W mediach społecznościowych krążą zdjęcia uchodźców wyposażonych w smartfony. Europejczycy dziwią się, skąd tych biednych ludzi stać na drogie modele telefonów. Dla niektórych jest to dowód, że imigranci z krajów arabskich czy Afryki to tak naprawdę oszuści i naciągacze, którzy w Europie szukają poprawy swojego statusu materialnego. Ich imigracja nie ma więc nic wspólnego z wojną i walką o życie. Nic bardziej mylnego. Dla ludzi opuszczających swoje kraje smartfon to nie zabawka czy modny gadżet. To linia życia, utrzymująca ich w stałym kontakcie z rodzinami pozostawionymi w domach.

„Dziwisz się, że uchodźcy mają smartfony? Jesteś więc idiotą” - w tak dosadny sposób komentuję sprawę brytyjski dziennik „Independent”. Gazeta zwraca uwagę, że w social mediach zaroiło się od wpisów, komentujących fakt, że uchodźcy podróżują do Europy zaopatrzeni w nowoczesne komórki. Czy posiadanie smartfona ma być tylko i wyłącznie zarezerwowane dla przedstawicieli świata zachodniego? Rzeczywiście, dla wielu osób najnowszy model telefonu bywa symbolem statusu. Pokazywanie się z komórką ze znanym logiem należy do dobrego tonu i śwadczy o zasobności portfela. W końcu najnowszy model telefonu z firmowego salonu, chociażby w Warszawie to wydatek rzędu nawet kilku tysięcy złotych. Dla przeciętnego Polaka to suma niebagatelna i wielu o posiadaniu takiego gadżetu może jedynie pomarzyć. Mogłoby się więc wydawać, że uchodźcy, epatując swoją biedą i nieszczęściem chcą nas, Europejczyków wziąć na litość, gdy tymczasem powodzi im się całkiem nieźle.

Komórki niosą rewolucję

To prawda, że #Syria nie jest bogatym krajem. Nie jest także dotknięta skrajnym ubóstwem. Według danych Banku Światowego z 2007 r. (to ostatni rok, w którym Syria została objęta badaniem) przeciętny dochód na głowę mieszkańca wyniósł 1850 dolarów miesięcznie. Dla porównania mieszkaniec Egiptu zarobił w tym czasie średnio 1620 dolarów. Z danych zawartych w raporcie „World Factbook” wydanym w 2014 r. przez amerykańską agencję CIA wynika, że na 100 mieszkańców Syrii przypada aż 87 telefonów komórkowych. Dla porównania stu Brytyjczyków posiada ok. 123 aparatów.

Nowoczesne telefony z dostępem do internetu w wielu przypadkach stały się narzędziem zmian na Bliskim Wschodzie. W 2011 r. przez Egipt przeszła fala protestów, która obaliła prezydenta Hosniego Mubaraka. Egipcjanie wyszli na ulicę, domagając poprawy swojego bytu, ale i obalenia skorumpowanego dyktatora, który rządził ich krajem nieprzerwanie od 30 lat. Protestujący organizowali protesty właśnie dzięki mediom społecznościowym i smartfonom. Rewolucję w Egipcie nazwano pierwszym w historii przewrotem politycznym zapoczątkowanym przez social media. Tu pojawia się zarzut o hipokryzję świata zachodniego. Dlaczego kibicujemy rewolucjonistom z kairskiego placu Tahir, kiedy walczą o swoje prawa, korzystając z Facebooka czy Twittera, a jednocześnie razi nas, kiedy Syryjczycy używają komórek, by móc być w kontakcie ze swoimi bliskimi?

Już nie bogaci i biedni

Użytkownicy smartfonów wiedzą, że ich urządzenie nie służy jedynie do wykonywania połączeń głosowych. To przenośne biuro z dostępem do internetu, w tym do bezpłatnych aplikacji jak WhatsApp czy Viber, które także służą do komunikacji. Aparaty wyposażone są w kamerę, aparat fotograficzny czy notatnik. Nie mówiąc już o dostępnie do aplikacji, które ułatwiają nam codzienne życie i są niezastąpionym źródłem informacji. Dla osób, które opuszczają swoje miejsce zamieszkania i udają się do nieznanych krajów taki aparat może być niezbędnym i pomocnym narzędziem.

Biorąc pod uwagę, że rynek smartfonów jest bezustannie zalewany nowymi modelami, ceny starszych aparatów znacząco spadają. iPhony czy Samsungi sprzed kilku lat można kupić cenę od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Dlatego widok tego typu gadżetów w rękach uchodźców nie powinien nas dziwić ani sprowadzać ich do niesprawiedliwych ocen. Okazuje się bowiem, że tradycyjny podział świata na biednych i bogatych w dzisiejszych czasach traci rację bytu. #Smartphone #kryzys uchodźczy