We wtorek, około południa media musiały na chwilę porzucić temat Grecji i nielegalnych emigrantów. Na indonezyjskiej wyspie Sumatra, w mieście Medan, rozbił się samolot transportowy C-130 Herkules. Maszyna należała do indonezyjskiej armii. Transportowiec przewoził tym razem jednak nie ładunek, a żołnierzy. Na pokładzie było też 12 członków załogi. Nikt z osób przebywających w samolocie nie przeżył katastrofy.

Samolot na kilka minut przed katastrofą zaczął się dziwnie zachowywać. Najprawdopodobniej doszło do awarii jednego z silników. Świadkowie relacjonują, że maszyna zaczęła w pewnym momencie krążyć nisko nad ziemią, a z jednego z silników wydobywał się czarny dym. W tym czasie pilot kontaktuje się z wieżą kontroli lotów, zgłasza sytuację awaryjną i prosi o pozwolenie na lądowanie awaryjne. Zgodę otrzymał, ale było już za późno, żeby ratować sytuację - chwilę później Herkules uderza o hotel w centrum miasta Medan.

Samolot był znacznie przeładowany 

Ta sytuacja wydaje się dziwna, bo zawiódł tylko jeden z silników. Tymczasem Herkules ma ich aż cztery. Każdy samolot jest budowany tak, żeby móc bezpiecznie wylądować z połową sprawnych silników. Dlaczego więc indonezyjska maszyna tak szybko spadła na ziemię?

Możliwe, że przyczyną była zbyt duża liczba pasażerów. Problemem jest jednak to, że nikt nie wie ile ich tam tak naprawdę było. Na początku mówiono o 37 osobach zabitych w katastrofie, bo na tyle szacowano liczbę żołnierzy na pokładzie. Następnie jednak wartość ta rosła i ostatecznie na miejscu znaleziono ponad 100 ciał. Dopiero wtedy poinformowano, że na pokładzie było 12 członków załogi i aż 101 pasażerów. Oprócz żołnierzy miały to być także ich rodziny, które we wnętrzu maszyny znalazły się nielegalnie.

To daje nam prawdopodobną przyczynę katastrofy. C-130 Herkules, jaki lata w indonezyjskiej armii jest przystosowany do przewozu maksymalnie 80 pasażerów, z sześcioma załogantami. Tymczasem samolot, który rozbiła się w Medan podróżowało aż 113 osób, czyli ponad 30 za dużo. W takiej konfiguracji maszynie byłoby trudno wystartować. Do tego doszła awaria silnika i prawdopodobnie fakt, że piloci przygotowywali się do lądowania, co skutkowało zmniejszeniem mocy pozostałych silników. Jak skończyła się ta mieszanka wiemy wszyscy.

Na miejscu na pewno pracuje już zespół śledczy indonezyjskiej armii, który wkrótce powinien przedstawić dokładne przyczyny tragedii. Najpierw musi się też okazać jaki jest ostateczny bilans ofiar, bo wciąż nie wiadomo ile osób zginęło w wyniku katastrofy. Pewne jest tylko, że nie żyją wszyscy pasażerowie i załoga samolotu i jeśli wierzyć wojskowym było to 113 ludzi, choć prawdopodobnie ze względów wizerunkowych tę liczbę zaniżono. Do tego są jeszcze cywile na ziemi, bo przypomnijmy, że maszyna spadła na hotel w centrum ponad dwumilionowego miasta.

Źródło: breakingnews.com #armia #linie lotnicze #katastrofa