Latem zeszłego roku rosyjski przedsiębiorca Bondo Dorowskich postanowił porzucić dostatnie życie i wyjechał jako ochotnik na wojnę w Donbasie. Walczył po stronie separatystów w oddziale Widmo. Takich jak on były tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy. Dzisiaj wojna w Donbasie wydaje się dobiegać końca, dlatego Rosjanie wracają do domów. Wielu z nich myśli już o udziale w kolejnym konflikcie. Chcą jechać do Syrii

Chciałem walczyć z polskimi najemnikami

- Na Afganistan byłem za młody, do Czeczenii nie pojechałem przez studia, a na wojnę w Jugosławii brali niemal wyłącznie niebieskie berety, profesjonalistów z wojsk powietrznodesantowych, dlatego też w chwili wyjazdu do Donbasu nie mogłem pochwalić się jakimkolwiek doświadczeniem wojskowym. Pojechałem tam, żeby walczyć przeciwko polskim najemnikom i faszystom. W naszych mediach bardzo szeroko omawiano ten temat. Uwierzyłem im. Chciałem stanąć w obronie rosyjskiej ludności. Na miejscu szybko okazało się, że faszystów tam nie ma. Tym bardziej nie było tam polskich najemników. Z kolei po naszej stronie walczyli ludzie z różnych państw - z Hiszpanii, z Włoch czy z Serbii, i wcale nie byli najemnikami. Byli takimi samymi ochotnikami jak ja. 

- A Czeczeni?

- W naszym oddziale było tylko dwóch Czeczenów. Najwięcej służyło ich w batalionie Wostok. Ogólnie obywateli Federacji Rosyjskiej w oddziale Widmo było może 30%. Nie więcej. Resztę stanowili miejscowi. Większość bez doświadczenia wojskowego.

- Walczyliście za przyłączenie Donbasu do Rosji

- Nie. Nie chcieliśmy odrywać kolejnego kawałka Ukrainy. Naszym celem była cała Ukraina, a konkretnie zmiana jej rządu na prorosyjski. Chcieliśmy, żeby znowu stała się "naszym" państwem. Nigdy w życiu nie braliśmy na serio niepodległości tego kraju. To zawsze była część Rosji. Uważałem, że obowiązkiem Ukrainy jest być sojusznikiem Rosji. 

Donbas to Ukraina

- Dziś rozumiem, że byłem w błędzie. Na miejscu okazało się, że nie wszyscy uważają nas za wyzwolicieli. Wielu miejscowych nie chciało Putina, nie chciało Rosji, chcieli być częścią Ukrainy. Zdarzało się, że nazywano nas okupantami. W końcu doszedłem do wniosku, że kwestia przyszłości wschodu Ukrainy należy do niej samej. Tak samo jak kwestia tego czy będzie z Rosją czy z NATO. Z kolei zajęcie Krymu było naszym obowiązkiem. Ten półwysep ma dla nas znaczenie strategiczne.

Rosja nas zdradziła

- Rosyjskie władze powiedziały nam, żebyśmy szli na Ukrainę bronić ludności rosyjskojęzycznej. Wzywali nas do tego w mediach, w telewizji. Walczyliśmy pod Debalcewem czy pod Iłowajskiem, tylko co z tego, jeśli nas po prostu oszukano? Wykorzystano nas. Dzisiaj mówią idźcie walczyć, jutro podpisują zawieszenie broni. Prowadzimy ofensywę, zdobywamy teren, giną nasi przyjaciele, a oni dogadują się w Mińsku. Co to za wojna? Za co zginęli ci ludzie? Nie pozwolono nam kontynuować walki, a chcieliśmy walczyć do końca. 90% rosyjskich ochotników jest rozczarowanych polityką Putina

Asad nas nie chce? Pójdziemy do Kurdów

- Państwo Islamskie nie stanowi większego zagrożenia dla Rosji. Nasze służby specjalne poradzą sobie z grupkami dżihadystów na Kaukazie, a my dobijemy ich w Syrii. Jakby nie patrzeć Syria to strategiczny przyczółek dla naszego kraju. Gdyby nasze media poświęcały tej wojnie tyle samo uwagi co Donbasowi, to myślę, że wielu Rosjan pojechałoby tam walczyć. 20-tysięczny kontyngent rosyjskich ochotników? Żaden problem. Jeśli o mnie chodzi - pojadę walczyć w oddziałach Kurdów. Próbowałem kontaktować się z armią Asada, ale bez skutku. Podobno potrzebują żołnierzy, jednak nie odpowiadają, gdy zgłaszają się do nich rosyjscy ochotnicy. W takim razie pójdziemy do Kurdów

Z Amerykanami i Polakami przeciwko ISIS

- W oddziałach Kurdów walczą ochotnicy z Unii Europejskiej i z USA. To nie problem? 

- Cieszę się na myśl, że mogę trafić do międzynarodowego oddziału. Wszyscy jedziemy walczyć przeciwko #ISIS. Tak samo nienawidzimy ich za to, co robią z jeńcami i z cywilami...

Rozmawiał Tomasz Maciejczuk #Rosja #Syria