Pierwsza część rozmowy z dziennikarzem śledczym - Witoldem Gadowskim

Czy Polska powinna interesować się Państwem Islamskim?

Tak. Świat się globalizuje. Dziś bomby wybuchają w Paryżu czy Londynie. Ale to nie znaczy, że pewnego dnia nie wybuchną w Warszawie czy Krakowie.

Straszysz, że te bomby mogą wybuchnąć już w lipcu 2016 roku podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Niektórzy twierdzą, że robisz czarny pijar wokół ŚDM.

Czarny pijar wokół Światowych Dni Młodzieży wybuchnie wtedy, gdy to się zdarzy. Lepiej stosować prewencję. Islamiści wyraźnie twierdzą w swoim propagandowym magazynie Dabiq (Dabiq - miejscowość w Syrii, gdzie ma się odbyć ostateczna bitwa. Miejsce ostatecznej apokalipsy – przyp. aut.), że ich celem jest uderzenie w Rzym i zabicie papieża. Papież będzie na ŚDM w Krakowie, więc nie trzeba być wybitnie inteligentnym, żeby wywnioskować, że pojawi się zagrożenie.

Czy Państwo Islamskie ma swoich ludzi w Polsce?

Tak. Są komórki #ISIS w naszym kraju. Interesuję się tymi strukturami od dawna, mam kontakty wśród islamistów, czytam prasę, którą wydaje ISIS. Eskalacja działań islamistów w Polsce przypadnie właśnie na lipiec 2016 roku.

Czy polskie służby specjalne zdają sobie sprawę z zagrożenia i są odpowiednio przygotowane?

Nie. Instytucja, która jest do tego powołana, czyli ABW zajmuje się szukaniem haków na opozycję polityczną. Tam nie ma specjalistów od współczesnego terroryzmu.

Ostatnio ABW ogłosiła, że ma informacje o Polakach walczących w strukturach Państwa Islamskiego.

To brednie. Nie złapali jeszcze ani jednego terrorysty, którego nie dostarczyłyby im służby innych krajów. Te wiadomości są podawane tylko po to, by przykryć nieudolność ABW.  

Rzecznik ABW chwalił się informacjami o niejakim Jacku S., który zginął w samobójczym ataku na rafinerię w irackim Bajdżi, na początku czerwca tego roku.

To nie są żadne nowe informacje. Całą wiedzę o Jacku S. ABW ma z niemieckich służb. A niemieckie gazety pisały o tym zaraz po zdarzeniu. Poza tym Jacek S. był obywatelem niemieckim.

Jesteś pierwszym polskim dziennikarzem, który nagrał rozmowę z Polakiem - dżihadystą. Kim on jest?

Adrian Al. N., który przyjął imię Abu Bakr Al Sham jest polskim obywatelem, który walczy po stronie dżihadystów. Jego ojciec jest Palestyńczykiem z Jordanii, a matka Polką. Przeszedł na #Islam w wieku 15 lat. Poprzez internet nawiązał kontakt z islamistami. Działał w kilku terrorystycznych organizacjach. W tej chwili walczy w siłach zbrojnych Państwa Islamskiego.

Czy ABW wiedziała o jego działalności?

On robił w Polsce, co chciał. Agenci ABW dopiero po informacji z niemieckich służb przesłuchali go i zrobili przeszukanie w jego domu. Wszczęto sprawę w prokuraturze Warszawa - Praga, ale nie o #Terroryzm, nie o prowadzenie propagandy islamistycznej na terenie Polski, ale o służbę w obcych formacjach wojskowych.

A jak wygląda działalność kontrwywiadowcza ABW na Bliskim Wschodzie?

Polskie służby mają tam tradycyjnie swoich ludzi, ale są to oficerowie wojskowi, którzy zajmują się głównie piciem wódki i robieniem lewych interesów. To są pozostałości po WSI. Poza tym ABW nie ma żadnego kontrwywiadu na Bliskim Wschodzie.

Jak w takim razie możemy przeciwdziałać zagrożeniu terrorystycznemu?

Nie należy przyjmować uchodźców ze środowisk podejrzanych o działalność islamistyczną. Do ŚDM nie powinniśmy przyjmować żadnych muzułmańskich uchodźców. Trzeba spenetrować kontrwywiadowczo wszystkie aktywne środowiska islamistyczne w Polsce. W tej chwili w Krakowie, w okolicach hotelu Novotel powstaje restauracja, którą zakładają islamiści z Pakistanu, czyli najbardziej radykalni.

Czy w świetle tego, co mówiłeś już o kondycji polskich służb, to w ogóle możliwe?

Konieczna jest reorganizacja ABW. Ludzie, którzy nic nie robią, na niczym się nie znają powinni odejść. Oczywiście do ŚDM pozostało niewiele czasu i nie da się wszystkiego zrobić. Dlatego trzeba głośno mówić o zagrożeniu, żeby zmusić ich do jakiegokolwiek działania.