiorcy. Ścisnąć za serce. Tymczasem to miasteczko na 40 tysięcy obywateli położone tuż przy granicy z Turcją, której wojsko mogłoby zaprowadzić tam porządek w ciągu tygodnia. Czemu tego nie zrobi? - "Kobane to kurdyjskie miasto - z punktu widzenia Turcji to tacy sami terroryści, co ludzie z Państwa Islamskiego" - stwierdza David Stockman, były dyrektor Biura ds. budżetu przy prezydencie Ronaldzie Reaganie. Pobyt Abdullaha na terenie Turcji byłby takim samym zagrożeniem, jak pobyt któregokolwiek członka Państwa Islamskiego. To też o czymś świadczy. #emigracje #Syria #kryzys uchodźczy