Moskwa była finałowym akordem w podróży grupy polskiej młodzieży do Rosji. W piątek, po pobycie na Krymie, grupa zwycięzców Olimpiady Języka Rosyjskiego i Literatury przybyła do stolicy. Wyjazd został zorganizowany przez Rosyjsko-Polskie Centrum Dialogu i Porozumienia

O swoich wrażeniach licealistki, bo w grupie oznalazły się same dziewczęta, opowiedziały podczas spotkania z przedstawicielami polskich i rosyjskich mediów. Był to raczej nieformalny spacer po centrum Moskwy w towarzystwie dziennikarzy. Ciepła i słoneczna pogoda sprzyjała dobrej atmosferze. Przyjemnie było widzieć, że dziewczęta, pełne wrażeń i z piękną opalenizną, cudownie spędzają swoje zagraniczne wakacje.

Po pojawieniu się dziennikarzy wzrosło napięcie. Próbowano uczennicom wmówić polityczny podtekst. W Warszawie wyjazd uczennic potraktowano z dezaprobatą. Organizatorom zarzucano, że jest to jakoby akcja propagandowa. Polskie władze dotychczas uważają Krym za terytorium Ukrainy i według ich dyrektyw podróż należało uzgodnić z Kijowem. Polscy dziennikarze dosłownie atakowali dziewczęta pytaniami: "Czy zdajecie sobie sprawę, jakie konsekwencje może mieć dla was ta podróż?", „Czy nie boicie się, że będziecie białymi wronami w swoim otoczeniu?". 

Co na to Polska?

Z młodzieżą przebywał Sekretarz Zarządu Rosyjskiego Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego w Białymstoku,  Andrzej Romańczuk.

"Niestety, troszeczkę cieniem na to wszystko rzuca się sytuacja, jaka się dzieje wokół naszego wyjazdu w Polsce. Zarówno przed wjazdem, jak i w chwili obecnej. Aż strach pomyśleć, co się może dziać po naszym powrocie. Już pod koniec sierpnia z Podlaskiego Kuratorium Oświaty otrzymaliśmy pisma adresowane do nas jako do stowarzyszenia z informacją, że kuratorium ostrzega przed wyjazdem na Krym." - opowiada Romańczuk. Utrzymuje on, iż wmawiano uczniom, że po tym wyjeździe mogą mieć problemy z wjazdem do Ukrainy lub innych krajów nieobjętych ruchem bezwizowym. "Można więc to odebrać jako akt zastraszenia. To wszystko towarzyszy temu pięknemu wyjazdowi i psuje całą atmosferę. Z czegoś, co miało od początku i ma, mimo wszystko, charakter głównie edukacyjno-kulturoznawczy, robi imprezę polityczną. Jeśli zajrzą państwo do programu, to trudno znaleźć tam cokolwiek politycznego. Spotkaliśmy się na Krymie z gospodarzami Krymu, z wicepremierem - panem Muradowem. Więcej punktów, które można uznać za polityczne, w programie nie ma. Cała reszta to jest kultura i rzeczy związane z poznaniem Rosji, konkretnych miejsc, gdzie jesteśmy," — powiedział Romańczuk.

Niestety, takie są efekty bezceremonialnego wtrącania się polityki międzynarodowej do zwyczajnej wycieczki kulturoznawczej. Tym razem ucierpieli na tym uczniowie. I ten fakt po prostu nie zależał od nich.

Źródło: sputniknews.com #Rosja #social media